Joanna Olczak-Ronikier W OGRODZIE PAMIĘCI

Dla tych, którzy wybierają prozę samonośną – polecam. Dla celujących jedynie w pozycje arcywartościowe – polecam. Dla wszystkich lubiących literaturę faktu, zwłaszcza tą skłaniającą do historycznej refleksji – polecam. Dla pochłaniaczy zajmujących fabuł – polecam. Dla niezdecydowanych co czytać – polecam. Dla wybrednie dobierających swoje lektury – polecam. Dla nieufnych wobec zdobywców nagród branżowych – polecam. Dla ceniących laureatów i zwycięzców – polecam. Dla czytających – polecam. Dla obdarowujących – polecam. Dla wszystkich – „W ogrodzie pamięci” Joanny Olczak-Ronikier. Rzadko zdarza się, by dobra książka była tak przystępna i uniwersalna w formie i treści. I choć wyróżniona już prestiżową nagrodą przez poważne gremium i dość jednogłośnie chwalona przez liczne grono czytelników, warta jest każdego głosu zachęty i powtarzania niczym mantra: polecam!

Autorka porwała się na temat znany i lubiany – sagi rodzinne w każdym klimacie i dowolnej konfiguracji stanowią atrakcyjną i wdzięczną lekturę. Jednak odtworzenie kolei losów swoich przodków na podstawie subiektywnych świadectw i często przypadkowych dokumentów to tylko czubek góry lodowej. By dotrzeć głębiej, by książka nie stanowiła jedynie przytłaczającego zbioru zbyt wielu dat i nazw, trzeba zmierzyć się z elementem ludzkim. Za decyzjami, tymi jednostkowymi świadomymi aktami woli, jak i wykuwającymi się w latach praktyk skutkami pewnych procesów, stali ludzie o określonych postawach i charakterach, pełni wewnętrznych sprzeczności, zmienni i poszukujący, dzieci swojej epoki nieświadome, że czas, w którym żyją stanowi jakąś epokę. Joanna Olczak-Ronikier posiłkuje się zatem rodzinnymi legendami, wiedzą historyczną, ale również rodową lojalnością i wyczuciem. Napotykając białe plamy własnej historii pisarka snuje przypuszczenia i stawia znaki zapytania, ponawia próby dopowiadania brakujących elementów układanki w oparciu o zarys obyczajowy, zwietrzałe opowieści, nieme fotografie, wspomnienia świadków minionych lat. Jednak, co ważne, porusza się w tym obszarze zapomnianych emocji i ludzkich złożoności niezwykle delikatnie i z umiarem. To jej historia. I tylko tak można tchnąć w nią życie, a autorka wywiązuje się z tego zadania znakomicie.

Opowieść rozpoczyna się w połowie XIX wieku, w Warszawie, w domu rodzinnym babki autorki, Janiny Mortkowiczowej, de domo Horwitz. Tam, przy Królewskiej 49, sięgają najstarsze wspomnienia. Tam dorasta gromada dziewięciorga dzieci Julii Horwitz. Postać tej stanowczej i zasadniczej wdowy, staje się na długie lata osią opowieści. A z perspektywy czasu dostrzec można jej znaczącą rolę w kształtowaniu poczucia tożsamości przyszłych pokoleń. Bowiem saga Joanny Olczak-Ronikier w dużej mierze traktuje o kwestiach dziś już niemodnych, zbyt kłopotliwych, a wielu drażniących: o polskości, patriotyzmie, martyrologii narodowej, ideologiach społecznych, asymilacji żydowskiej, służbie ojczyźnie, poczuciu przyzwoitości, godności ludzkiej. A więc i o polskiej amnezji społecznej, stereotypach, uprzedzeniach, rasizmie, ksenofobii.

Książka w niczym jednak nie przypomina aktu oskarżenia. To najlepsza gatunkowo, lekko opowiedziana, bogato okraszona fotografiami saga rodzinna: barwna, wzruszająca, pełna anegdotek, rodzinnych powiedzonek i legend. Role statystów pełnią takie tuzy polskiej sceny kulturowej i politycznej jak Piłsudski, Tuwim, Staff czy Żeromscy. Ale i bez ich udziału autorka potrafi zauroczyć i wciągnąć w swoją opowieść, bowiem na pierwszym planie bezapelacyjnie rządzą kolorowe siostry Horwitz, z niewielką pomocą zbuntowanego Maksymiliana vel Henryka Waleckiego. Czas przełomu wieków XIX i XX, przypadające wówczas momenty wyborów życiowych rodzeństwa, a równocześnie wielki ferment ideowo-społeczny w Europie, w domach, w dojrzewających umysłach, to najciekawsza dla mnie część książki. Jeden dom, a tyle tak różnych ścieżek. Jest i małżeństwo aranżowane przez swatów, jest wielka namiętność skonsumowana prawdopodobnie przed ślubem, jest emancypacyjny wybór studiów lekarskich u Kamilli (kobieta lekarz! Koniec świata!), jest w końcu współtwórca polskiego podziemia narodowowyzwoleńczego, a później niezachwiany w swoich tragicznych wyborach komunista i budowniczy radzieckiej rewolucji.

Z perspektywy czasu, wiedząc dziś to co wiemy, zdając sobie sprawę z tego, do czego to wszystko zmierza, jak bezwzględny okaże się ten XX wiek dla swoich dzieci – miał przecież przynieść światło i sprawiedliwość, w miejsce zacofania i wyzysku – łatwo o oceny postaw i wyborów. Olczak-Ronikier unika tej pułapki na szczęście. Co więcej, chroni przed nią również swoich czytelników jak sądzę. Losy tej rodziny pokazują prawdy banalne i znane: dobrzy ludzie robią złe rzeczy, a złe rzeczy przytrafiają się dobrym ludziom, błahe decyzje mogą mieć olbrzymie konsekwencje, a dramatyczne wybory mogą okazać się bez znaczenia po latach. Żyjący piszą zaledwie swoje małe historie, choć czasem upomina się o nich i ta wielka Historia. Czytanie sag służy przecież nie tylko rozrywce, ale i wyrabianiu w sobie pokory wobec życia i upływu czasu.

Czy kluczem do lepszego zrozumienia tej książki jest poruszany w niej wielokrotnie temat żydowskiego pochodzenia rodziny, która zasługami i poświęceniem prześcigała wielu, a która i tak skazana była przez tych wielu na pogardę? Jest to z pewnością najtrudniejszy z dzisiejszej perspektywy element do ukazania, ale i do pojęcia przez czytelników. Świata wielokulturowej Polski już nie ma. Wojna wymazała ze świadomości dzisiejszych pokoleń egzotyczny i złożony pejzaż dawnego życia w każdym mieście i wsi polskiej; wypaliła szeroki pas traumy pomiędzy czasem przed i po. Pozostała wielka dziura zapomnienia. Nie zapełnią jej opowiastki o szampańskich wieczorach w kabaretach, balach kostiumowych ziemian, wielkich manifestacjach patriotycznych czy niezrozumiała coraz częściej literatura patriotyczna w kanonie lektur szkolnych. Uczciwych, autentycznych opowieści rodzinnych nic nie zastąpi – tych niewygodnych również. Kto wie, może i Wasze babcie czy dziadkowie zostali wytresowani od kołyski do bezbłędnego rozpoznawania w twarzach ludzi semickich rysów? Słuchaliście ich wspomnień uważnie?

 ________________________________________________________________________

Joanna Olczak-Ronikier, W ogrodzie pamięci, Znak, 2002

Reklamy

41 thoughts on “Joanna Olczak-Ronikier W OGRODZIE PAMIĘCI

    • Zacofany w lekturze,
      Trudno mi nie popadać w pompatyczność, gdy chcę zachwalić, ale – trudno :)

      „Korczaka” już sobie zaczynam kartkować, ale po książce, którą się mocno przeżyło, szkoda brać cokolwiek porównywalnie dobrego. Nie dziwię się już jednak, że to była u Ciebie i Lirael książka roku. Żadnego literackiego cyrku, a taka moc słowa!

        • „W ogrodzie pamięci” ląduje w moim prywatnym kanonie. Ciekawa jestem jak przez pryzmat biografii autorki i jej rodziny odbiorę portret Korczaka – bo teraz czytanie książek pisarki będzie jak słuchanie zaufanej osoby.
          I zastanawiam się jeszcze, czy autorka dopisze z czasem kolejne rozdziały sagi, ponieważ po publikacji dowiedziała się wielu nowych szczegółów, a przede wszystkim poznała losy kolejnych członków „rodu”. Chociaż skoro są to również Kleinmannowie (rodzeństwo prababki), to zapewne redakcja tekstu wymagałaby dla chronologii zbyt wielu ingerencji i zmian na przestrzeni całej pracy.

          A miałeś może okazję czytać coś z dorobku Hanny Mortkowicz-Olczakowej z jej wspomnieniowych tekstów?

          • W Korczaku są pewne powtórzenia z Ogrodu, konieczne, ale ciut irytujące, jeśli się Ogród zna. Mam za to, być może niesłuszne, wrażenie, że w kolejnych wydaniach Ogrodu mogły być jakieś suplementy czy uzupełnienia. HMO mam biografię Korczaka, ale trudno mi się zebrać, i jeszcze historię wydawnictwa Mortkowiczów, też odkładaną.

            • Dotychczasowe wznowienia „W ogrodzie…” mają identyczną liczbę stron, więc nie podejrzewam, by zawierały zmiany. Może jakieś drobne poprawki tekstu najwyżej. Choć przy tak starannym i dopracowanym wydaniu pewnie nie było i takiej potrzeby.

              W wywiadzie dla TP autorka wspominała o możliwej kontynuacji – obejmującej czasy powojenne – ale pracowała już wówczas nad Korczakiem. Tylko pewnie trudniej o własnych doświadczeniach.

              Z książek Mortkowicz „Bunt wspomnień” najbardziej mnie ciekawi, choć pewnie konfrontacje z „Ogrodem” mogą być bolesne :)

              • No to pewnie coś sobie nadinterpretowałem z tymi suplementami. Na kontynuację chyba bym nie liczył, nie wiem, czy autorka miałaby ochotę zajmować się np. sprawą męża, a o własnych przeżyciach z Piwnicą pod Baranami już napisała. O Buncie wspomnień dowiaduję się od Ciebie:)

                • O „Buncie” było chyba w samej książce – autorka musiała czerpać stamtąd jakieś fragmenty. Tylko to peerelowskie wydanie, więc pewnie mocno okrojone, ocenzurowane i „wyprostowane” światopoglądowo :) W mojej głowie już się tlą teorie o pełnych wersjach tekstu, ukrytych gdzieś w wiklinowych koszach pani Joanny ;)

                  Pisarka wydaje się być otwarta na myśl o kontynuacji:
                  http://www.tygodnik.com.pl/numer/277638/olczak.html
                  I najważniejsze, że materiałów wciąż ma dostatek :)

                    • Drugie wydanie (z 1961 bodajże) jest podobno rozszerzone i uzupełnione. Ale jakiego nie kupiłeś – czekać będę na wrażenia z lektury. Chyba że sama gdzieś trafię i kupię :)

                    • Wziąłem jedyne dostępne, to z ’61 właśnie. Na wrażenia przyjdzie czas, kiedyś… Sama wiesz:)

  1. Świetna książka. Zdecydowanie się z Tobą zgadzam w jej ocenie. Jedna z moich ulubionych pozycji gatunku :) Niestety do tej pory nie dostał się w moje ręce „Korczak”, ale oczekuję uczty literackiej na podobnym poziomie.

    • Paula,
      „Korczak” wydany był w dużo atrakcyjniejszej niż wab-owska cenie przez PWN w 2012 roku, seria „Wielkie biografie”, tom 40. Z góry zakładam, że warto :)

  2. Czytałam tę książkę z wypiekami na twarzy kilka lat temu, do drugiej w nocy. Niesamowita opowieść, czyta się jak najbardziej wciągającą sagę, a przy tym jest to historia prawdziwa, co jeszcze bardziej porusza. zdecydowanie książka dla wszystkich.

    • Dabarai,
      Czyta się wyśmienicie – to prawda. Takie książki chciałoby się każdemu podtykać pod nos i czekać na zachwyt w oczach. Tylko że taktyka zbytniej euforii zazwyczaj odstrasza, stąd podstępnie opanowana pochwała u mnie ;)

  3. ZWL,
    Ja jeszcze jestem świeżo „po”, więc niecierpliwa :) Ale wiem, że każdy ma swoją ścieżkę lektur i kolejność potrzeb. Sama idę w stronę Singera (niemalże proustowsko ;) ).

    Jednak zakup może zaciekawi, ot tak, mimochodem otworzysz, pofruniesz i będzie gotowa relacja ;)

    • Dlatego kupuję, rozpakowuje, stawiam na półkę, żadnego kartkowania, podczytywania i wsiąkania poza kolejką:(( Dusza cierpi, dyscyplina uwiera, ale mus twardym być, nie miętkim, plany czytelnicze realizować, politykę ukulturalnienia własnego wdrażać:D

      • Istna utopia czytelnicza ;P U mnie ten system upadł dawno temu i pogrzebał mnie na krotko ze sobą. Wracam więc do beztroski sprzed lat i czytania tylko tego, do czego prowadzi mnie ciekawość i kaprys w danym momencie. Mniej, głupiej, ale lepiej widać do mnie pasuje taka miara :)

            • No jeszcze z kwartał umartwień będzie, po 30 latach niezdyscyplinowanego czytania trzeba coś zmienić:) Do wyczytania w ramach programu dyscyplinującego mam np. zaległe recenzyjne. Niektóre bardzo zaległe:P Odgruzuję hałdę i wracam do liberalizmu:D

              • Nie wiem, czy konieczne są zmiany, skoro całkiem nieźle orientujesz się w literaturze – i tej starszej i aktualnie promowanej. Twoja dotychczasowa praktyka wydaje się raczej godna pozazdroszczenia. Wszystkiego i tak się nie da, na każdy temat i tak nie warto :)
                Recenzyjne. Zasłoniłam je stertą innych na wysokiej półce. Wstydu nie mam ;P

                • Ja, niestety, wstydliwy jestem i nie mogę oddać się beztroskiemu czytaniu powieści dla pensjonarek oraz trzeciorzędnych klasyków, gdy mi te recenzyjne tak stoją. Ale już ich niedużo, przeżyję:)

                    • To musiałbym przejrzeć zapasy:P Trzeciorzędnych teraz nie pomnę, ale drugorzędnych mam rozmaitych Goncourtów, Dygasińskich, mniej znane Orzeszkowe, takie tam nudziarstwa:))

  4. ZWL,
    No proszę, Dygasiński zupełnie mi obcy. Da się czytać? :)

    Ciekawe zresztą ilu tych trzeciorzędnych zalega u mnie na półkach, jako bestselery oczywiście ;)

    • Pojęcia nie mam, czy się da, bo musi swoje odczekać. Klasyki bestsellerami? U mnie klasyk to minimum pół wieku musi mieć:P

      • Jedno drugiego nie wyklucza chyba – dawniej również bywały mody wynoszące pisarzy na wyżyny. I biedny Sienkiewicz się teraz z tym boryka, i Konopnicka dostała odpowiednią odprawę i pewnie wielu innych również. Sądziłam, że tacy właśnie na klasyków trzeciorzędnych się nadają :) Może definicja jakaś robocza? ;)

        • Powiedzmy roboczo, że co w lekturach szkolnych i podręcznikach to klasyk pierwszego rzędu, a co zapomniane – drugiego:P I nie mylić z jakością literacką:)

          • Lista noblowska to cmentarzysko zapomnianych wraków, ale w podręcznikach figurują ;)

            A trzeciorzędy to genialne dzieci dla swoich mam, ale zapomniani już przez sobie współczesnych? ;P Bo ta kategoria intryguje najbardziej.

            Wyzwanie drugo- i trzeciorzędowe z wytycznymi partyjnymi proponuję :)

            • No coś Ty, musiałbym jakąś spójną koncepcję opracować, bo widzę, że się plączę w zeznaniach:) Ale warto śledzić mojego słitaśnego blogaska, od czerwca powiedzmy, kiedy pewnie poluźnię dyscyplinę i zobaczę, co z tego wyjdzie:D A noblistów mam w zapasach niewielu, oj niewielu i to głównie tych mniej zakurzonych.

              • Śledzenie słitaśnych blogasków pewnie podpada pod stalking, więc ostrożnie z deklaracjami w sieci trzeba ;)

                Może do czerwca definicja nabierze krawędzi i doczekają się Twoje odkrycia etykietki „trzeciorzędnej”? Dla wtajemniczonych :) A gdzie taki Kraszewski na przykład? I czy w ogóle?

                • Literacko to Kraszewski jest drugorzędny z przebłyskami i na te przebłyski warto polować:) Nijakich definicji mi się nie będzie chciało rozwijać, mam na półce 600 tomów do przeczytania, głównie zapomnianych, czasem pewnie nawet słusznie. Ale i tak po nie sięgnę, kiedyś:)

                  • Badam teren Kraszewskim, bo w końcu go posmakowałam, więc mamy wspólny punkt odniesienia ;)

                    Dygasińskiego na kindla znalazłam i przekartkowałam z ciekawości – to chyba faktycznie trzeciorzędny klasyk będzie ;P Ale nie uprzedzajmy faktów.

  5. Czytałam tą książkę praktycznie zaraz po jej ukazaniu się. Moja biblioteka ma nosa do wartościowych pozycji. Pamiętam, że mnie oczarował dar opowiadania autorki i od jakiegoś czasu mam ochotę wypożyczyć i przeczytać ponownie.

    • Lena,
      U mnie długo trwało polowanie na własny egzemplarz, więc poślizg mam spory od premiery. Ale też dekada dla książki to niezły test żywotności :)

  6. Czytałam tę książkę kilka lat temu. Podobała mi się, dopóki narratorka nie zaczęła się chwalić, jakie to jej rodzina ma kontakty ze znanymi ludźmi z kręgów kultury. Jednakże książka skłania do własnych genealogicznych poszukiwań.

    • Magda,
      Pojawienie się znanych nazwisk w książce w związku z wydawnictwem Mortkowiczów było raczej nie do uniknięcia. O ile Staff czy Żeromski były to już wielkie tuzy w międzywojniu, to jednak młodzi poeci Skamandra dostali szansę od wydawcy stania się dopiero znanymi, więc to dla nas jest korowód sław, ale wówczas nowicjuszy zaledwie :) Nie odebrałam też tego jako przechwałki, ale raczej jako element tamtego życia rodziny pisarki. Zresztą podziwiam jej umiar – pisała cały czas o rodzinie, a nie o pisarzach czy malarzach, a z pewnością anegdotek o postaciach nam dziś znanych ma jeszcze wiele w zapasie ;)

  7. Dygasińskiego wczoraj akurat badałam w jakimś zbiorze baśni, w którym i JIK się znajdowal- faktycznie- chyba o oczko niżej. No i język bardziej archaiczny, ale może to kwestia redakcji lub jej braku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s