Charlotte Brontë JANE EYRE. AUTOBIOGRAFIA

 

„Lubiłam gorączkowe bicie serca, które, co prawda, napełniało je niepokojem, ale też i życiem; a najbardziej kusiło mnie przysłuchiwanie się nigdy niekończącej się opowieści, którą bez przerwy snuła moja wyobraźnia; opowieści tętniącej wypadkami, życiem, ogniem, uczuciem – wszystkim, czego pragnęłam, a czego w rzeczywistości nie posiadałam.

 

 

O powieści Charlotte Bronte trudno napisać coś nowego lub odkrywczego. Słusznie została uznana za jedną z najwybitniejszych w literaturze światowej. Zasłużenie doczekała się hołdów w nawiązaniach, adaptacjach i interpretacjach innych twórców. Szczęśliwie dotarła nawet pod polskie strzechy, by niezmiennie intrygować i fascynować kolejne pokolenia czytelników i krytyków. Jedynie zaliczanie „Jane Eyre. Autobiografii” do wszelkiej maści biblioteczek romansów i różowych serii wydaje się wielkim nieporozumieniem – książce Charlotte Bronte naprawdę daleko do banalnej historii miłosnej chwilowo rozgrzewającej samotne kobiece serca. Opowieść Jane Eyre mierzy prosto i celnie w dusze i umysły czytelników, pozostawia po sobie emocjonalne spustoszenie i gorączkowy natłok myśli. To jedna z tych książek, które można zabrać na bezludną wyspę, by raz za razem czytać ją i dzięki niej dojrzewać, by wraz z nią nie tylko dorastać, ale i wzrastać w sobie. Powieść (prawdopodobnie) doskonała.

 

Czytaj dalej

Julian Barnes CYTRYNOWY STOLIK

„Normalna rzecz, że artysta jest nierozumiany. Normalna rzecz i po jakimś czasie staje się czymś codziennym. Ja tylko powtarzam z uporem: zgoda, „nie rozumcie” mnie,ale „nie rozumcie” mnie dobrze”

Wbrew pozorom to właśnie czytanie niepokaźnie prezentujących się zbiorów krótkich opowiadań wymaga więcej czasu i energii od czytelnika aniżeli sięgnięcie po obszerną, spasioną wątkami i rozdętą mnogością postaci powieść. Zazwyczaj bowiem powieść dogadza dopowiadaniem każdego epizodu, zapewnia luksus jednorazowego rozeznania sytuacyjnego, które niezawodnie procentuje przez setki kolejnych stron, stawia atrakcyjność fabuły ponad jej wymowę. Opowiadanie przeciwnie, nie dba o komfort, nie liczy się z wygodą – rzuca kolejne ziarna myśli pozostawiając całą pracę kiełkowania naszej jałowej lenistwem glebie rozumu, co wymaga nie lada wysiłku: zatrzymania się i zastanowienia. Dlatego z reguły nie czytam opowiadań. Czytaj dalej

Anna Fryczkowska STARSZA PANI WNIKA

 Rozrywka w dobrym wydaniu nie trafia się często. A już dobra rozrywka w wydaniu rodzimym to prawdziwe kuriozum, okaz rzadki i płochliwy. Pewnie dlatego Joanny Chmielewskie i Andrzeje Sapkowskie robią u nas tak zawrotne kariery – ich blasku nie przyćmiewa zbyt wiele okolicznych gwiazd literackiego firmamentu. Ale o książkach Anny Fryczkowskiej nie myślę w kategoriach „dobre, bo polskie” – to pisarstwo „dobre, bo dobre”. Nie potrzebujące lokalnego patriotyzmu, by nabrać odpowiedniej skali wartości; nie wymagające taryfy ulgowej w zamian za znajome „okoliczności przyrody”. Annie Fryczkowskiej udaje się niełatwa sztuka łączenia przystępności z niebanalnością i lekkości z solidnością wykonania. I choć jej kolejna – po rewelacyjnej „Kobiecie bez twarzy” – powieść „Starsza pani wnika” nie posiada już tak silnego ładunku przewrotności i nie wywołuje może tego przyjemnego, szampańskiego musowania w głowie, to nadal jest to literacka rozrywka w najlepszym gatunku.

 

Czytaj dalej

Melchior Wańkowicz DZIEJE RODZINY KORZENIEWSKICH

 „Raz dałem komuś przybyłemu z Rosji spisaną przeze mnie historię tysiąca sześciuset więźniów Polaków, pędzonych przez pięć dni bez jedzenia i wody z więzienia w Starej Wilejce do Borysowa, tak że ludzie próbowali pić – z czapek, filtrowaną przez chusteczki – własną urynę. W tym czasie z liczby tysiąca sześciuset straże dobiły czterystu, zbyt osłabionych, a rozbestwieni dozorcy, złapawszy jednego, który rzucił się do ucieczki, kazali innym pędzonym, którym nie pozwalano załatwiać naturalnych potrzeb, oddawać kał na trupa. Znajomy mój odczytał nazwiska skrzętnie zebrane, miejscowości, daty i godziny i oddał z uwagą:

– Szablonowa historia… „

Czytaj dalej