KANON – OBCZAJ TO! (1) Lewis Carroll, ALICJA W KRAINIE CZARÓW

PIERWSZE KOTY ZA PŁOTY

Dzień bez bloga dniem straconym; blog bez cyklu blogiem zmarnowanym; cykl bez cytatów cyklem jałowym. Z owej palącej potrzeby serca zamierzam zatem nową inicjatywę uruchomić.

Może sami podczytujecie w księgarniach pierwsze strony książek, by dać autorowi szansę złowienia Was na haczyk słów i myśli?

Może zatrzymujecie się na pierwszym zdaniu-legendzie, które gdzieś tam ktoś już przy Was powtarzał, ale dla Was stanowi nowe objawienie literackie?

Może brakuje Wam tylko iskierki, Królika „wyjmującego z kieszonki kamizelki zegarek”, by pobiec za nim do norki, i wskoczyć w nieznane powieści?

Może ciekawi Was jedynie, które początkowe akapity są już zarezerwowane przez klasyków, i których lepiej nie używać we własnym wstępie cyzelowanego pieczołowicie nowego arcydzieła?

Może w tych pierwszych frazach jest już wszystko, może można po nich poznać geniusz słowa – czytanie ich oznaczałoby poznanie pisarza?

A może widzicie w tym wysiłku wkładanym w wykucie jak najlepszego pierwszego wrażenia tylko grę wyśmienitych pisarzy-marketingowców?

Kanon literatury pięknej to pojęcie problematyczne, a mimo to będę się nim beztrosko posługiwać w ramach tego cyklu. Bo też zamierzam przyglądać się tylko pierwszym akapitom, scenom, zdaniom dzieł uznanych za wiekopomne (choć rozumiem, jeśli wierny i oddany PT Czytelnik tej strony widziałby raczej moją skromną osobę pochyloną nad przewrotnym pięknem i siłą sztuki grafomanii). Te frazy od dekad stanowią drzwi do krainy najlepszych tekstów światowej literatury. Czasem same w sobie stanowią o wielkim kunszcie pisarza. Czasem zdają się zupełnie obojętne na naszą potrzebę niespodzianek i podniet. Warto je jednak poznać, a może i dać się ponieść ku kolejnym zdaniom, akapitom, stronom…

FOLLOW THE WHITE RABBIT

Od jednej z najbardziej rozpoznawalnych scen literackich, prawdziwej inspiracji dla przyszłych twórców, rozpoczyna się książka Lewisa Carrolla, Alice’s Adventures in Wonderland. Historia ujrzała światło dzienne w lipcu 1865 roku, by od tamtej pory zaprzątać umysły tak dzieci, jak i dorosłych.

W ramach owego niepisanego kryterium podziału odbiorców wedle wieku, doczekał się polski czytelnik całkiem sporej liczby przekładów, z których to posłużę się dwoma. Powstały w 1955 roku przekład Antoniego Marianowicza uchodzi za najpopularniejszą wersję przygód Alicji w ujęciu uproszczonym, dla młodych duchem. Starszy o dziesięć lat przekład Macieja Słomczyńskiego otacza z kolei szacunek nie tylko dla językowych wyczynów tłumacza, ale przede wszystkim ze względu na odczytanie książki Carrolla jako wyzwania dla czytelników bardziej wyrośniętych.

Tak to się zaczyna:

________________________________________________________________________

PRZEZ KRÓLICZĄ NORĘ

Alicja miała już dość siedzenia na ławce obok siostry i próżnowania. Raz czy dwa razy zerknęła do książki, którą czytała siostra. Niestety, w książce nie było obrazków ani rozmów. „A cóż jest warta książka – pomyślała Alicja – w której nie ma rozmów ani obrazków?”

Alicja rozmyślała właśnie – a raczej starała się rozmyślać, ponieważ upał czynił ją bardzo senną i niemrawą – czy warto męczyć się przy zrywaniu stokrotek po to, aby uwić z nich wianek. Nagle tuż obok niej przebiegł Biały Królik o różowych ślepkach.

Właściwie nie było w tym nic nadzwyczajnego. Alicja nie dziwiła się nawet zbytnio słysząc, jak Królik szeptał do siebie: „O rety, o rety, na pewno się spóźnię”. Dopiero kiedy Królik wyjął z kieszonki od kamizelki zegarek, spojrzał nań i puścił się pędem w dalszą drogę, Alicja zerwała się na równe nogi. Przyszło jej bowiem na myśl, że nigdy przedtem nie widziała królika w kamizelce ani królika z zegarkiem. Płonąc z ciekawości pobiegła na przełaj przez pole za Białym Królikiem i zdążyła jeszcze spostrzec, że znikł w sporej norze pod żywopłotem. Wczołgała się więc za nim do króliczej nory nie myśląc o tym, jak się później stamtąd wydostanie.

/tłum. Antoni Marianowicz, Alicja w Krainie Czarów/

________________________________________________________

W GŁĄB KRÓLICZEJ NORY

Alicja siedziała na brzegu obok siostry i była już bardzo znużona tym, że zupełnie nie ma co robić; raz czy dwa razy zajrzała do książki czytanej przez siostrę, ale nie było tam ani ilustracji, ani konwersacji. „a jaki może być pożytek z książki – pomyślała Alicja – w której nie ma ani ilustracji, ani konwersacji?”

Zaczęła więc rozważać w myśli (to znaczy, próbowała rozważać, bo upalny dzień sprawił, że stała się bardzo senna i niemądra), czy przyjemność uplecenia wianka ze stokrotek będzie większa niż wysiłek związany z wstaniem i zrywaniem tych stokrotek, gdy niespodziewanie przebiegł obok niej Biały Królik o różowych oczach.

Nie było w tym niczego, aż tak bardzo godnego uwagi, ani też Alicja nie pomyślała, że to coś bardzo niezwykłego usłyszeć Królika mówiącego do siebie: – Och, mili moi! Och, mili moi! Spóźnię się! – (kiedy rozmyślała nad tym później, przyszło jej do głowy, że powinno było ją to zdziwić, lecz w owej chwili wszystko wydawało się zupełnie naturalne); ale kiedy Królik naprawdę wyjął z kieszonki kamizelki zegarek i spojrzawszy nań, pobiegł dalej, Alicja zerwała się, bo błysnęła jej myśl, że nigdy jeszcze nie widziała Królika mającego kieszonkę kamizelki i zegarek, który mógłby z niej wyjąć; więc płonąc z ciekawości przebiegła łąkę w pościgu za nim, w sam czas, żeby zauważyć, że wskoczył do wielkiej nory króliczej na skraju żywopłotu.

Już w następnej chwileczce Alicja wpadła tam za nim, nie zastanawiając się w ogóle, jakim cudem uda jej się stamtąd wydostać.

/tłum. Maciej Słomczyński,

Przygody Alicji w Krainie Czarów/

DOWN THE RABBIT-HOLE

Alice was beginning to get very tired of sitting by her sister on the bank, and of having nothing to do: once or twice she had peeped into the book her sister was reading, but it had no pictures or conversations in it, ‚and what is the use of a book,’ thought Alice ‚without pictures or conversation?’

So she was considering in her own mind (as well as she could, for the hot day made her feel very sleepy and stupid), whether the pleasure of making a daisy-chain would be worth the trouble of getting up and picking the daisies, when suddenly a White Rabbit with pink eyes ran close by her.

There was nothing so VERY remarkable in that; nor did Alice think it so VERY much out of the way to hear the Rabbit say to itself, ‚Oh dear! Oh dear! I shall be late!’ (when she thought it over afterwards, it occurred to her that she ought to have wondered at this, but at the time it all seemed quite natural); but when the Rabbit actually TOOK A WATCH OUT OF ITS WAISTCOAT-POCKET, and looked at it, and then hurried on, Alice started to her feet, for it flashed across her mind that she had never before seen a rabbit with either a waistcoat-pocket, or a watch to take out of it, and burning with curiosity, she ran across the field after it, and fortunately was just in time to see it pop down a large rabbit-hole under the hedge.

In another moment down went Alice after it, never once considering how in the world she was to get out again.

/Lewis Carroll, Alice’s Adventures in Wonderland/

Reklamy

26 thoughts on “KANON – OBCZAJ TO! (1) Lewis Carroll, ALICJA W KRAINIE CZARÓW

  1. Po przeczytaniu recenzji w ostatnich Nowych Książkach jestem bardzo, ale to bardzo ciekawa najnowszego, dziewiątego (!) przekładu „Alicji…” autorstwa Elżbiety Tabakowskiej, z ilustracjami Tove Jansson. Podobno nie ma kota z Cheshire, natomiast jest Kot Znikot. :) A propos Twoje zdjęcia jak zwykle wyjątkowej urody, podobnie jak modelka. A już zwłaszcza w wersji „Zaczytana”. Zastanawiam się, czy w celu uzyskania tak skupionego spojrzenia nie został umieszczony w książce jakiś smakowity środek dopingujący. :)

    • Lirael,
      W NK podają taki numer przekładu? Bo ja znalazłam informacje o dziesięciu przekładach do 2010 roku. Teraz powinniśmy już „naście” w tej dyscyplinie osiągać ;)

      Każdy kolejny przekład chyba najwięcej może zmienić we fragmentach wierszowanych. I w nazwach. Ciekawe czy samej „Krainie Czarów” tłumaczka się również postawi. To taki powielany od początku błąd, który jednak przyjął się chyba zbyt mocno, by ktoś z nim walczył jeszcze.

      Zuzek jest osobnikiem o stoickim usposobieniu. W dobrym dniu mogłabym tak z pół biblioteczki pewnie sfotografować podtykając mu przed nos kolejne okładki. Byle nie dotykać – tego nie lubi.

      • W każdym razie liczba tłumaczeń jest dość obfita. O dziewięciu dowiedziałam się właśnie z NK, a recenzentka powołuje się na opinię Elżbiety Tabakowskiej.
        Tytuł zachowano w dawnej postaci. Po aferze z „Fredzią Phi-Phi” tłumacze są chyba ostrożniejsi.:)
        Przepraszam, że zmieniłam Zuzkowi płeć! Z góry założyłam, że to musi być czytelniczka znakomita. :)

        • Spojrzałam do katalogu Biblioteki Narodowej i sama miałabym trudności z wyliczeniami. Figurują tam „adaptacje” obok tłumaczeń, opracowania z angielskiego, i wydania bez uwag o osobie tłumacza (więc podejrzane). Istnieją również dwa tytuły (minimum dwa): Alicja w Krainie Czarów i Przygody Alicji w Krainie Czarów. Pewnie zliczenie wszystkich pomniejszych tłumaczeń samo nadawałoby się na pokaźną publikację ;)

          Dla ścisłości: Zuzek urodził się co prawda kocurem, ale przez pierwsze miesiące był dla mnie słodką Zuzią. Pewnie już mu to nie robi różnicy po takiej dziecięcej traumie :)

          • …I to chyba publikację wielotomową. :) Może E. Tabakowska uwzględniła tylko tłumaczenia, których jakość uznaje za przyzwoitą. Podobno zajmuje się m.in. teorią przekładu, więc jako ekspert może przeprowadziła drobną selekcję.
            Na wypadek gdyby Zuzek poczuł się jednak przygnębiony moją insynuacją, przesyłam mu wirtualne głaski. :)

            • Kojarzę jej książkę, w której na przykładzie swoich przekładów (prace historyczne Davisa) zdradzała tajniki warsztatu. Podobno ciekawa pozycja, ale sama tylko przejrzałam :) W każdym razie może być tak jak mówisz i liczą się dla niej tylko pełne teksty na pewnym poziomie. A w jakim wydawnictwie ma się ukazać jej przekład?

              Zuzka głaski bardziej przygnębiają niż jakiekolwiek uwagi i insynuacje. To taki okaz do podziwiania tylko. Najlepiej z daleka i bez ingerencji w sen ;)

              • W wydawnictwie Bona. Na ich stronie można przeczytać fragment. Książką chyba już jest do kupienia, co prawdopodobnie wkrótce uczynię. :) Również ze względu na ilustracje Jansson, takie subtelne w zalewie wściekłych kolorków w książkach dla dzieci.
                No tak, głaski mogłyby się Zuzkowi rzeczywiście nie spodobać, więc profilaktycznie pozostanę tylko przy pozytywnych bioprądach i życzeniach snów o smaku łososia i wątróbki. :)

  2. Dla mnie Alicja to wyłącznie Marianowicz, dzięki, rzecz jasna, bajce muzycznej z Magdą Zawadzką w roli Alicji, którą znam na pamięć:) Słomczyński do mnie nie przemówił, zostanę przy wersji uładzonej dla dzieci:)

    • ZWL,
      Pierwszy kontakt najsilniejszy :) To prawda.
      U mnie to Słomczyński. Z jednej strony chwalony za ten przekład, a z drugiej tak krytykowany za Szekspira.

      Bajki muzycznej nigdy nie widziałam. Zawadzka była tam pełnoletnia czy to zapis na tabliczkach glinianych? ;)

        • Wiadomo – najlepiej wychodzi, to co się robi na pół gwizdka, dla zarobku :) Jego przekład Ulissesa był ceniony, Alicja również. Może Szekspir to jednak pewien próg już nie dla każdego tłumacza. I dobre to za mało.

          W sumie ze mnie też już mamut – kasety magnetofonowe z Kubusiem stanowiły wielką atrakcję. Gdyby nie jutub, pozostałoby dla nas muzeum starożytnej techniki ;)

          • Cóż za pesymizm:) Moje dzieci uwielbiają te stare bajki muzyczne, a ja się cieszę, bo posłuchałem sobie kilku współczesnych wynalazków tego rodzaju. Chałtura i chałturnicy:(

            • Dawniej zajmowali się tym aktorzy zawodowi, teatralni. Słuchowiska radiowe zresztą stanowiły atrakcję dla każdej grupy wiekowej. Nagrywane na kasety i odtwarzane aż znało się kwestie na pamięć, ech mamucie czasy :) Teraz nazwisko celebryty, który potrafi czytać, szybciej przyciągnie rodziców do półki sklepowej.

  3. Jak widać, nawet kot skusił się na gonienie króliczka ;). Pomysł świetny, będę z przyjemnością śledzić twoje odkrycia i wynalazki w krainie pierwszych stron. Mnie kiedyś np bardzo zaskoczyło podobieństwo pierwszego akapitu Powieści w altówce do pierwszych zdań słynnej Rebeki Daphne Du Maurier.

    • Buksy,
      Zaintrygowałaś mnie podobieństwem pierwszych zdań. Może to jakiś specjalny zabieg, rodzaj hołdu pisarskiego? Albo jeden wspólny tłumacz, który postanowił nie zmieniać raz dobrze dobranych słów? ;)

      • Buksy,
        Skoro sukces ma wielu ojców, to czemu nie przysporzyć mu również gromadki obrotnych dzieci ;)

        Lirael,
        Ta powieść to istna hybryda w takim razie, bo w przypadkowo wybranej opinii znalazłam zarzut, że przypomina jeszcze inną powieść, trzecią z kolei. Autorka zaszalała :)

  4. O ile mnie pamięć nie myli, czytałam Słomczyńskiego; jakoś bardziej mi przypadł do gustu niż Marianowicz.
    Od razu przypomniał mi się artykuł o Jane Austen z ubiegłorocznego numeru „Tylko dla dorosłych”. Pewien dziennikarz podesłał wydawcom rozdziały m.in. z „Dumy i uprzedzenia” – żaden nie rozpoznał charakterystycznego pierwszego zdania… ;-(

    • Eireann,
      No popatrz! A ja zrezygnowałam z Austen na początku cyklu, bo wydała mi się zbyt oczywistym wyborem wśród pamiętnych fraz otwierających powieści. Ale my tutaj widać obracamy się w kręgu wtajemniczonych w wyjątkowo niszową literaturę ;)

      Swoją drogą otwarcie „Dumy i uprzedzenia” brzmi już fałszywie w przekładzie innym niż Przedpełskiej-Trzeciakowskiej. Pozostaje oryginał dla znudzonych rutyną jednego tłumaczenia :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s