SKŁUTEMU, STRUTEMU SŁOWAMI

 

Mieszkanie Juliana Tuwima nie posiada szczególnych cech godnych uwagi. Jest zaciszne, wygodne, solidne. Koloryt szary, meble czarne. Nad biurkiem stary obraz przedstawiający św. Cecylię. Jaskrawymi barwami chwyta za oczy brawurowy afisz Gronowskiego, reklamujący „To-To”.

 

Jest jednak w gabinecie poety rzecz wagi pierwszorzędnej: książki. Są to przepyszne kurioza bibliograficzne, zbierane z nie lada smakiem i znawstwem, z budzącą podziw konsekwencją. Gdybyśmy te foliały zdołali zakląć w płyny zamknięte w krystalicznych flakonach, powstałby znany wiersz poety p. n. W Barwistanie.

 

Taki jest styl tych książek: balsamy serafickie, tynktury czarnoksięskie, esencje alchemickie, barwione jadowicie, kropelką żyłkowane, w ciemności iskrą grają, wybłyski w nich łyskają i wrą trucizną zła. Są tam dzieła poświęcone historii zapachów, trucizn, środków podniecających, astrologii, alchemii, demonologii – słowem, przedziwny księgozbiór Tuwima zawiera wszystko to, co ekscytuje wyobraźnię, zaostrza grozę, otwiera perspektywy na nieodgadniony labirynt wszechświata, którego potężny strzaskany kadłub utonął w ludzkiej wyobraźni. Czytaj dalej

Reklamy