Maureen Jennings POD GWIAZDAMI SMOKA

Nie każdy morderca to psychopatyczna maszyna do zabijania. Nie każda krwawa zbrodnia stanowi element chorej gry patologicznego sadysty. Nie każde śledztwo jest personalnym pojedynkiem dobrego szeryfa z geniuszem zła.

W rzeczywistości większość przestępstw popełnianych jest przez pospolitych sprawców targanych powszechnymi namiętnościami jak miłość, zazdrość, chciwość, zemsta, zawiść, gniew czy strach. I choć to właśnie ta mniej widowiskowa i nie tak medialna „amatorszczyzna” wnosi do statystyk policyjnych przytłaczająco krwawe żniwo, to we współczesnej kulturze masowej śmierć sama w sobie nie stanowi już sensacji i bez odpowiednio spreparowanej otoczki – najlepiej wyrafinowanej i wyrazistej – nie zapewnia słupków sprzedaży.

Z pewnością trudniej jest stworzyć zaskakującą intrygę kryminalną i wywołać w czytelniku napięcie, nie epatując przy tym bestialstwem i zwyrodniałymi praktykami wszelkiej maści dewiantów, lecz nadal rodzą się śmiałkowie gotowi na takie wyzwania. Detektywistyczna powieść Maureen Jennings, „Pod Gwiazdami Smoka”, zapewnia porcję porządnej prozy społeczno-obyczajowej, gdzie zagadka śmierci i policyjne śledztwo stanowią zaledwie pomysłowe spoiwo dla bardzo wszechstronnie i solidnie obudowanej historii ludzkich dramatów i zmagań z losem.

  Czytaj dalej

Maureen Jennings OSTATNIA NOC JEJ ŻYCIA

The last night that she lived,
It was a common night,
Except the dying; this to us
Made nature different. *

Był taki czas, gdy przestępcy mogli beztrosko broczyć krwią (czy też inną dowolną wydzieliną własną) w miejscach swych zbrodni i fakt ten nie wywoływał niezdrowego podniecenia u przedstawicieli służb laboratoryjno-kryminalistyczych. Był to również czas, gdy krąg podejrzanych nie zależał od baz danych wypluwanych masowo przez bezosobowe maszyny, ale był wynikiem wzajemnie zgłaszanych pretensji, oskarżeń i pomówień wyłuskanym pracowicie dzięki licznym rozmowom ze skrzętnie skrywającymi swe sekrety (ale też ochoczo plotkującymi o cudzych) świadkami, tudzież bliskimi ofiar. Był to bowiem czas, gdy tym, czego powinien obawiać się podstępny amator sztuki zła były szare komórki co bystrzejszych detektywów, ich zdolności dedukcyjne i znajomość ludzkiej natury. Ach, cóż to był za czas… (dla przestępczości z pewnością błogi). Toteż do dziś symbolami błyskotliwie prowadzonego śledztwa pozostają Sherlock Holmes czy też panna Marple, nie zaś wielkomiejskie brygady CSI zapamiętale próbujące wmawiać winę każdemu napotkanemu na swej drodze właścicielowi ludzkiego DNA. Skuteczność zabiła finezję. Na szczęście pozostają jeszcze książki, gdzie czas nie gra roli, a myślenie – zdawać by się mogło, iż dość staroświecki przeżytek – przynosi jednak efekty. Czytaj dalej