Maria Rodziewiczówna KLEJNOT

 

Recepta na udane spotkanie z polską powieścią obyczajową zdaje się prosta: im dalej w przeszłość, tym lepiej. Można śledzić listy aktualnych bestselerów, można pożyczać najnowsze ulubione czytadła koleżanek zza biurka, można w końcu z nabrzmiałą z wrażenia żyłką hazardzisty chwytać się każdego debiutanta na rynku wydawniczym. Ale po co, skoro czas działa na korzyść czytelnika? Ostaną się tylko najlepsi. I Marii Rodziewiczównie ta sztuka się już udała. Zapewnia literaturę autentyczną historycznie, żywą językowo, uroczo staroświecką w obejściu i co najważniejsze – po ludzku ciekawą. Dla wszystkich tych wniosków wystarczyła zaś jedna powieść Rodziewiczówny, szlachecki fresk „Klejnot”, który swojej premiery doczekał się w 1897 roku. Piękny wiek dla wciąż zajmującej opowieści.

Czytaj dalej

W MAŁYM GARNUSZKU czyli figle rytualne

Hej! Bo drzewko nasze nie było ani takie, ani siakie. Ani zbytnie w błyskotki kupne, sztuczne śniegi, niemieckie diabełki, aniołki, szklane kulki i inne wykrętasy, ani, Boże broń, stylizowane ludowo i na „polsko”.

To było poczciwe, praktyczne drzewko, jakie w Polsce stawiano (jeśli stawiano) przed trzystu laty, kiedy żadnych tam syntez polskości i ludowości od święta wysentymentalniać nie trzeba było, bo skrzypiał nimi każdy żuraw każdej studni.

Drzewko więc było w dary konkretne zasobne i chodzić mogłeś koło niego, bracie, trzy dni i objadać się gruntownie. Czytaj dalej