Frances Mayes POD SŁOŃCEM TOSKANII

Napisać książkę, na podstawie której ktoś zechce nakręcić film, uchodzi za nie lada sukces. Gdy na dodatek mowa jest o projekcie wysokobudżetowym, z całym rozmachem Hollywood za plecami, ze znaną aktorką w roli głównej, osiągnięcie jest tym większe. Owa inicjująca projekt proza musiała bowiem wywołać całkiem silne wrażenie na sporej grupie osób, by pobudzić je do działania i przekonać wielką machinę produkcyjną do sięgnięcia głęboko do kieszeni. Dlaczego w takim razie w efekcie końcowym z samej książki zostaje tylko sam tytuł? Albo inaczej: czy porządna ekranizacja nie jest w stanie zarobić na siebie i swoich twórców? Ryzykowne posunięcie, skoro po literacki pierwowzór sięgają tysiące czy miliony czytelników? Kto by chciał zresztą tracić czas na film o namiętnym zgłębianiu włoskiej kultury poprzez smakowanie, obcowanie i ciągłe powroty, gdzie nie dzieje się tak naprawdę nic dramatycznego. Bez nagłych rozwodów, rozpadania się świata, porzucania przyjaciół, stawiania wszystkiego na jedną kartę. Obraz o dwójce Amerykanów (tak, niestety: o zgodnej, szczęśliwej parze!), których wspólną pasją staje się dolce vita, trwające tyle, ile trwa ich coroczny urlop. Leniwa gawęda o urządzaniu letniej willi na włoskiej prowincji nieoczekiwanie przerodziła się w hollywoodzkiej Fabryce Snów w optymistyczną komedię romantyczną o bajkowym budowaniu życia od podstaw. Pod słońcem Kalifornii nie ma rzeczy niemożliwych.

  Czytaj dalej

Yrsa Sigurðardóttir, TRZECI KLUCZ * WEŹ MOJĄ DUSZĘ * W PROCH SIĘ OBRÓCISZ

Mijający już rok czytelniczy kryminalnie,  w moim przypadku, należał do trzech niewiast. Caroline Graham poważnie zachwiała pozycją lady Agathy na brytyjskim podwórku. Katarzyna Kwiatkowska mordując tchnęła życie w zakurzone kąty polskiej martyrologii rozbiorowej. A Yrsa Sigurðardóttir wyraźną kreską zaznaczyła na mojej mapie świata Islandię. Krainę ponurej północnej egzotyki i surowej przyrody, z widowiskowymi gejzerami, zorzami polarnymi i wulkanicznymi archipelagami (których kształt nadal ulega zmianom), zamieszkałą przez ukrytych, jak elfy, trolle czy krasnoludy (których obecność aktywnie wpływa także dziś na poważne decyzje budowlane), ale też ojczyznę najstarszych zachowanych fragmentów piśmiennictwa staroskandynawskiego. Archaiczna Ultima Thule, gdzie codzienny język bardzo przypomina ten sprzed wieków (podczas gdy my daleko odeszliśmy od staropolskiego „Daj ać ja pobruszę, a ty pocziwaj”), imiona mają bliskie związki z przyrodą, zaś nazwiska tworzone są odimiennie dla każdego dziecka z osobna. Wyspę ognia i lodu – bliskiego towarzystwa wulkanów i lodowców – w wiekach średnich utożsamianą przez światłych Europejczyków z Piekłem, tym najprawdziwszym, z siarką i podziemnym królestwem ciemnych mocy.

  Czytaj dalej

Joanna Miszczuk MATKI, ŻONY, CZAROWNICE

Powieść „Matki, żony, czarownice” Joanny Miszczuk mogłyby firmować dwie różne okładki, ale żadna z nich nie powinna przypominać tej rzeczywistej. Nietrudno bowiem tekst książki rozdzielić na dwie części: przyzwoitą obyczajówkę Polski niepodległej – daleką na szczęście od wszelkich kobiecych przemian wewnętrznych pod wpływem klimatu kurnej chatki na krańcu świata, a więc i bez pomostów nadwodnych skąpanych hojnie w złocistych promieniach zachodzącego słońca – oraz coś dużo mniej dla mnie strawnego, czyli historyczne romansidło. I tak pierwsza część mogłaby mi z powodzeniem posłużyć za dowód na to, że głośne w ostatnich latach bestselery polskiej prozy kobieco-optymistycznej zupełnie niezasłużenie zabierają na półkach miejsce literaturze przyjemniejszej i ciekawszej, przed czym skutecznie powstrzymuje mnie rozwinięta w miarę rozwoju zdarzeń romantyczna wizja namiętnych rudowłosych czarownic, poznawanych w awanturniczych okolicznościach i malowniczych odsłonach kolejnych epok.

  Czytaj dalej

Andrew Taylor ZAUŁEK DIABŁA

Ciemne zakątki Londynu niczym u Charles’a Dickensa, barwna epoka międzywojnia, wprost skrojona na potrzeby tajemniczej zbrodni, czego dowiodła nie raz Agatha Christie, gęsta i mroczna atmosfera zepsucia i występku żywcem przeniesiona od E.A. Poe’go, a nad tym wszystkim duch emancypacji Virginii Woolf. Andrew Taylor czerpie pełną garścią z doświadczeń swoich wybitnych poprzedników, sprawnie urabia materię słowa kreując świat dawno miniony i w efekcie oddaje czytelnikom kawał pomysłowej i treściwej prozy z pogranicza wielu gatunków. Bowiem  w „Zaułku diabła” znajdą coś dla siebie zarówno miłośnicy zagadek kryminalnych, jak i historii politycznej, zawiłych opowieści rodzinnych oraz obyczajowo-społecznych fresków, a wszystko to spowite nieuchwytną aurą grozy i deprawacji.

  Czytaj dalej