Maria Rodziewiczówna KLEJNOT

 

Recepta na udane spotkanie z polską powieścią obyczajową zdaje się prosta: im dalej w przeszłość, tym lepiej. Można śledzić listy aktualnych bestselerów, można pożyczać najnowsze ulubione czytadła koleżanek zza biurka, można w końcu z nabrzmiałą z wrażenia żyłką hazardzisty chwytać się każdego debiutanta na rynku wydawniczym. Ale po co, skoro czas działa na korzyść czytelnika? Ostaną się tylko najlepsi. I Marii Rodziewiczównie ta sztuka się już udała. Zapewnia literaturę autentyczną historycznie, żywą językowo, uroczo staroświecką w obejściu i co najważniejsze – po ludzku ciekawą. Dla wszystkich tych wniosków wystarczyła zaś jedna powieść Rodziewiczówny, szlachecki fresk „Klejnot”, który swojej premiery doczekał się w 1897 roku. Piękny wiek dla wciąż zajmującej opowieści.

„Bankruty, ale nie kramarze! Oni sprzedadzą plon ziemi, ale nie pamiątki. Oni może zginą, i prawdopodobnie to nastąpi, ale zginą w swoich ruinach, nie tknąwszy dziedzictwa i zbiorów przodków. My dorobkiewicze, tego nie rozumiemy, ale powinniśmy o tym wiedzieć i nie zaczepiać ich stylem końca wieku. To są lunatycy idący w przepaść; szkoda mi ich, jak szkoda wszystkich niedościgłych ideałów lub przebrzmiałych haseł.”

Wszystko rozpoczyna się bardzo obiecująco, bo już na wstępie otrzymujemy kłótnię, strzelaninę i pobicie. Konflikty dworu z zaściankami i wsią nie stanowią więc w powieści jedynie pretekstu do czczego dyskursu społecznego, ale odciskają mocne piętno na fabule, która nie raz jeszcze ociera się o tragedię i przemoc. Rodziewiczówna z własnego doświadczenia i obserwacji sąsiedztwa doskonale znała trudną rzeczywistość popowstaniowego zubożenia szlachty, nakładających się na to przemian polityczno-ekonomicznych i wcale nie mniej znaczącego elementu ludzkiego, czyli wzajemnych pretensji, roszczeń i zatargów toczących się wokół majątków ziemskich od lat. W swoją opowieść wplotła losy zaledwie kilku rodzin końca XIX wieku, jednak każda z nich odgrywa pewną rolę w portrecie społecznym tamtego okresu. Ukazuje zatem dorobkiewiczów, dla których ziemia jest tylko pewnego rodzaju zabawką i kaprysem, z którym można się rozstać bez żalu, gdy się już znudzi; wspomina o licznych spekulantach skupujących zubożałe majątki, by bez ceregieli obejść się z ich historycznym dorobkiem; niemałą rolę w opowieści powierza chłopstwu, niczym przeciwwadze dla swar między wyżej urodzonymi, a ich prostota obejścia przekłada się na surowość zasad i hardość; wiele uwagi poświęca nieuczciwym praktykom Żydów – niepoprawna politycznie z naszego punktu widzenia, pisarka bardzo surowo ocenia ich poczynania jako bezlitosnych spekulantów, lichwiarzy i złodziei, a zapewne w swej opinii nie była wcale odosobniona w tamtym czasie; by w końcu odmalować raczej pozytywne, a miejscami nawet gloryfikujące portrety ziemiaństwa z rodowodem w garści. Dostrzegając wady w ludziach, z wielkim szacunkiem i nieukrywanym podziwem odnosi się autorka bowiem do szlachty, która toczy swoją najtrudniejszą walkę nie na frontach, ale w polu i na dworze. Z nieuczciwością pracowników, zrządzeniami natury i losu. I z tego wszystkiego splata się naprawdę ujmująca historia, gdzie idealiści próbują walczyć o lepszy świat, gdzie miłość napotyka na dumę i uprzedzenia i gdzie nie ma końca zbrodniom i karom. Pomimo bowiem moralno-dydaktycznej podbudowy powieści, Rodziewiczówna dostrzega złożoność historii ludzkich i nie upraszcza ich na siłę.

Powieść Marii Rodziewiczówny przykurzyła się nieznacznie z wiekiem, ale to tylko dodaje jej uroku. Staroświecka śpiewna polszczyzna, głębokie więzi międzyludzkie i zaangażowanie w coś większego niż własne szczęście – darmo tego szukać we współczesnej literaturze. Dlatego taki „Klejnot” nadal warto odkurzać i czytać.

________________________________________________________________________

Maria Rodziewiczówna, Klejnot, Wydawnictwo MG, 2011

Advertisements

23 thoughts on “Maria Rodziewiczówna KLEJNOT

  1. Nie wierzę, że wychwaliłaś Rodziewiczównę, nie wierzę :D Chociaż fakt, na tle dzisiejszych nieudolnych powieścideł o ucieczce na wieś, pisanych przez kobitki co to krowę znają z rysunku na kartonie mleka, a słowo obornik im przez klawiaturę nie przejdzie, Rodziewiczównę chwalić trzeba za autentyzm, o języku nie wspomnę. A słyszałaś, że własnoręcznie pobiła chłopa?

    • ZWL,
      Nie tylko wychwaliłam, ale jeszcze dokupiłam sobie kilka jej książek do kolekcji. Żadnego gołosłowia ;)
      To takie autentyczne retro – niczym wisiorek po babci. Niedzisiejsze, ale piękna robota :)

      Biografii autorki tylko tyle podczytałam, co w sieci dostępne i z brzegu. Swojego chłopa, czy takiego z wolnego chowu dorwała? ;P I gdzie takie newsy podają, bo biografia pisarki bardzo ciekawie się zapowiada?

      • Zwykła wikipedia zapodaje różne sensacje biograficzne. A pobiła go pewnie za to samo, za co pan Benedykt Korczyński folwarcznych rugał:P
        A masz wśród zakupów Lato leśnych ludzi? Bardzo milusie. Jeszcze mi Straszny dziadunio został.

        • „Czynne zełżenie” :) Ciekawe, jak wyglądało bierne. I co to za chłop, który na skargę leci po czymś takim ;P
          Czy tylko mi się wydaje, że mamy bardzo zaniedbanych biograficznie polskich pisarzy?

          „Lato…”, „Dziadunio” i „Wrzos” od lat u mnie zalegają i na wszystkich poległam u samego początku. Teraz same „niszowe” tytuły skupuję. Ale czytać już będę do końca – dla odmiany :)

          • No czytaj:) A chłop zelżony uznał, że parę groszy z dziedziczki wyrwie, więc dał się sponiewierać, przecież kobiety nie pobije:)

            • A biografii Rodziewiczówny chyba nie ma, ale kto by to czytał? Nie ma targetu. Ja za to biografię Mniszkówny z taniochy wyniosłem kiedyś.

              • No nie wiem, nie wiem, czy wtedy dżentelmeństwo w modzie akurat panowało. Raczej dla higieny kobiecie należało czasem przylać. Nie zdziwiłabym się, gdyby o czymś podobnym ów parobek wspomniał chwilę przed zełżeniem czynnym ;)

                Ja bym czytała! A na pewno kupowała ;) Biografie kobiet pisarek kolekcjonuję już prawie zawodowo. A najlepiej, gdyby tak zestawić pisarki przełomu wieków w jednej pozycji – Orzeszkowa, Konopnicka, Rodziewiczówna, Nałkowska, Dąbrowska, Mniszkówna i inne, o których przypomnę sobie dopiero za chwilę ;) W tamtej epoce, na naszym gruncie kobieta-pisarka to nadal tylko kobieta, a to biografom daje świetne pole do odmalowania stosunków, ról, pozycji, konwenansów, tradycji, obyczajowości, zmian, wszystkiego. W męskich biografiach nie ma na to miejsca ni potrzeby – tam zawsze niedoceniony talent odgrywa pierwszorzędną rolę :))

                • Mam wrażenie, że Nałkowska z Dąbrowską by się obraziły za ustawienie je w jednym szeregu z resztą pań. A już za ten przełom wieków to na pewno :P Ciekawe, że jakoś autorzy nie wyrywają sobie tematu z rąk, o Orzeszkowej i Konopnickiej stare konwencjonalne biografie, o Dąbrowskiej nic przystępnego nie na pisano, jedna Nałkowska się doczekała, chociaż nie wiem, na ile Kirchner uwzględniła Twoje postulaty w kwestii odmalowywania :)

                  • A mi właśnie nie chodzi o hierarchizowanie ich dorobku, tylko ukazanie ścieżki pisarstwa wśród kobiet. Późno w Polsce pojawiły się panie na scenie twórczej. Przełom wieków również umowny, ale oś czasu pozwalałyby na ukazanie zmian w podejściu środowiska literackiego i społeczeństwa do kobiety piszącej. Ich wyrzeczenia w imię powołania lub próbę godzenia wszystkich ról. Kobieta zarobkująca przyciągała inne towarzystwo wtedy, inaczej patrzono na nią w stosunkach damsko-męskich. A do tego rodzinne legendy, anegdotki, skandale i pikantne ploty. Taka książka to byłby hit. Warto go dla mnie napisać :D

                    Kirchner wyceniona tak, jakby epokę od nowa napisała ;P

                    • Tysiąc stron to nie w kij dmuchał, chociaż faktycznie prawie złotówka za stronę (włączając indeks) to sporo. Może będzie wydanie kieszonkowe PWN:P A może sama byś napisała taką zbiorową biografię, ja chętnie poczytam :D

    • Rozczytanajane,
      Na siłę nie namawiam, ponieważ na takie klasyczne starocie trzeba mieć jednak nastrój. Ale przy dzisiejszych niedopracowanych, sztampowych i byle jakich czytadłach, Rodziewiczówna naprawdę wyróżnia się na plus. Językowo bije współczesne obyczajówki na głowę, jedynie dydaktyzm i moralizatorstwo może chwilami razić, bo to już jednak niemodne ;)

        • Starsze powieści angielskie mają swój urok, nie przeczę :) Ale z nie mniejszą przyjemnością sięgam po dojrzałą wiekiem prozę polskich autorów, a Rodziewiczówna dostarcza mnóstwo materiału na przyszłość. Dodatkowo jest to cenny głos kobiety z tamtych czasów – brakuje mi tego we wcześniejszej polskiej twórczości.

  2. ZWL,
    Jeszcze by mnie potem na blogach obsmarowali. W recęzjach! Amatorzy! ;PPP Ale pomysł oddaję ku pożytkowi społecznemu, niech się błąkający bez celu biografowie nim zajmą, na zdrowie :)

  3. To prawda – że im dalej, tym lepiej z polską powieścią obyczajową… Jak ja się kiedyś w Rodziewiczównej zaczytywałam…
    A takie historie ludzkie bez upraszczania to już chyba mało kto tworzy, szczególnie jeśli chodzi o polską powieść. Pobieżnie, mało prawdziwie – tego jest więcej. No ale żaden ze mnie znawca, pewnie lubię zwyczajnie „wgryzanie się w ludzki mózg”… ;)
    Dlatego wracam do starych książek. Kiedyś przeczytanych. Przyjemność ogromna.
    Pozdrawiam – a tego „klejnotu” nie czytałam, więc poszukam na pewno.

    • Beatrix,
      Na własne życzenie omijałam książki Rodziewiczówny, więc ta sympatia to takie moje świeże odkrycie :)

      Coś w tym jest co napisałaś – zwyczajność „wgryzania się w ludzki mózg” jest chyba tutaj kluczem. Przystępność całej historii, bez silenia się na ambitne dzieło egzystencjalne, ale bez zadowalania się również banalnym schematem i marionetkową menażerią postaci daje efekt solidnej historii, wypełnionej życiowym doświadczeniem i prawdziwymi emocjami. W dzisiejszych obyczajówkach polskich autorki raczej skupiają się na pokazaniu siebie samych jako zabawnych i błyskotliwych komentatorek rzeczywistości, swoim bohaterom pozwalając jedynie błyszczeć światłem odbitym od własnej gwiazdy ;)

  4. Z książek M. Rodziewiczówny czytałam Dewajtis- pochłąnęłam ją w dwa wieczory:) Polecam. Klejnot i Między ustami a brzegiem pucharu właśnie zakupiłam, gdyż czytałam o nich dobre recenzje. Z klasyki polecam też książkę- „Szalona” Kraszewskiego. A ze współczesnych pisarek piszących w podobnym stylu polecam książkę Hanny Cygler- W cudzym domu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s