Charlotte Brontë JANE EYRE. AUTOBIOGRAFIA

 

„Lubiłam gorączkowe bicie serca, które, co prawda, napełniało je niepokojem, ale też i życiem; a najbardziej kusiło mnie przysłuchiwanie się nigdy niekończącej się opowieści, którą bez przerwy snuła moja wyobraźnia; opowieści tętniącej wypadkami, życiem, ogniem, uczuciem – wszystkim, czego pragnęłam, a czego w rzeczywistości nie posiadałam.

 

 

O powieści Charlotte Bronte trudno napisać coś nowego lub odkrywczego. Słusznie została uznana za jedną z najwybitniejszych w literaturze światowej. Zasłużenie doczekała się hołdów w nawiązaniach, adaptacjach i interpretacjach innych twórców. Szczęśliwie dotarła nawet pod polskie strzechy, by niezmiennie intrygować i fascynować kolejne pokolenia czytelników i krytyków. Jedynie zaliczanie „Jane Eyre. Autobiografii” do wszelkiej maści biblioteczek romansów i różowych serii wydaje się wielkim nieporozumieniem – książce Charlotte Bronte naprawdę daleko do banalnej historii miłosnej chwilowo rozgrzewającej samotne kobiece serca. Opowieść Jane Eyre mierzy prosto i celnie w dusze i umysły czytelników, pozostawia po sobie emocjonalne spustoszenie i gorączkowy natłok myśli. To jedna z tych książek, które można zabrać na bezludną wyspę, by raz za razem czytać ją i dzięki niej dojrzewać, by wraz z nią nie tylko dorastać, ale i wzrastać w sobie. Powieść (prawdopodobnie) doskonała.

 

Czytaj dalej

Reklamy

Julian Barnes POCZUCIE KRESU

(…) Dlaczego
Dostrzegał w dodawaniu – przyrost? Ja widziałem

W tym rozcieńczenie. Skąd w nas te zakamieniałe

Wrodzone założenia? Przecież nie z naszego

Wyboru: wybór paczy się i gnie wraz z nami

Jak deska zatrzaśniętych drzwi. To raczej style

Podsuwane przez życie: przyjęte na chwilę,

Znienacka zastygają we wszystko, co mamy,

I tak trwają: gdy spojrzeć wstecz, wydać się mogą

Gęstymi tumanami piasku, w których widz

Taki jak Dockery widzi syna, ja zaś – nic,

Nic przy ogromie szorstkiej, synowskiej opieki.

Życie jest najpierw nudą, potem trwogą.

Cokolwiek z nim czynimy — upływa, a po nim

Zostaje to, co wybrał nam skryty Anonim,

I starość, i jej kres: jedyny, niedaleki.*

Czytaj dalej

Hanna Samson PUŁAPKA NA MOTYLA

Hanna Samson, z racji swojej profesji, bez trudu mogłaby zszarganego życiem czytelnika uraczyć kojącą terapeutyczną bają. Zamiast tego funduje mu dość drastyczne spotkanie z patologią wszelkiego asortymentu. Bez taryfy ulgowej. Dojrzewająca na kartach jej powieści bohaterka „Pułapki na motyla” musi zmagać się z własnymi zaburzeniami i nie ma co liczyć na jakąkolwiek pomoc ze strony otoczenia. Emocjonalne, osobowościowe, wychowawcze, rodzinne, społeczne, seksualne – w tej książce patologie gonią patologie, a gdzie nie spojrzeć, jest tylko gorzej. Ciężkostrawny obraz rzeczywistości ukazany w „Pułapce na motyla” pozostawia gorzki posmak w ustach. I może jest tak, że nie każde lekarstwo musi dobrze smakować, ale przecież też nie każde paskudztwo ma właściwości lecznicze.

  Czytaj dalej

Muriel Spark PEŁNIA ŻYCIA PANNY BRODIE

Wbrew obiegowej opinii, to nie kwestia rozległości granic państwowych, przewagi morskiej czy siły prochu. To literaturze Brytania zawdzięcza swoją Wielkość. Wielowiekowa ekspansja wysokogatunkowego słowa zapewniła tej monarchii upragnione imperium – cóż z tego, że czytelnicze – gdzie słońce nigdy nie zachodzi. I dodać jeszcze należy, że ma w tym swój drobny – aczkolwiek tylko ze względu na skalę całego podbojowego przedsięwzięcia – udział również szkocka pisarka Muriel Spark, której nikłą popularność wśród współczesnych polskich odbiorców tłumaczyć może jedynie nasze krótkotrwałe zachłyśnięcie się listami bestselerów, które dezaktualizują się już w momencie ich publikowania. Dla pisarstwa formatu Spark nie ma to jednak znaczenia. Jej „Pełnia życia panny Brodie” wyśmienicie znosi próbę czasu, gwarantując przy tym proporcje idealne: niepozorną objętość wynagradza bogactwo treści, a precyzję wykonania podkreśla oszczędność stylu. Crême de la crême, czyli proza dla ceniących swój czas i smak.

  Czytaj dalej