F. Scott Fitzgerald PIĘKNI I PRZEKLĘCI

F. Scott Fitzgerald zdaje się nie należeć do grona szczególnie hołubionych w naszym kraju literatów. Znajomość jego prozy zazwyczaj ogranicza się do lektury owianego nimbem sławy „Wielkiego Gatsby’ego” – i często wieńczy ten akt poznania konsternacja zachwytem krytyki – oraz, w znacznie mniejszym stopniu, powieści „Czuła jest noc”, po którą sięgają żądni poznania przebrzmiałych skandali zapaleńcy. Jest w tej polskiej nieczułości na prozatorską klasykę początku XX wieku made in USA pewna konsekwencja, bowiem w podobnej do Fitzgeralda sytuacji znajdują się u nas również dorobki piśmiennicze dwójki współczesnych mu panów: Ernesta Hemingway’a i Williama Faulkner’a. Zjawisko to o tyle intrygujące, że dotyczy twórczości mocno osadzonej w malowniczym okresie międzywojnia (z przyległościami), pisanej z niemałym wyczuciem epoki i niekwestionowanym talentem. Wraz ze wznowieniem powieści „Piękni i przeklęci” F.S. Fitzgeralda nadarza się znakomita okazja, by przyjrzeć się wspomnianej literaturze z bliska i na fali mody na przedwojenny glamour – tak w szafach jak i wnętrzach – wpuścić na nasze salony autentycznego ducha epoki dekadencji, uchwyconego piórem tego wyjątkowego pisarza. Czytaj dalej

Cathleen Schine MIĘDZY NAMI NOWOJORCZYKAMI (pod młotek!)

Historie psów odmieniających ludziom życie – koniecznie w sposób cudownie zaskakujący – to materiał wdzięczny, optymistyczny i zupełnie mnie nie pociągający. Ckliwe opowieści pełne nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, rozentuzjazmowanych bohaterów i ich psotnych pupilków? Litości. A jednak trafiła do mnie, dość niespodziewanie przyznać trzeba, książka Cathleen Schine, uświadamiając mi dobitnie, że można pisać o zwierzętach bez słodkiego mizdrzenia się do czytelnika. Doświadczenie uczy, że doświadczenie niczego nie uczy*

Czytaj dalej