Claudia Schreiber ROZKOSZE EMMY

„Przed upadkiem muru berlińskiego gospodarstwo Emmy leżało gdzieś na skraju nigdzie, a od momentu zjednoczenia – w samym centrum Niemiec. Ludzie po obu stronach boleśnie odczuwali zniknięcie wewnątrzniemieckiej granicy, bo druty pod napięciem i samoczynne urządzenia strzelające tak elegancko i bezbłędnie zabijały polne zające. Ich ciała leżały sobie rankiem w strefie śmierci po wschodniej stronie, a towarzysze regularnie przerzucali je na zachodnią stronę. Kapitalistyczni chłopi odwdzięczali się za te niedzielne pieczenie pociskami z bananów owiniętych w jedwabne pończochy.

Ten rejon nazywano Heską Syberią. Bardzo trafne określenie, ponieważ trzeba było jak radzieccy wędkarze wybijać głębokie dziury w wiecznym lodzie, żeby trafić tutaj na coś takiego jak gościnność, dobroć czy tolerancja.”

 
 

Przyjemnie i pożytecznie jest poznawać swoich sąsiadów. Choć istnieje ryzyko, że okażą się w gruncie rzeczy bardzo do nas podobni.

Swojskie okoliczności przyrody towarzyszą niemieckiemu love story w „Rozkoszach Emmy” Claudii Schreiber. Spotykają się bowiem kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością. Jej traumy dzieciństwa dodały hartu ducha, podczas gdy on wciąż zmaga się z neurotycznymi lękami i zahamowaniami. Podobna fabuła zakrawać może na tragedię, jednak autorka z przekorą czyni swą słodko-gorzką opowieść istną pochwałą życia. Wybiera jednak w tym celu przewrotną metodę: pisania o śmierci.

 

„W tej okolicy obowiązywał matriarchat. Mężczyźni udawali ważniaków w kółkach łowieckich, towarzystwach strzeleckich, w knajpie, w ochotniczej straży pożarnej i w czasie lokalnych sejmików. Ale władza należała do kobiet. To one omawiały między sobą, który z mężów zostanie burmistrzem czy wójtem, kiedy wysłać ich na żniwa i kiedy jechać do miasta na zakupy w C&A.

Wyznacznikiem rangi kobiety był rozmiar odzieży, który zaczynał się od 48 i spokojnie mógł wzrosnąć do 62. O tutejszych kobietach mówiło się „bambaryła”. Szerokość takiej bambaryły opisywano znanym wędkarskim gestem rozłożenia ramion, pokazującym wielkość wyimaginowanych okazów. Tego rodzaju tuszę hodowało się za pomocą własnej roboty tortów z bajecznie smaczną masą śmietanowo-orzechową albo kiwi, a także tortów biszkoptowych lub czekoladowo-jagodowych, lub ptysiów. […]

Kobiety administrowały pieniędzmi, mężczyznom wydzielało się kieszonkowe. Mimo wszystko obecność bambarył była taką zachętą do porządnej pracy, że chłop, któremu żona zmarła przed swoją porą, na sto procent bankrutował, jeśli w ciągu roku nie znalazł nowej, która by go maltretowała. Jeśli mu się nie poszczęściło, z miejsca miał z powrotem na karku matkę.”

 
 
 
 

W tej wyjątkowo prostej acz bezpretensjonalnej historii Schreiber przemyca ukradkiem własne przemyślenia o ludziach, które można nawet szumnie nazwać filozofią życiową. A że posługuje się przy tym pojęciem „szczęśliwej kiełbasy”, to i ciężar trudnego tematu, jakim niewątpliwie jest życie i śmierć na własnych warunkach, wydaje się łatwiejszy do udźwignięcia. Bowiem w „Rozkoszach Emmy” miłość romantyczna nie odgrywa tak oczywistej roli, jaka należałaby jej się z racji choćby tej szczodrze nasyconej różem okładki.

Można więc „Rozkosze Emmy” potraktować niczym ciekawostkę: niemiecki chic-lit z wiejskim obejściem w tle. Jednak w uproszczeniach Schreiber jest pewna celowość wykorzystania miłosno-sensacyjnej konwencji, by opowiedzieć o czymś trudnym – lekko, o czymś ważnym – nie całkiem poważnie. Manewr udany, ponieważ książka zapada w pamięć.

_____________________________________________________________________

Claudia Schreiber, Rozkosze Emmy, Świat Książki, 2010

 
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s