Zofia Nałkowska KOBIETY

Opasuję się powojami kwitnącymi i wyką, na głowę uplatam wielki ciężki wieniec z bławatków i kładę się na polanie leśnej twarzą w niebo. (…)

Ciepło jest i cicho. Macierzanka pachnie. A ja jestem nimfa leśna i czekam fauna. (…)

Na gruzach moich marzeń mistycznych wyrósł bujny kwiat, pozytywny, twardy kult życia i rozkoszy.

Wspaniałomyślna i królewska jest moja rezygnacja. Kocham życie – mimo wszystko (…)”

Co wróży taki początek powieści?

Pełna wyszukanej egzaltacji i patosu, młodzieńcza powieść Zofii Nałkowskiej (wydana w całości w 1906 roku) oczarowała mnie zupełnie. Choć wszelkie znaki na niebie i ziemi przemawiają za jej odrzuceniem przez moją twardo stąpającą po ziemi naturę, to jednak nie mogłam się oderwać od tej lektury, szumiącej i prychającej jak stara taśma filmowa.

Czytaj dalej