Julian Barnes POCZUCIE KRESU

(…) Dlaczego
Dostrzegał w dodawaniu – przyrost? Ja widziałem

W tym rozcieńczenie. Skąd w nas te zakamieniałe

Wrodzone założenia? Przecież nie z naszego

Wyboru: wybór paczy się i gnie wraz z nami

Jak deska zatrzaśniętych drzwi. To raczej style

Podsuwane przez życie: przyjęte na chwilę,

Znienacka zastygają we wszystko, co mamy,

I tak trwają: gdy spojrzeć wstecz, wydać się mogą

Gęstymi tumanami piasku, w których widz

Taki jak Dockery widzi syna, ja zaś – nic,

Nic przy ogromie szorstkiej, synowskiej opieki.

Życie jest najpierw nudą, potem trwogą.

Cokolwiek z nim czynimy — upływa, a po nim

Zostaje to, co wybrał nam skryty Anonim,

I starość, i jej kres: jedyny, niedaleki.*

Czytaj dalej

Jarosław Grzędowicz PAN LODOWEGO OGRODU (1-3)

Od czasu do czasu moja wierność upodobaniom czytelniczym ustępuje miejsca porywom chwili. A jeśli skok w bok, to tylko z fantastyką! Magiczna aura, dzikość serca i awanturnicza żyłka wymagane obowiązkowo – wspomnień z tak krótkiej przygody musi przecież wystarczyć na długi czas. Nie warto też chwytać zbyt łapczywie pierwszej nadarzającej się okazji – jak już wdawać się w romanse, to wyłącznie z najlepszymi! Za takiego też wśród znawców tematu uchodzi „Pan Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza, który zwiódł mnie na manowce oczekiwań i porzucił haniebnie. Trzytomowe wydanie jest bowiem projektem nieukończonym: przerwanym w dramatycznym momencie i wymagającym jeszcze wielu wyjaśnień. Tak się nie robi bezbronnym czytelniczkom!

  Czytaj dalej

Jacek Skowroński MUCHA

Bezwzględne zbiry kontra polski agent. Agent ubezpieczeniowy Apoloniusz gwoli ścisłości. Szanse w takim starciu, zdawać by się mogło, rozłożone będą dość nierównomiernie, jeśli w ogóle w przypadku szarego obywatela o jakichkolwiek szansach może być mowa. A jednak – Polak potrafi. A Jacek Skowroński potrafi jak mało kto! Ponad trzysta stron wartkiej akcji i przedniego humoru, posuniętych chwilami do absurdalnych rozmiarów, dostarcza zdrowej porcji wyśmienitej rozrywki. Czy można chcieć czegoś więcej od komedii gangsterskiej, jak określana jest często„Mucha”?

Czytaj dalej

Hubert Klimko-Dobrzaniecki BORNHOLM, BORNHOLM

Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą (…)*

 

Wszystkim nieufnie zerkającym w stronę współczesnej literatury polskiej, a także tym po niefortunnych z nią przejściach, którym wydaje się, że rodzime pisarstwo nie ma obecnie nic ciekawego do zaoferowania czy też stanowi zaledwie prowincję kulturalnej Europy, warto podsunąć prozę Huberta Klimko-Dobrzanieckiego. Bowiem jego książki stanowić mogą niezwykle skuteczne antidotum na literackie wstręty i obawy. To wyśmienita proza urodzonego gawędziarza, prawdziwego zaklinacza słów, który z najdrobniejszej iskry codzienności potrafi wykrzesać zajmujące historie o ludziach i świecie oraz – co zawsze ciekawsze – o świecie w ludziach.

Czytaj dalej