LASCIATE OGNI SPERANZA

Książki.

Podstępnie wkradają się w życie, udając niby to niezobowiązujące hobby, by niepodzielnie zawładnąć naszym, i tak już bezwzględnie okrojonym na tym świecie, czasem i przestrzenią.

Raz schwytany w te sidła, stajesz się niewolnikiem. Kolejnych kuszących historii. Mini-dzieł sztuki okładek. Wyjątkowych wydań. Rewolucyjnych tłumaczeń. Mody na pisarza. Nadchodzącej ekranizacji… One mają swoje sposoby. Na każdego.

 

Książki.

Naiwnie jeszcze wierzysz, że pasja dodaje życiu blasku. Może nawet, że jesteś ciekawszym osobnikiem dla innych. Że intymny świat podkarmianej hojnie wyobraźni zapewnia Ci pełniejsze istnienie. O naiwności. Jak łatwo nami sterują, zapewniając sobie byt i siłę liczebności.

Książki.

Nie trzeba ich nawet czytać, by i tak wczepiały się w człowieka niczym złośliwe rzepy. Są wszędzie, nie pozwolą przejść obojętnie. Zawsze pierwsze na liście zakupów, zawsze solennie obiecujące, że tylko ta jedna, ostatnia zapewni nam spokój ducha i chwilę szczęścia.

Książki.

Od nich się nie odchodzi. To one pożerają człowieka do ostatniego skurczu serca.

Advertisements

27 thoughts on “LASCIATE OGNI SPERANZA

  1. To jedyna forma niewolnictwa, którą jestem w stanie zaakceptować :-).
    Znalazłam w Twoich stosikach kilka tytułów zaplanowanych do przeczytania oraz jeden kilkuletni wyrzut sumienia (Judy Budnitz). A czemu Tosia z Zuzkiem tym razem nie pozowali? Jestem niepocieszona…

    • Eireann,
      Koty poprzytulane do kaloryferów w trakcie sesji były – żal ruszać takie rozespane mechate leniwce. Oczywiście istnieje metoda na podłożenie książek pod/obok śpiącego zwierza, ale nie dotyczy ten manewr takiej ilości tomów ;)

  2. Speranza to mi rozbłysła dwa dni temu na widok reaktywacji Twojego bloga, bo już było jej coraz mniej. Jak dobrze, że jesteś.
    Stosy jak zwykle obłędne i wywołują we mnie paroksyzmy zazdrości. Czuję tylko niedosyt, bo brak kocich asystentów, ale na pewno ważniejsza była poobiednia drzemka. :)
    Widzę, że jest „Uciekinierka” Munro. Bardzo jestem ciekawa, czy Ci się spodoba. O listy Plath jestem dziwnie spokojna. :)

    • Lirael,
      Reaktywacja to dużo powiedziane – próbuję trochę wyrzuty sumienia zagłuszać ;)

      Munro jest na razie dla mnie zbyt wielkim wyzwaniem. Zdecydowanie celuję obecnie w rzeczy lekkie, najlepiej z samonapędzającą się fabułą. Większość nabytków nie spełnia kryteriów oczywiście – jak to zawsze bywa – trzeba szukać nowych ;)

      • W takim razie mam nadzieję, że po fazie zagłuszania nastąpi pełna reaktywacja. :) A propos Munro – u mnie leżakowała przez wiele miesięcy, więc doskonale Cię rozumiem. Dodam tylko, że fabuła to zdecydowanie jej mocna strona i opowiadania czyta się świetnie. Potrzebę poszukiwania nowych nabytków rozumiem bez słów, u mnie tak samo. :)

        • Kartkowałam kiedyś, zaraz po zakupie pewnie, jej „Widok z Castle Rock” i wydawała mi się ta proza mocno psychologiczną i refleksyjną. A takich tekstów szkoda na mnie teraz. Saul Bellow, choć rewelacyjnie napisany i szalenie błyskotliwy, nie dał rady zatrzymać mnie przy sobie ;) Wolę więc tych lepszych oszczędzić na czasy, gdy znów zachce mi się myśleć. Choć trochę :)

  3. sliczne!
    dodalabym tylko, ze na swojej liscie (a raczej ich liscie sposobow na mnie) znalazloby sie jeszcze: tych kilka slow tytulu, czasem jak fraza poezji, czasem jak zagadka, czasem jak obietnica..
    i juz wystarczy
    (ech, malo ambitna motywacja, nie?) podobnie jak magia okladki, o ktorej piszesz;
    natomiast, jedyne co mnie nie dotyczy to moda na pisarza, o nie (chyba, ze jako zniechecacz; bywa (choc rzadko), ze takze niesprawiedliwy)

    • Kfiatuh,
      Masz rację, że tytuły również potrafią człowieka z drogi rozsądku zawrócić :)

      Ale nie wierzę, że nigdy nie ulegasz pewnym modom – na noblistów, na japońskie fantazje, na reportażystę sezonu itd. Niby nie mówi się o modach, ale jeśli człowiek chce wiedzieć, o czym mówią inni czytelnicy, to w końcu bierze do ręki te powtarzane ciągle nazwiska. Ciekawość. Przeciwdziałanie własnej ignorancji. Potrzeba uczestnictwa w zbiorowej dyskusji. Wszystkie drogi prowadzą do księgarni ;)

  4. Jak to jest, że Ty, która niby nie piszesz, publikujesz więcej, niż ja, która niby ciągle pisze?

    Co do kupowania- kupuję mało, ale potem za to organizuję sobie sesje plucia w brodę, że jestem ostatnią fujarą, która nei korzysta z tych boskich wyprzedaży.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s