Melchior Wańkowicz DZIEJE RODZINY KORZENIEWSKICH

 „Raz dałem komuś przybyłemu z Rosji spisaną przeze mnie historię tysiąca sześciuset więźniów Polaków, pędzonych przez pięć dni bez jedzenia i wody z więzienia w Starej Wilejce do Borysowa, tak że ludzie próbowali pić – z czapek, filtrowaną przez chusteczki – własną urynę. W tym czasie z liczby tysiąca sześciuset straże dobiły czterystu, zbyt osłabionych, a rozbestwieni dozorcy, złapawszy jednego, który rzucił się do ucieczki, kazali innym pędzonym, którym nie pozwalano załatwiać naturalnych potrzeb, oddawać kał na trupa. Znajomy mój odczytał nazwiska skrzętnie zebrane, miejscowości, daty i godziny i oddał z uwagą:

– Szablonowa historia… „

Jakby w odpowiedzi na moje zażalenia pod adresem książki Ruty Sepetys, nieoczekiwanie natrafiłam na żywe świadectwo wysiedleńców w głąb ZSRR i to pióra nie byle kogo, bo samego Melchiora Wańkowicza. W niepozornym tekście, lakonicznie zatytułowanym „Dzieje rodziny Korzeniewskich”, zawarł on autentyczną historię polskiej rodziny, która dostawszy się w tryby bezwzględnego systemu radzieckiego – który dla Korzeniewskich dał o sobie znać latem 1940 roku we Lwowie – zostaje skazana na gehennę niewolniczej pracy w kołchozach Uralu i dzisiejszego Uzbekistanu, morderczą tułaczkę po bezkresach imperium sowieckiego, skrajny głód i wyczerpanie oraz brak nadziei. Ogarnięty wojennym chaosem świat nie ingeruje bowiem w nieludzką politykę narodową Stalina, który na bezkresach Azji uprawia ludobójstwo usankcjonowane polityką państwową i skierowane przeciwko wszystkim obywatelom kraju – bez względu na narodowość, przekonania czy zasługi.

Wańkowicz zabiera głos. Wyjątkowo powściągliwy i oszczędny w środkach, jak na tego gawędziarza. I choć zapewne wysłuchał takich „szablonowych historii” tysiące, nie pokusił się o średnią arytmetyczną, o wybór „najsmaczniejszych kąsków”, o pisanie historii wedle własnego uznania. Opowiada jedną jedyną historię rodzinną, która uderza tym bardziej, że nic w niej nie zmieniono, nie podbudowano dramatyzmu zdarzeń, nie dopracowano fabuły pod kapryśnego czytelnika. Fakty muszą wystarczyć.

Tekst „Dziejów rodziny Korzeniewskich” powstał jeszcze w czasie wojny, gdy w siedzibie Czerwonego krzyża w Teheranie Wańkowicz spotyka Hankę Korzeniewską.

„Z nagła mi stanął w oczach ten dom. Wyraziście. Jakieś ciasteczka wyśmienite domowej roboty i te zabawne buźki trzech pensjonarek, pielgrzymujących po autografy, przejętych z powodu „ważnego gościa”. Takie same kozy jak moje. A wdzięczne to, a przejmujące się, a reagujące! I ten najmłodszy dziewięcioletni Jurek, pytający rzeczowo, czy kajak, którym jechałem po Prusach Wschodnich, był opatrzony w motor i ilokonny.”

Tak było przedtem, w Polsce. W Teheranie Hanka jest już ostatnim żyjącym świadkiem tamtego spotkania. Ocalała, z kilkoma świstakami aktów zgonu w garści i niezwykłym skarbem: pamiętnikiem starszej siostry Oli pisanym w trakcie zesłania, za co mogły grozić poważne konsekwencje. Wańkowicz posiłkując się tym tak bezcennym dokumentem, który z czułością barometru rejestruje zmiany w położeniu rodziny, wynotowuje z zapisków Oli, jak głód zmuszający wszystkich do jedzenia trawy na wodzie zagłuszała skrupulatnym zbieraniem przepisów na słodkie torty, kaloryczne desery i inne specjały czasów minionych.

Ten potworny głód, podstępnie wysysający z ludzi chęć życia jeszcze przed ich bolesnym konaniem, będzie figurował potem bardzo często w aktach zgonu jako przyczyna śmierci polskich „wolnoosiedleńców”.

„Hanka jest wierząca. Hanka jest gorącą patriotką. Hanka jest całkiem z kultury zachodniej, a przecież w jej opowiadaniu nie spostrzegam tonu głębokiego oburzenia. Relacja jej jest ponura jak wschodni kismet, czasami po prostu się zdaje, że za rzecz naturalną uważa fakt, iż człowiek nie ma żadnych praw.

To jest w jej matowym toku opowiadania najstraszniejsze.”

_________________________________________________________________________

Melchior Wańkowicz, Dzieje rodziny Korzeniewskich (i inne), Prószyński i S-ka, 2010

Reklamy

9 thoughts on “Melchior Wańkowicz DZIEJE RODZINY KORZENIEWSKICH

    • 52tygodnieczytania,
      Bo to był potworny okres w naszej historii. Ale Wańkowicz nie epatuje złem, opowiada bardzo powściągliwie, jakby studził emocje, aż do samego finału.

      Ale rozumiem obawy – sama nie czytałam podobnych: wojennych, obozowych rzeczy latami, nie czując się na siłach tam wracać (chyba w szkole przedawkowałam tej grozy człowieczeństwa czytając prawie hurtem relacje z czasów okupacji i ocalałych z obozów). Obecnie mam jakiś przypływ sił i potrzebę zmierzenia się z tematem na nowo. Zatem na wszystko jest czas.

      I witam serdecznie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s