Julia Child, Alex Prud’homme MOJE ŻYCIE WE FRANCJI

Julia Child przez lata przekonywała Amerykanów, że jedzenie jest sztuką i jako taka zasługuje na celebrację – zarówno na etapie przygotowań jak i konsumpcji. W latach sześćdziesiątych, gdy w Stanach Zjednoczonych na każdym kroku panoszyły się już dania błyskawiczne w proszku lub tubce, zgodnie z oczekiwaniem klientów gotowe do podania w kilka minut, zachęcanie obywateli (a przede wszystkim obywatelek) do spędzania w kuchni wielu godzin na pichceniu francuskiej uczty graniczyło z lekkim obłędem. A jednak Julia nie tylko postawiła na swoim wydając obszerną księgę kucharską (a potem kolejne, i kolejne), miast prostej broszurki zalecanej przez wydawców, ale też w krótkim czasie podbiła serca rodaków swoją osobowością w kulinarnym programie telewizyjnym, zapoczątkowując tym samym epokę gotowania na ekranie. Ale to było dawno temu, w Ameryce.

Do Polski Julię Child sprowadziło Hollywood wraz „megahitem” filmowym „Julie i Julia” i twarzą mocno wygładzonej Meryl Streep, należało więc szybko legendę kultury amerykańskiej zaszczepić w świadomości Polaków. I do tego celu najwyraźniej przysłużyć się miała już pośmiertnie wydana przez krewnego pani Child (Alex Prud’homme to bowiem wnuk siostry Julii, który jak sam skromnie przyznaje w tekście: sam namówił Julię do zwierzeń, sam je zredagował, uzupełnił i podrasował, bo pisarzem podobno jest) książka wspomnieniowa o pobytach Julii i Paula Child’ów na placówkach zagranicznych i rozwijaniu w sobie pasji do jedzenia (i picia). Zamiast więc dać nam szansę samodzielnego poznania kuchni Julii Child, wypróbowania jej kultowych przepisów na marsylskie bouillabaisse czy paryskie croissanty, przetestowania technik kulinarnych specjalnie przez nią przystosowanych do domowych warunków, wczytania się w jej dygresyjną paplaninę, dostaliśmy gotowy produkt instant: Julię Child podsumowującą swój sukces u schyłku życia.

Sama książka „Moje życie we Francji” to dość szczegółowa lista przysmaków, które rozkochały Julię Child w kuchni francuskiej, lokali gastronomicznych, które tworzyły jej mapę smaków i ludzi dzielących się na prawdziwych smakoszy i resztę. Doświadczenie ciekawe, o tyle, że dotyczy wczesnych lat powojennych w Europie, gdzie wciąż kultywowano dawne tradycje gastronomiczne. Bowiem i na polskim podwórku następuje już przesyt daniami spreparowanymi w fabrykach chemii i powoli wkracza moda na celebrowanie posiłków przygotowanych od podstaw, w pogoni za smakiem i aromatem prawdziwego jedzenia. Podglądanie starszych pokoleń za stołem może więc okazać się nie tylko motywujące do wysiłku w kuchni, ale przede wszystkim inspirujące do ciekawych eksperymentów na talerzu.

A jednak dziwi mnie tak wielki w naszym kraju sukces książki, ani nie zaliczającej się w mojej opinii do literatury dobrej, ani nie przekonującej mnie do osoby samej autorki wspomnień. Ciągłe usprawiedliwianie swoich poczynań, udowadnianie własnych racji, narzucanie własnego punktu widzenia sprawiało, że zamiast aromatycznych woni kuchennych dolatywał do mnie jedynie smrodek apodyktycznej snobki z lubością pławiącej się w sosie własnym. Tym samym „Moje życie we Francji” Julii Child i Alexa Prud’homme’a to książka, której nie zamierzam polecać amatorom literatury dobrej. Reszcie – za przykładem wielkiej (i wzrostem, i ego)  Julii – Bon Appétit!

________________________________________________________________________

Julia Child, Alex Prud’homme, Moje życie we Francji, WL, 2010

Advertisements

19 thoughts on “Julia Child, Alex Prud’homme MOJE ŻYCIE WE FRANCJI

  1. Mam aktualnie serię czytelniczych rozczarowań (mniejszych lub większych), zatem dzięki, że uchroniłaś mnie przed przynajmniej jednym :-). Na „Julie i Julia” bawiłam się całkiem przyjemnie, na wspomnienia Julii Child też nabrałam ochoty – dobrze wiedzieć, że nie ma się do czego spieszyć, zwłaszcza że w kolejce czekają znacznie lepiej zapowiadające się tytuły.

    • Eireann,
      Za mną już kilka seansów z Julie i Julią, więc mogłabym jeszcze o niezgodnościach w fabule wspomnieć, ale doszłam do wniosku, że film to rozrywka, a nie test z faktów. I niech taką kolorowo apetyczną rozrywką pozostanie :)

      Myślę, że wszelkie mankamenty takiej książki znikają, gdy chodzi o autorytet, który towarzyszył nam w życiu trochę dłużej niż dwie godziny w kinie. Dla Amerykanów, którzy wychowywali się na jej programach, którzy jej poradniki traktują niczym kucharskie biblie, taka opowieść o późno odkrytej pasji przekutej w sukces zawodowy (od pucybuta do milionera ) to prawdziwa gratka. Ale bez różowych szkieł uwielbienia to tylko taka sobie książka o ciekawym świecie smakoszy.

      Narzekaj na słabe książki, narzekaj – zaoszczędzisz innym nadwyżek zakupowych :)

      • Skoro taka sobie, to zostanie na liście rezerwowej; może się sprawdzić jako lektura na lato, gdy się za wiele nie wymaga ;-).
        Ponarzekać nie omieszkam, zwłaszcza, że krytykę jakoś łatwiej się pisze, ciekawe dlaczego… :-)

  2. Film był kiepski, z najgorszą rola Meryl Streep jaka kiedykolwiek widziałam. To wszystko skutecznie zniechęciło mnie do zaglądania do książki. I widzę, że nie mam czego żałować ;)

  3. Nie przeszłam przez tą książkę – znudziła mnie niesamowicie, pomimo mojego świetnego nastawienia na początku. Julia Child to niezwykła postać i miałam okazję być w muzeum, które bohaterka Julie i Julia odwiedza pod koniec filmu – ten pomnik, jakim jest replika kuchni Child udowadnia jak wielką była kucharką, niemniej opowiadać o swoim życiu nie potrafiła :P

  4. Dotarłam do połowy książki, ale nie dlatego, że była kiepska. Oderwało mnie inne pilniejsze czytanie. Film widziałam, podobał mi się. Co mnie zaskoczyło? Meryl Streep była naprawdę wielka. W sensie fizycznym. Julia słynęła bowiem nie tylko z talentu kulinarnego, ale i z niemałego wzrostu :-) Aż się prosi o rozwinięcie zagadnienia w programie „Jak to jest zrobione”.
    PS
    W zasadzie ujęła mnie Julia miłością do kotów, więc do ksiązki wrócę. Nawet zacznę ją od początku.

    • 52tygodnieczytania,
      Miłość do kotów nie była chyba tak wielka, skoro Minette (?) musiała zmienić dom, gdy tylko przestała pasować do planów życiowych Julii.

      Książkę chwaliło sobie wielu czytelników, co dla mnie akurat jest niezrozumiałe, ale jesteś w większości jak sądzę i potrafię z tym żyć ;)

  5. Minette była pierwsza z kolekcji. Kotów uczę się od pierwszego egzemplarza, pewnie i Child też z czasem nauczyła się miłości do kociego jestestwa – „Nigdy w życiu nie traktowałam czegoś lub kogoś tak poważnie ( prócz męża i kota ) i za każdym razem z wielkim żalem wychodziłam z kuchni.”
    A może to tylko słowa bez emocjonalnego wsparcia?

    • Dla mnie to tylko słowa, skoro czyny im przeczą. Mogę się oczywiście mylić, bo jednak ludzie to stworzenia złożone. Choć snobistyczny rys w chwaleniu się rasowością Minette wpisuje się w obraz Julii Child jaki pozostawiła we mnie ta książka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s