Julian Barnes CYTRYNOWY STOLIK

„Normalna rzecz, że artysta jest nierozumiany. Normalna rzecz i po jakimś czasie staje się czymś codziennym. Ja tylko powtarzam z uporem: zgoda, „nie rozumcie” mnie,ale „nie rozumcie” mnie dobrze”

Wbrew pozorom to właśnie czytanie niepokaźnie prezentujących się zbiorów krótkich opowiadań wymaga więcej czasu i energii od czytelnika aniżeli sięgnięcie po obszerną, spasioną wątkami i rozdętą mnogością postaci powieść. Zazwyczaj bowiem powieść dogadza dopowiadaniem każdego epizodu, zapewnia luksus jednorazowego rozeznania sytuacyjnego, które niezawodnie procentuje przez setki kolejnych stron, stawia atrakcyjność fabuły ponad jej wymowę. Opowiadanie przeciwnie, nie dba o komfort, nie liczy się z wygodą – rzuca kolejne ziarna myśli pozostawiając całą pracę kiełkowania naszej jałowej lenistwem glebie rozumu, co wymaga nie lada wysiłku: zatrzymania się i zastanowienia. Dlatego z reguły nie czytam opowiadań. Trafił więc „Cytrynowy stolik” Juliana Barnesa na moje poletko nieużytków i rozsiał się z zadziwiająca łatwością wśród codziennych trosk mało egzystencjalnych. Choć też nie poczytywałabym sobie tego jako zasługi – z kluczem tematycznym w dłoni, trudno nie zrozumieć prozy tego pisarza, a że skomponowana jest z prawdziwym talentem literackim, nie sposób też zmęczyć się jego opowieściami. Na żniwa za wcześnie, ale lekkie użyźnienie myśli to już spora zasługa.

„Zmierzamy znikąd donikąd – planowo”

Jedenaście opowiadań składających się na „Cytrynowy stolik” to nieubłagani Eros i Tanatos w ujęciu ludzkiego przemijania. Znany więc czytelnikom materiał, który autor wtłoczył następnie w formę powieści „Poczucie kresu”, w opowiadaniach stanowi świeżą jakość ze względu na odmiennie rozłożone główne akcenty. Kalejdoskop kolejnych bohaterów i ich historii nie pozwala na przykładanie całej uwagi do samych zdarzeń czy pojedynczych zachowań. Barnes przy pomocy zmieniających się okoliczności, imion i problemów nieugięcie wciąż opowiada o tym samym. A ta różnorodność oblicz miłości i śmierci – dwóch niezmiennych i pewnych elementów życia – składa się na urzekającą opowieść o zmaganiach człowieka ze sobą, zazwyczaj ukazanych pod płaszczykiem interakcji z otoczeniem, w obliczu nieuchronnego mijania czasu.

Każde z opowiadań jest drobnym majstersztykiem, choć też każdy czytelnik bez wątpienia wskaże swoich faworytów (m.in. „Czujność” i „Cisza”), jak i teksty mniej zmyślne („Odrodzenie”). Nie sposób jednak w żadnym miejscu książki odmówić autorowi erudycji, błyskotliwości i biegłości pióra. Jego postaci ożywają na te kilka stron, by wygłosić zaledwie garść błahych dialogów, zasiać w nas cień zwątpienia lub po prostu przejść obok w drodze ku przeszłości.

Wspomnę jeszcze o najmocniejszym tekście, za który uważam „Znajomość francuskiego”, gdzie starsza pani pisząca listy do znanego pisarza, nomen omen Barnesa, uderza w najbardziej czułe struny. Połączenie subtelności myśli z osobistymi niepokojami przypomina o czymś tak zapomnianym i pierwotnym, jak sztuka kontaktu z osobami podeszłymi wiekiem, jako formy oswajania się z własnym przemijaniem. O ile mogłabym wskazać w tym zbiorku teksty dużo bardziej przewrotne, pomysłowe i zaskakujące, to jednak to jedno opowiadanie utrafia w samo sedno zagadnień, którym z takim uporem i przenikliwością przygląda się brytyjski pisarz.

„Daphne zawsze patrzyła przed siebie, prawie nigdy wstecz. Pewnie dla Pana nie jest to nadzwyczajny wyczyn, ale obiecuję, że z czasem będzie coraz trudniej.”

Opowiadania Juliana Barnesa stanowią w moim odczuciu znacznie ciekawsze studium ludzkiego życia, niż jego nagrodzone, pełnometrażowe „Poczucie kresu”. Klarowny, elegancki i lekko ironiczny styl, erudycja i panowanie nad myślą wciąż bez zarzutu, jednak dopiero niejednoznacznymi opowiadaniami otwiera on prawdziwą przestrzeń do myślenia, podczas gdy powieść zdawała się zabawiać czytelników atrakcyjnymi sztuczkami i zbyt chętnie karmić gotowym popcornem aforyzmów na każdy dzień roku. Osobiście wolę „Cytrynowy stolik”: wybieram Barnesa niepokojącego pytaniami, niż uspokajającego odpowiedziami.

________________________________________________________________________

Julian Barnes, Cytrynowy stolik, Świat Książki, 2013

Advertisements

2 thoughts on “Julian Barnes CYTRYNOWY STOLIK

  1. Tak wszyscy strasznie to chwalą ze aż boje się zacząć czytać. zwłaszcza ze jedyna do tej pory nadczytana książka Barnesa leży porzucona, niepowrócona,.

    • Buksy,
      Sama zaczęłam znajomość z Barnes’em od niedoczytania: „Arthur & George” leżał cieniem na naszej przyszłości :) Ale do trzech razy sztuka.

      „Poczucie kresu” czyta się gładko, niczym sensację psychologiczną, jeden wieczór dobrze spreparowanej lektury. Która zostawia po sobie ślad, bo jednak autor rozrzuca po tekście sporo pozornie błahych elementów.

      A opowiadania nadają się idealnie do wanny, bo aż szkoda czytać je wszystkie na jeden raz. Na stylu i operowaniu myślą na pewno się nie zawiedziesz, może jedynie zmęczyć pewna monotematyczność jego prozy, ale i tutaj zaskakuje zmysłem obserwacji i kreatywnością. Szkoda nie dać mu szansy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s