Julian Barnes POCZUCIE KRESU

(…) Dlaczego
Dostrzegał w dodawaniu – przyrost? Ja widziałem

W tym rozcieńczenie. Skąd w nas te zakamieniałe

Wrodzone założenia? Przecież nie z naszego

Wyboru: wybór paczy się i gnie wraz z nami

Jak deska zatrzaśniętych drzwi. To raczej style

Podsuwane przez życie: przyjęte na chwilę,

Znienacka zastygają we wszystko, co mamy,

I tak trwają: gdy spojrzeć wstecz, wydać się mogą

Gęstymi tumanami piasku, w których widz

Taki jak Dockery widzi syna, ja zaś – nic,

Nic przy ogromie szorstkiej, synowskiej opieki.

Życie jest najpierw nudą, potem trwogą.

Cokolwiek z nim czynimy — upływa, a po nim

Zostaje to, co wybrał nam skryty Anonim,

I starość, i jej kres: jedyny, niedaleki.*

Julianowi Barnesowi czas zdaje się sprzyjać. Albo to raczej on sam uczciwie wykorzystał swój przydział czasu oszczędzając innym rozwlekłej lektury i samodzielnej refleksji. Krótki, dopracowany tekst „Poczucia kresu” – niczym koncentrat wniosków i podsumowań z przemyśleń – dosłownie skrzy się od gotowych aforyzmów i bon motów, które swoją zwięzłością i błyskotliwością rozbłyskują co chwila przed czytelnikiem, nie pozwalając myślom zakorzenić się w nas na dobre i wybrzmieć w pełni. Zbyt łatwo przychodzi czerpanie wiedzy z tego źródła, zbyt gładko słowa płyną, a doszlifowanym na błysk konkluzjom brak przyczepności. Powieść Barnesa to przyspieszony kurs moralno-egzystencjalny, który nietrudno zrozumieć, a jeszcze łatwiej wchłonąć i zapomnieć. Bo czy przytakując co i rusz autorowi w jego demaskowaniu złudzeń co do wiarygodności ludzkiej pamięci – albo szerzej: wyobrażeń o sobie w ogóle – ktokolwiek naprawdę potrafi zatrzymać się, spojrzeć na siebie oczami innych i przywołać obiektywną wersję własnej historii? Czy można tak zorganizować swoje życie, by dokonując ciągłej aktualizacji nowych doświadczeń, na bieżąco weryfikując swoje przeżycia ze źródłami zewnętrznymi, nadal żyć, nie zatracając się przy tym w sobie? Czy pamięć świadków naszego życia jest lepszym gwarantem prawdziwości zdarzeń, a ich filtry odbioru rzeczywistości w postaci przekonań, wartości i wszystkiego co zniekształca percepcję są w czymkolwiek lepsze od naszych?

Jeśli poważne potraktować sens powieści Barnesa, to o fabule w tej książce można jedynie powtórzyć za pisarzem: „Coś się stało.” Jak w Literaturze, tak i w tym życiu opowiedzianym, czyli wspomnieniach głównego bohatera powieści, Anthony’ego Webstera, najważniejsze i jedynie pewne pozycje zajmują Eros i Tanatos. Reszta to tylko spekulacje i interpretacje, „historia historyka [konieczna], by zrozumieć przedstawioną nam wersję zdarzeń”.

Nie znaczy to, że fabularnie książka Barnesa rozczarowuje. Przeciwnie, czyta się „Poczucie kresu” nad wyraz płynnie i lekko, choć nikłe okruchy zdarzeń zdają się tonąć w rzece przemyśleń, którym Barnes nadał charakter intymnych, wybierając narrację pierwszoosobową i jakby dodatkowo zacierając w ten sposób kruche granice między fikcją a rzeczywistością. Gra w grze, gdzie bohater próbuje oddzielać fałszywe wyobrażenia o sobie i przeszłości od realnych zdarzeń i motywów, jakby oddzierał od siebie po kawałku stworzoną na własny użytek fikcyjną autobiografię. Trzeba przy tym przyznać Barnesowi, że niewielu zdołałoby zbudować tak angażującą i dynamiczną dramaturgię powieści, której główną treścią jest kryzys moralny i tożsamościowy.

Monolog człowieka w podeszłym wieku może chwilami bawić, gdy z dystansem i ironią podsumowuje on młodość „chmurną i durną”. Jednak prawdziwe katharsis wywołane myślą zbyt ładną, zbyt elegancką, by zrodziła dysonans w czytelniku, wydaje mi się wątpliwe. Kunszt słowa i urzekająca zwięzłość przepracowanych w sobie myśli to paradoksalnie pięta Achillesowa tej filozoficznej powieści. A „Poczucie kresu” obficie i niestrudzenie obsypuje czytelnika mądrościami Barnesa: o życiu i śmierci, subiektywności czasu, złudzeniu poznania historii, fikcyjnym stwarzaniu siebie, pułapkach pamięci i iluzjach samodecydowania o losie; równocześnie ostrzegając, że „jeśli ktoś jest tak inteligentny, to potrafi przekonać samego siebie o wszystkim”. Kto pozwoli przekonać się Barnesowi?

_______________________________________________________________________

Julian Barnes, Poczucie kresu, Świat Książki, 2012

* Philip Larkin, Dockery i syn, przełożył Stanisław Barańczak

*** *** ***

Dziękuję wszystkim za udział w zabawie, a przede wszystkim podzielenie się informacjami o sprawdzonych książkach za drobne.

Łapka Opatrzności dokonała wyboru. Książka Barnesa powędruje do:

Gratuluję :)

Advertisements

2 thoughts on “Julian Barnes POCZUCIE KRESU

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s