Charlotte Brontë JANE EYRE. AUTOBIOGRAFIA

 

„Lubiłam gorączkowe bicie serca, które, co prawda, napełniało je niepokojem, ale też i życiem; a najbardziej kusiło mnie przysłuchiwanie się nigdy niekończącej się opowieści, którą bez przerwy snuła moja wyobraźnia; opowieści tętniącej wypadkami, życiem, ogniem, uczuciem – wszystkim, czego pragnęłam, a czego w rzeczywistości nie posiadałam.

 

 

O powieści Charlotte Bronte trudno napisać coś nowego lub odkrywczego. Słusznie została uznana za jedną z najwybitniejszych w literaturze światowej. Zasłużenie doczekała się hołdów w nawiązaniach, adaptacjach i interpretacjach innych twórców. Szczęśliwie dotarła nawet pod polskie strzechy, by niezmiennie intrygować i fascynować kolejne pokolenia czytelników i krytyków. Jedynie zaliczanie „Jane Eyre. Autobiografii” do wszelkiej maści biblioteczek romansów i różowych serii wydaje się wielkim nieporozumieniem – książce Charlotte Bronte naprawdę daleko do banalnej historii miłosnej chwilowo rozgrzewającej samotne kobiece serca. Opowieść Jane Eyre mierzy prosto i celnie w dusze i umysły czytelników, pozostawia po sobie emocjonalne spustoszenie i gorączkowy natłok myśli. To jedna z tych książek, które można zabrać na bezludną wyspę, by raz za razem czytać ją i dzięki niej dojrzewać, by wraz z nią nie tylko dorastać, ale i wzrastać w sobie. Powieść (prawdopodobnie) doskonała.

 

Czytaj dalej

Reklamy

Ewa Kraskowska SIOSTRY BRONTE

Jeszcze kilka miesięcy temu, każdy polski czytelnik spragniony wiedzy o rodzinie Brontë, której prawdziwe losy fascynują po dziś dzień nie mniej niż stworzona w ich powieściach fikcja, zmuszony był do cierpliwego nawiedzania antykwariatów, zbierania czterolistnych koniczynek w celu wiadomym (czyli przyciągania szczęścia z okolic bliższych i dalszych) oraz ciułania nadwyżek gotówkowych, by móc upragniony obiekt swoich marzeń posiąść w razie zaistnienia dwóch pierwszych okoliczności. W takich to ponurych czasach, nieświadoma zbliżającego się wznowienia książki „Na plebanii w Haworth” Anny Przedpelskiej-Trzeciakowskiej, wiedziona frustracją i głodem wiedzy napotkałam na mej drodze książkę pani Ewy Kraskowskiej „Siostry Brontë” (równie niedostępną co poprzednia, a jednak!). Czy się wahałam? Wcale! Książkę porwałam od razu i poniosłam ku mym włościom, by w zaciszu własnych pokoi oddać się lekturze. Dziś myślę o tych chwilach z nostalgią: zacne to były godziny spędzone w towarzystwie ekscentrycznego rodzeństwa, ich trudnego ojca, a przede wszystkim odizolowanego górskimi wrzosowiskami i zimnego Yorkshire.

Czytaj dalej