J.R.R. Tolkien HOBBIT ALBO TAM I Z POWROTEM

„Bilbo Baggins był hobbitem, który mieszkał w swej hobbiciej norce i przenigdy nie brał udziału w żadnych przygodach, a w końcu czarodziej Gandalf i jego krasnoludy namuwiły go na wyprawę. Miał wiele przygód, walcząc z goblinami i wargami, w końcu dotarli do samotnej góry; […] powrócił do domu – bogaty! Ta książka, z dodaniem map, nie potrzebuje żadnych ilustracji, jest dobra i powinna podobać się wszystkim dzieciom w wieku od 5 do 9 lat”
Chłopiec (Rayner Unwin, lat 10, syn wydawcy; przyp. własny) zarobił za tę recenzję jednego szylinga, a książka została przyjęta do planu wydawniczego.*

Entuzjastycznie, ale jakże skromnie, J.R.R. Tolkien wkroczył w literacki świat, by zmienić go bezpowrotnie. Opowieść rozwijana w domowym zaciszu, w tempie „zimowych czytanek” umilających czas rodzinie po podwieczorku, gdzie pierwszymi krytykami były własne dzieci pisarza, również przed drukiem wymagała uzyskania kluczowej rekomendacji od młodego czytelnika. Na marginesie tylko zauważyć  można, iż w każdym przedziale wiekowym są czytelnicy równi i równiejsi (sic!). Czytaj dalej

Reklamy

Marta Kisiel DOŻYWOCIE

Nieoczekiwany spadek zawsze budzi, co najwyżej nieuzasadnione, ale jednak nadzieje. I zupełnie niegroźnie w takim momencie wybrzmiewa hojne „całe dobrodziejstwo inwentarza”, z jakim scheda trafia w niespokojne z wrażenia ręce beneficjenta. A że czasem ten inwentarz bywa żywotny – choć w podręczniku biologii wspomnianych form życia nie uświadczy żaden dociekliwy badacz – to już zupełnie inna sprawa. Jak i „dobrodziejstwo” nabiera nieoczekiwanych, zabarwionych nowym doświadczeniem znaczeń, których werbalizacja mogłaby znacznie odbiegać od tak wyraźnie przyobiecanej w słowniku korzyści. Dodajmy do tego szczyptę nieprawdopodobieństwa oraz zgrzebne polskie okoliczności przyrody, a otrzymamy pomysłowy scenariusz, równie barwny co przewrotny. „Dożywocie” Marty Kisiel to książka niebanalna, wielce filuterna i absolutnie demokratyczna: wiek, płeć, rasa czy religia są zupełnie bez znaczenia przy jej lekturze!

  Czytaj dalej

Jarosław Grzędowicz PAN LODOWEGO OGRODU (1-3)

Od czasu do czasu moja wierność upodobaniom czytelniczym ustępuje miejsca porywom chwili. A jeśli skok w bok, to tylko z fantastyką! Magiczna aura, dzikość serca i awanturnicza żyłka wymagane obowiązkowo – wspomnień z tak krótkiej przygody musi przecież wystarczyć na długi czas. Nie warto też chwytać zbyt łapczywie pierwszej nadarzającej się okazji – jak już wdawać się w romanse, to wyłącznie z najlepszymi! Za takiego też wśród znawców tematu uchodzi „Pan Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza, który zwiódł mnie na manowce oczekiwań i porzucił haniebnie. Trzytomowe wydanie jest bowiem projektem nieukończonym: przerwanym w dramatycznym momencie i wymagającym jeszcze wielu wyjaśnień. Tak się nie robi bezbronnym czytelniczkom!

  Czytaj dalej