WIERSZ JEST JAK KOT

 

Widzisz… To, że dzieli nas nie tylko ileś tam lat życia, ale też doświadczenie wojny, mnie z tobą również, to sprawia, że tych kilka dziesięcioleci to jest cała epoka. Dlatego ta sprawa z reżyserem Grzegorzem i ten ONR-owiec tak mnie obruszają. Jak ktoś mówi, że kogoś trzeba wystrzelać, ja widzę to wystrzelanie. Różnimy się słowami, doświadczeniem… Widziałam ludzi w różnych sytuacjach i wiem, jak trudno jest ich oceniać. Na przykład Iwaszkiewicz. Spotkałam go kiedyś w Zamościu i dowiedziałam się, że uratował pięcioro dzieci z wysiedlonej Zamojszczyzny. Ocalił je z bydlęcego wagonu, potem utrzymywał, wychował. Wiemy, jak wyzłośliwiano się nad Iwaszkiewiczem, jak śmiano się z niego, że otaczał się tylko arystokratami i władzą. Że był ”posłusznego wzrostu”, że współdziałał z reżimem. Mało kto próbował zrozumieć, że jego oportunizm może mieć swoje korzenie w atmosferze kraju dzieciństwa na Ukrainie w czasach carskich. Mówił mój dziadek, ale i mówił Mickiewicz, że trzeba ”łudzić despotę”. Krążyły żartobliwe przykazania co do tego, jak postępować. Po pierwsze: nie dumaj, nie myśl. Jeśli myślisz, nie gadaj. Jeśli gadasz, nie pisz. Napisałeś – nie podpisuj. A jeśli już podpisałeś – natychmiast uchodi, uciekaj. To był żart, ale oddawał atmosferę, w której wychował się Iwaszkiewicz. I to moje odkrycie, że uratował dzieci, pozwoliło mi potem rozumieć tych, którzy przede wszystkim starali się coś ocalić. Zbyszek Kubikowski, wieloletni redaktor ”Odry”, miał podobną konstrukcję. Stosował umiarkowaną niby to zgodę, ale robił swoje. Przede wszystkim starał się coś zachować. Iwaszkiewicz nikogo nie wyrzucił z ”Twórczości”, a przecież miał redakcję złożoną z samych opozycjonistów, i to wyjątkowo niepokornych. Nowakowski, Herbert, Kamieńska… Wiadomo było, kim są, i on ich chronił. On, który uchodził za snoba, ocalił biedne dzieci bez rodowodów.

[…]

 

 

(…) Nie piszę za dużo ani na siłę. Tylko wtedy, kiedy nie mogę dłużej milczeć, kiedy wiersze wypływają ze zdarzeń albo z zaciekawienia, z kolizji, jaka się nagle wyzwala w zderzeniu tego, co oczywiste, z tym, co nieoczekiwane. Łapiesz się nagle na tym, że zmieniasz się w kopistę, piszesz jakby pod czyjeś dyktando, i nagle taka myśl, że wiersze są właściwie nie twoje. Są też wiersze, które piszesz przez całe życie. Od kiedy istniejesz, coś się krystalizuje, supła i wytwarza, aż przychodzi chwila, kiedy musisz natychmiast przekładać na język to, co było bezsłowne, ledwo przeczute, w domysłach. Próbujesz się do tego przymierzyć, a przekaz jest, ale i nie jest, uchyla się. Lecz jeśli go teraz nie złapiesz, to jutro nie będzie już taki jak dziś, będzie inny. I niesamowite jest, że mieścisz się na małej karteczce, a między wierszami tego drobiazgu jest tyle sensów, że prawie nigdy ich nie wyczerpiesz.

Jaka dziwna to rzecz – wiersz. Jaki sekret! Wiersz jest jak kot. Nie daje się ustawić, wytresować. Jest rzadkim gościem, a pisze się go zawsze jakby z twarzą obróconą do ściany. I musi to być coś rzadkiego i trudnego, skoro raz na dwa albo trzy lata, albo znacznie rzadziej, wydajemy cieniutkie książeczki. Tutaj nie wystarczy wiedza, bo nie wiesz, ile czego trzeba, żeby ci wyszedł wiersz. Ile znaczenia, a ile rytmu, brzmienia, bo przecież słowo nie tylko znaczy, lecz również dźwięczy. Rozłupujesz szary kamień, a w nim pojawia się kryształ, który destylował się w nim przez lata. Ocalone skupienie. Tak przynajmniej jest w wierszach, które ja uważam za wiersze. Bo przecież niektórzy często piszą dziś, jakby wierszem stawały się po prostu krótsze od prozy linijki. Tym, co przeraża, jest czcza elokwencja. Dawniej próbą złego wiersza były rymy częstochowskie. Teraz nikt nie składa rymów częstochowskich, wszystko napisane jest niby poprawnie, ale to czcze gadulstwo jest nieznośne. Wiersz, jakim ja go rozumiem, musi być nośnikiem skupienia. Przenosisz w nim tajemnicę, jak kiedy przechodzisz przez rzekę, trzymając nad głową coś cennego, co musisz donieść na tamtą stronę.

****

Bardzo ciekawy artykuł, coś jak monolog wyrwany z dialogu – do przeczytania w całości na stronie WO (link poniżej).  Poetka okazuje się znakomitą gawędziarką.

 

 

_______________________________________________________________________

 

Wysokie Obcasy 1 (708) 2013, Rozgardiasz szpargałów, Urszuli Kozioł wysłuchał Jarosław Mikołajewski,

 

Zdjęcia: pierwsze – z sieci, drugie – z artykułu,

 

Advertisements

6 thoughts on “WIERSZ JEST JAK KOT

  1. Zaskoczyła mnie tym Iwaszkiewiczem. Jak silnie zakorzeniają się obiegowe opinie nie zawsze prawdziwe. Nie do wiary,jak mało o Iwaszkiewiczu wiem. Tak durnowato utkwił mi w głowie mundur górniczy ,w którym został pochowany. A może to też nieprawda?

    • 52tygodnieczytania,
      O mundurze górniczym Iwaszkiewicza pisał Pilch w swoich Dzienniku – trochę sarkastycznie, ale daleki od prostych ocen – więc zakładam, że to akurat fakt. Choć interpretacje tego faktu zapewne zawdzięczamy nie samym przyjaciołom pisarza :)

      Im więcej czytam biografii z dawnych czasów, tym jestem ostrożniejsza w ocenach. Mojemu Tuwimowi również po wojnie nie udało się uniknąć złych decyzji (z naszej perspektywy patrząc), w co za młodu uwierzyć nie mogłam. „Różnimy się słowami, doświadczeniem” – nasze osądy to zazwyczaj krzywdzące uproszczenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s