Danielle Trussoni ANGELOLOGIA

Pierwsza lektura nowego roku nigdy nie jest przypadkowa. I tym razem wybrałam dzieło wyjątkowe: to najgłupsza książka, jaką dysponowała moja chaotyczna biblioteczka. Głupia nie oznacza jednak w tym przypadku lektury lekkiej, szybkiej i samonośnej. Autorka nie dość, że raczy czytelników odgrzewanym kotletem (ach, te bieganie za ukrytymi kodami, wskazówkami i skarbami), przynudza długimi wywodami w duchu wykładów o ufologii dla pasjonatów teorii spiskowych (które uparcie sobie zaprzeczają), męczy moralizatorstwem i patosem, to jeszcze na dodatek wszystko to serwuje w złym guście. Grafomański styl młodzieżowego romansidła to w przypadku „Angelologii” Danielle Trussoni zaledwie eufemizm.

 

Anioły się popsuły. Przynajmniej ich część. Spłodziły sobie półludzkich potomków (dawno temu, stąd brak filmików na youtube) i za ich sprawą sieją wśród dzielnej populacji homo sapiens chaos, terror i nieszczęścia. Potajemnie! Dlatego nie piszą o tych w fakcie i na pudelku. Ale ludzkość chroni dzielna brygada angelologów – pełnych pasji i poświęcenia wybrańców z naszej niewinnej, łaknącej pokoju i miłości bliźniego rasy. Nie ma więc potrzeby się martwić: oni szybko biegają, sprytnie chowają rzeczy, widowiskowo ich szukają, układają zagadki, by potem olśniewająco błyskotliwie je rozwiązywać, a najważniejsze, że mają mnóstwo teorii, których mogą się całe życie uczyć w zaciszach bibliotek, więc nie plączą się znudzeni po ulicach pomiędzy akcjami. Możemy więc spać spokojnie, choć codziennie losy świata wiszą na włosku. I byle pamiętać, że ładni, wysocy, błękitnoocy blondyni są niebezpieczni. Ale czytelnicy skandynawskich kryminałów i tak już to wiedzieli od dawna.

Książka Trussoni okazała się tak dobrze trafiać w gusty czytelników, że powstaje już kolejna część przygód mniszki Ewangeliny, a autorka entuzjastycznie zapowiada całą serię o podłych nefilimach (to te półanielskie mutanty, które żyjąc w przepychu i zbytku, ciesząc się nieograniczonymi wpływami i władzą, nie mają nic innego na głowie, jak tylko knucie przeciwko ludzkości), a Hollywood zachłannie wykupuje prawa do ekranizacji za grube miliony zielonej waluty. I jak tu nie wierzyć w wielki spisek szmirowy? Otaczają nas…

 __________________________________________________________________________

Daniel Trussoni, Angelologia, Świat Książki, 2010

Reklamy

26 thoughts on “Danielle Trussoni ANGELOLOGIA

    • Gałczyńskiego w to nie mieszajmy – maturzyści tu zaglądają i jeszcze im zostanie w głowach ;)

      Dynamiki brak, trzeba się delektować – długo i wytrwale :) Choć może to celowa taktyka, by mieć czas zapomnieć o braku logiki w zdarzeniach i żarliwych wywodach.

      • Gałczyński w komentarzu jest wabikiem na maturzystów, to dla nich jedyna okazja, żeby się z poezją zetknąć:P Brak dynamiki może być celowy, w końcu w Niebie jest raczej mało dynamicznie:)

        • Misja dydaktyczna to mój cel – lektury maturalne przeżywają oblężenie ;)

          W Niebie to w ogóle chyba śpią, bo biedni angelolodzy naprawiają niedoróbki i zaniedbania Stwórcy. Wiadomo, ludzie wiedzą lepiej, co jest dobre, co złe, i że dobre jest to, co dobre jest dla nich :)

          • Ja tam się w sumie tym aniołom nie dziwię, że wolały płodzić i siać zamęt, zamiast brzdąkać na lirach:P Swoją drogą, ciekawe z tym płodzeniem, bo chyba w ogólnie przyjętej wersji anioły są bezpłciowe, co mi przypomina finałową scenę Agenta dołu Wolskiego:P

            • Rzekoma bezpłodność to tylko zasłona dymna – nie daj się oszukiwać! ;P
              A lira to motyw przewodni książki: ta to dopiero sieje zamęt. Coś widzę, że taka lektura otwierająca oczy jest Ci potrzebna :))

                • Autorka nie precyzuje takich pomysłów – zbyt realnym groźbom byłoby za łatwo zapobiegać ;) Mamy się bać liry i już.

                  Ale Twoje nieprzypadkowe wypowiedzi to pewnie znak powołania: w samej książce już byś biegał truchtem po mieście wypatrując symboli i zagadek do rozwiązania, a za rogiem czaiłaby się anielica gotowa na przełomowy romans międzygatunkowy :)

  1. No proszę, nigdy do mnie nie przemawiała uroda chłopców o jasnych lokach i błękitnych czach, jak widać na szczęście ;). A książkę kiedyś przeglądałam, bo tytuł i okładka mnie zaciekawiły. Ale widzę teraz, że dobrze zrobiłam, że tę ciekawość powstrzymałam.

    • Buksy,
      W ogóle nie widzę Ciebie czytającej taki badziew :) To taki „Kod da Vinci”, w wielu miejscach prawie kalka, tylko z mniejszą ilością akcji, a więcej wykładów o spiskowej teorii dziejów w miejscach dialogów i wynurzeń mocno infantylnych bohaterów.
      Ale w razie czego służę moim egzemplarzem – nie mogę tak cennej wiedzy o świecie mutantów zatrzymać tylko dla siebie ;)

  2. maiooffka: Kod Da Vinci zdarzyło mi się przeczytać! Co prawda w oryginalnej wersji językowej ( powiedzmy, że jako ćwiczenie ze współczesnej angielszczyzny ;)), ale jednak. A za propozycje dziękuję, ekhem, ale wolałabym nie skorzystać. Zwłaszcza przeczytaniu Twoich zachęt ;)

    • „Kod” był pułapką dla niewinnych i nieświadomych ;) Ale po więcej Browna pewnie nie sięgałaś. Choć z perspektywy czasu i lektury Angelologii, przyznać muszę, że Kod był i tak znośny, bo szybki i lekkostrawny ;P Tego szukałam u Trussoni zresztą: prostej i błyskawicznej akcji, zanim dotrze do mnie, jak mało w tym sensu. Nic z tego. Trzeba na trzeźwo łykać kolejne rozwlekłe porcje bzdur :))

  3. Któż to Cię uszczęśliwił takim nabytkiem do Twojej biblioteczki? No, chyba, że sama się skusiłaś, w co nie wierzę :P
    Akurat Ty, która powinnaś pisać częściej, skąpisz nam recenzji!

    • Kornwalio,
      Zgadłaś, był to gratis do zamówienia :) Ale że dobre rzeczy od kilku miesięcy już do mnie nie przywierają, to pomyślałam, że lekka sensacja z samonapędzającą się fabułą dobrze mi zrobi. Nie spodziewałam się takiej nudy – głupoty tak, ale sprawniej zaserwowanej :) Male mam wymagania ostatnio.

  4. ZWL,
    Można próbować, ale oni – jak każdy „obcy” – są od nas lepsi, silniejsi, sprytniejsi, itepe itede, a na domiar jeszcze ogniem zieją paskudy anielskie ;P I najważniejsze: ludzie to w takich konwencjach miłe stworzonka, którym przemoc nie w głowach. Tylko dobro i pokój na świecie ;))

    • Iza,
      Powinnam się zgodzić, ale książkę Pindla też dawali! A jest wyjątkowo przyjemna i zarzucić jej mogę jedynie słaby marketing – krzywo skrojony już na etapie okładki ;) W sumie samo nazwisko autora obiecuje dobrą zawartość, ale w księgarniach liczą się tłumy, które wolą roznegliżowanego anioła ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s