BO JA CHCIAŁBYM ZOBACZYĆ DIABŁA

 

 

 

  • […] No, to tehaz, mamo, niespodzianka. Pomalujemy jajka.

  • Jakie jajka?

  • Jajka. Na Gwiazdkę. Mama nie pamięta, że się maluje jajka na Gwiazdkę? Dobhy jestem, że mamie przypomniałem, phawda?

  • Muki, nie maluje się jajek na Gwiazdkę, bardzo mi przykro.

  • Niech mamie nie będzie przyhro, pomalujemy, niech mama się nie mahtwi. O, mama słyszy, ktoś dzwoni!

  • Idź otwórz Muki, nie mogę odejść od tej patelni.

Czytaj dalej

Reklamy

SKŁUTEMU, STRUTEMU SŁOWAMI

 

Mieszkanie Juliana Tuwima nie posiada szczególnych cech godnych uwagi. Jest zaciszne, wygodne, solidne. Koloryt szary, meble czarne. Nad biurkiem stary obraz przedstawiający św. Cecylię. Jaskrawymi barwami chwyta za oczy brawurowy afisz Gronowskiego, reklamujący „To-To”.

 

Jest jednak w gabinecie poety rzecz wagi pierwszorzędnej: książki. Są to przepyszne kurioza bibliograficzne, zbierane z nie lada smakiem i znawstwem, z budzącą podziw konsekwencją. Gdybyśmy te foliały zdołali zakląć w płyny zamknięte w krystalicznych flakonach, powstałby znany wiersz poety p. n. W Barwistanie.

 

Taki jest styl tych książek: balsamy serafickie, tynktury czarnoksięskie, esencje alchemickie, barwione jadowicie, kropelką żyłkowane, w ciemności iskrą grają, wybłyski w nich łyskają i wrą trucizną zła. Są tam dzieła poświęcone historii zapachów, trucizn, środków podniecających, astrologii, alchemii, demonologii – słowem, przedziwny księgozbiór Tuwima zawiera wszystko to, co ekscytuje wyobraźnię, zaostrza grozę, otwiera perspektywy na nieodgadniony labirynt wszechświata, którego potężny strzaskany kadłub utonął w ludzkiej wyobraźni. Czytaj dalej

WYŚCIG Z SUKNIĄ (Wisławy Szymborskiej)

Są talerze, ale nie ma apetytu.
Są obrączki, ale nie ma wzajemności
od co najmniej trzystu lat.

Jest wachlarz – gdzie rumieńce?
Są miecze – gdzie gniew?
I lutnia ani brzęknie o szarej godzinie.

Z braku wieczności zgromadzono
dziesięć tysięcy starych rzeczy.
Omszały woźny drzemie słodko
zwiesiwszy wąsy nad gablotką.

Metale, glina, piórko ptasie
cichutko tryumfują w czasie.
Chichocze tylko szpilka po śmieszce z Egiptu.

Korona przeczekała głowę.
Przegrała dłoń do rękawicy.
Zwyciężył prawy but nad nogą.

Co do mnie, żyję, proszę wierzyć.
Mój wyścig z suknią nadal trwa.
A jaki ona upór ma!
A jakby ona chciała przeżyć!

Czytaj dalej

SŁABOŚĆ DO STARYCH KOMEDIANTÓW

Gwatemala, Niedziela, 19 sierpnia 1951 roku

[…]

Dobrze: „Madame Bovary”, „Salambo”, „Education sentimental” – pomniki prozy, stylu, ale równocześnie najkompletniej odbarwione z tego, co się nazywa pogląd autora. Zimny skalpel, obiektywizm kryształowy, autor ukryty tak, że go się nie wyczuwa nigdzie. W listach, w których nie mocuje się z każdym zdaniem, w których puszcza swobodnie farbę, najczęściej żółć, jest dopiero naprawdę sobą. Z nich widzi się, że jeżeli był wielkim pisarzem, to był także zdrowym kawałkiem filozofa, choć sam gardził filozofami. Jego opinie o tym, co nie było sztuką, są nieraz niebywale wnikliwe i świadczą, że poza swoim fachem to była głowa. Mało który z francuskich pisarzy miał odwagę tak jasno patrzeć na Francję i tyle prawd powiedzieć pod jej adresem. Kilka tygodni temu przeczytałem, że we Francji umarł Petain. No i że były propozycje, aby pochować go – w Panteonie. Szkoda, że nie u Inwalidów obok Napoleona. Trzeba było być we Francji i widzieć okres Petaina, aby zrozumieć, że opinia Flauberta, zamykająca się w jednym zdaniu: „Kurwy – takie jak Francja – mają zawsze słabość do starych komediantów”, jest zdaniem epokowym. Ja tym jednym zdaniem żyłem we Francji kilka lat, żywiłem się nim, zażywałem je na przeczyszczenie przy każdej sposobności, jak ten stary komediant sprzedawał ją po kawałku, za jej zgodą zresztą. Czytaj dalej