Diana Gabaldon OBCA (i prawie) UWIĘZIONA W BURSZTYNIE

Sezon na nieskomplikowane czytadła trwa u mnie w najlepsze, co w żadnym razie nie oznacza taryfy ulgowej dla literackich partaczy. Przemęczona, znudzona i zniechęcona wydaję się być czytelnikiem jeszcze bardziej wybrednym i bezwzględnym. Co innego przecież brnąć w nudne jak flaki z olejem arcydzieło bezdenne (czyli rozpisane na niezliczoną ilość poziomów przekazu), zaliczając mozolnie kolejny kamień milowy w swoim kulturalnym obyciu, a zupełnie inaczej przedstawia się sprawa z czytaniem jako czynnością rozrywkową (ubiegając nieuniknione: świadomie nie posługuję się tutaj pojęciem „dla przyjemności”, które czasem odnosi się do obu form kontaktu z książką, jak twierdzą co bardziej wyrafinowani osobnicy). Ani cierpliwość, ani wyrozumiałość nie należą do moich ulubionych zabaw, nic więc dziwnego, że z planowanych siedmiu opasłych tomów cyklu Diany Gabaldon o przygodach Claire Randall, zdołałam zapoznać się jedynie z jednym całym („Obca”) i wstępem do części drugiej („Uwięziona w bursztynie”). Bo o ile XVIII-wieczna Szkocja ma swój urok, jakkolwiek autorka starałaby się go zagłuszyć swoją grubymi nićmi szytą fabułą, o tyle kolejny romans na francuskich salonach w epoce wielkich peruk i dworskich intryg towarzyskich jest już dla mnie nie do przełknięcia. Nie w wykonaniu Diany Gabaldon.

 

Początkowe rozdziały „Obcej” zapowiadają się jako zupełnie nieszkodliwa proza obyczajowa. Oto młode małżeństwo, Claire i Frank Randall, po rozłące i trudach wojennych przybywa do Szkocji na zasłużony urlop, drugi miesiąc miodowy. Jest rok 1945, nowy początek, nowe szanse. Sielankę szybko przerywa zniknięcie Claire – od tej chwili powieść stacza się już tylko po równi pochyłej wraz ze swoją pustogłową bohaterką (która jak zwykle, w tego typu książkowej rzeczywistości, uchodzi za tym bardziej błyskotliwy okaz, im więcej pokrzykuje na otoczenie). Rzucona w odległą epokę, bo aż do lat czterdziestych XVIII wieku ma szansę obserwować, a czasem i uczestniczyć w ostatnim wielkim zrywie szkockich klanów, próbujących nie tyle zrzucić z siebie dominację Anglii, ale przejąć tron i władzę na Wyspach. Czasy bardzo ciekawe, wydarzenia u nas zupełnie nieznane, materiał historyczny bogaty, egzotyka obcej kultury pociągająca. Tym bardziej szkoda, że Gabaldon jedynie posłużyła się epoką, by mnożyć kolejne dzikie awantury i umieścić na drodze swojej bohaterki postawnego młodego byczka, wychowanego bez żadnych metroseksualnych naleciałości.

 W kolejnych tomach cyklu „Obcej” bohaterowie wędrują po niemal całym świecie, tracąc tym samy z oczu największy atut tego przedsięwzięcia – Szkocję. Pozostaje miłość ponad czasem i oceanami, cielęce oczy, zwierzęcy magnetyzm i inne atrakcje, by co jakiś czas zmuszać bohaterów do aktywnej walki przeciwko światu. Banał. A ten można serwować w lepszym wydaniu i w mniejszym formacie.

 Połączenie powieści historycznej, awanturniczej i obyczajowej z elementami romansowymi wydaje się idealnie skomponowanym poskramiaczem nudy. Wystarczy jednak dodać do tej obiecującej mikstury jedną irytującą, nieznośnie niezniszczalną bohaterkę, podsypać hojnie całość infantylnymi wyznaniami, obdarzyć muskularnego herosa skłonnością do wzruszających zwierzeń osobistych czynionych na co drugiej stronie, zaostrzyć całość sceną rodzinnego soft porno i voila: aplikujemy już sobie ciężkostrawne romansidło w wyjątkowo mdłym sosie nieprawdopodobieństwa. Rozpisane, bagatela, na ponad pięć tysięcy stron – do tej pory, bo cykl wciąż rozrasta się i pęcznieje! Ku uciesze wielbicieli prozy Diany Gabaldon. I przerażeniu obrońców lasów deszczowych jak sądzę.

 ________________________________________________________________________

Diana Gabaldon, Obca, Świat Książki, 2010

Reklamy

14 thoughts on “Diana Gabaldon OBCA (i prawie) UWIĘZIONA W BURSZTYNIE

    • Kasia.eire,
      Spróbować można wszystkiego – sama zresztą dałam szansę Gabaldon, ponieważ Padma bardzo entuzjastycznie się wypowiadała. Uzbierałam wtedy komplet dla mamy, która przeczytała od początku do końca. Też zadowolona. Zdaję więc sobie sprawę, że cykl i pisarka mają swoich wielbicieli. I nie przeszkadza mi to :)

    • I tom mnie skusił i nie żałuje, pomimo tego, że moim ulubionym gatunkiem jest fantastyka (prawdziwa) jak wiedźmin, pana lodowego ogrodu itp. Warto przeczytać I tomisko.

  1. Nie dałam rady przebrnąć przez pierwszy tom, bo było zbyt NUDNE :( To dopiero dramat, jak pożyczę z biblioteki książkę w nadziei, że się rozerwę romansidłem, najlepiej z odrobiną poczucia humoru i odrobiną perwersji, a tam akcja…się…wlecze…

    Podobno te książki, gdzie na pierwszy plan wychodzi bohater-gej są nieco bardziej strawne, ale ja jak mnie najdzie ochota na coś lekkiego i z seksem to poszukam gdzie indziej.

    • Leseparatist,
      To w dalszych częściach pojawia się jakiś bohater-gej? A to chyba miał być nadal XIX wiek, więc bardzo postępowo pewnie miało być w zamyśle ;)

      Masz rację, Gabaldon nie zachwyca. Ale o samej Szkocji epoki klanów z chęcią bym poczytała jeszcze. Może znasz lepsze tytuły w tej tematyce, niekoniecznie romanse?

      • Nic mi nie przychodzi do głowy, niestety. To nie jest do końca moja działka :) Ale jeśli na coś się natknę, to postaram się pamiętać.

        W trzeciej części bodajże pojawia się Lord John, który potem doczekał się spinoffa. A ja z samą Gabaldon zetknęłam się przez novellę o Lordzie Johnie zawartą w „Legendach II” i nawet było dość dowcipne i stąd miałam jakieś tam nadzieje na Obcą. Ale nie dałam rady, za długie, za nudne.

        Nie wiem, czy takie postępowe, homoseksualność była na świecie od zawsze ;D Tylko niekoniecznie ktoś się uważał za geja, czasami po prostu uprawiał seks z facetami ;) Natomiast Gabaldon chyba rzeczywiście była dość wczesna w pisaniu romansideł historycznych z gejem na pierwszym planie, teraz to już cały gatunek chyba jest. To coś (dobrego) o lesbijkach historycznego trudniej, ku memu smutkowi, znaleźć.

        • Miałam na myśli postępowość w konstruowaniu romansidła dla pań z bohaterem gejem w XIX wieku, bo jednak kojarzę jej powieści tylko u czytelniczek rozognionych namiętnościami ;)
          Przynajmniej dla mnie brzmi to z lekka nowatorsko, ale możliwe, że w ogóle nie orientuję się w tym gatunku i nie doceniam jego społecznego zaangażowania w kwestie zawsze aktualne :)

          • No teraz to już jest taki pulpowy standard na rynku anglojęzycznym chyba, ale rzadko przebija się do mainstreamu i sprzedaje tak dobrze, jak Gabaldon. Ale są całe krocie chyba powieści mocno erotycznych o gejach, pisanych głównie dla kobiet. Tylko z jakością nie jest chyba na razie jakoś rewelacyjnie – myślę, że to też kwestia czasu.

            Dla mnie to mało pocieszające, bo jak pisałam, ja bym chciała takie dobre powieści historyczne z lesbijkami poczytać, ale to nie ma takiego rynku.

            • Ciekawe skąd takie dysproporcje płciowe. Nie interesowałam się literaturą pod kątem tematyki homoseksualnej i nie natknęłam się nigdy na taki rozdźwięk. I dotyczy to powieści historycznej konkretnie, czy obyczajowej w ogóle?

              • Mam na myśli taką powieść z niższej półki, zwłaszcza romansidła, ale literatura wysoka i sztuka gejowska z reguły ma się ciut lepiej niż lesbijska (choć oczywiście są wyjątki – cały szereg pisarek-lesbijek w Wielkiej Brytanii chociażby od lat powiedzmy 90tych). Mówi się o podwójnym wykluczeniu autorek-lesbijek (jako kobiet i jako osób nie-hetero).

                Ale w odniesieniu do literatury popularnej – romanse o gejach dla kobiet hetero pisane się chyba zwyczajnie sprzedają. A mężczyźni hetero o lesbijkach nie, hm, czytają. Widać to świetnie w twórczości fanowskiej, albo w tym, jak się yaoi wśród polskich czy amerykańskich fanów (a nawet fanek) zadomowiło, a yuri już niekoniecznie.

                • Panowie to podobno wzrokowcy, więc może wystarczyłoby takie wydawnictwa z wątkami lesbijskimi solidnie wyilustrować, a sprzedaż od razu ruszyłaby z kopyta ;) A za sprzedażą zawsze idzie szeroka oferta.

  2. dla mnie „obca” była na prawdę dobrą zabawą i zarazem wielkim smutkiem. Bohaterowie byli w I tomie poddawani takim kolejom losu, że aż ich szkoda. Zwłaszcza Jamiego. Serial jest zrobiony świetnie. Reżyser wyłapuje najlepsze rzeczy z książki i przenosi na ekran z rozmachem i dobrym aktorstwem. Drugi tom książki był słaby(jak tłumaczenie)…na początku wszystko wyjaśnione, pod koniec wyjaśnione. Ja tego nie kupuje. Powinna zakończyć na I tomie a nie robić Bóg wie co. Mnóstwo wątków. ok sporo się wyjaśnia ale po co kolejne opasłe tomiska..tragedia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s