Maeve Binchy NA DOBRE I NA ZŁE

Tak w bibliotekach, jak i w antykwariatach czy księgarniach, książki Maeve Binchy znajdziemy na półkach z romansami. Choć miewa tam doborowe towarzystwo w osobach Jane Austen i Colette, to nadal wydaje się być to niesłusznym wygnaniem na peryferia beletrystyki zupełnie przyzwoitej gawędziarki. Przynajmniej takie wrażenie odniosłam po lekturze jej debiutanckiej powieści „Na dobre i na złe”, która, wbrew skojarzeniom, nie przenosi nas do szpitalnej telenoweli, ale w ciekawy sposób odmalowuje rzeczywistość wojenną i powojenną w Wielkiej Brytanii i Irlandii, splatając losy dwóch bohaterek i ich rodzin. Bliskie wyspy okazują się zupełnie różnymi światami, a dziewczęca przyjaźń to wdzięczna materia do snucia zawiłej opowieści o dorastaniu, trudnych decyzjach, powojennych przemianach oraz wyraźnej obyczajowej przepaści między protestancką monarchią i katolicką republiką.

 

Autorka nie bawi się w subtelności i obdarza swoje bohaterki bardzo wyrazistymi cechami tak zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi, które jednoznacznie określają ich narodową przynależność. Powściągliwa, poukładana, cicha Elizabeth to różanolica blond piękność, o chłodnym spojrzeniu brytyjskiej kolonizatorki. Z kolei miedzianowłosa Aisling, jak na temperamentną osóbkę przystało, jest głośna, uparta i głodna przeżyć. Gdy jedynaczka z wielkiego miasta, Elizabeth, trafia na czas wojny pod dach żywiołowej i licznej rodziny O’Connorów, dziewczynki zaprzyjaźniają się. Nic w tym schemacie odkrywczego, a jednak dalsze losy obu dziewcząt, ich przeglądanie się w sobie nawzajem i poszukiwanie w obcych światach brakujących im wartości, stanowi lekturę zajmującą.

Dla wielbicielek „angielskich fabuł” (termin roboczy) zaskoczeniem może się okazać, że to właśnie Irlandia w tej prozie przykuwa większa uwagę i zdecydowanie jest faworytem w wyścigu o sympatię czytelnika. Pewną skostniałość emocjonalną i sztywność zachowań Brytyjczyków przeciwstawiano tu bowiem matczynej trosce, rodzinnemu ciepłu i bujnej żywiołowości, pełnej co prawda wad i uprzedzeń, ale tym bardziej ludzkiej i bliskiej nam samym.

Można zarzucić tej powieści pewne niedociągnięcia: lekki chaos konstrukcji, nierówny styl, uproszczenia, ale obecnie Maeve Binchy to irlandzka królowa opowieści. A zaczęło się to wszystko właśnie książką „Na dobre i na złe” (Light a penny candle) i jak na debiut, to zaczęło się naprawdę obiecująco.

 ______________________________________________________________________

Maeve Binchy, Na dobre i na złe, Świat Książki, 1998

Reklamy

11 thoughts on “Maeve Binchy NA DOBRE I NA ZŁE

    • :) Żyć to żyje, ale z czytaniem już bardzo różnie bywa. Przeszłam już fazę namiętnego kucharzenia i teraz bawię się w poszukiwanie pachnidła życia, a to dużo czasu i zachodu pochłania ;)
      Ale książki przeczytane wciąż odłożone czekają. Jest tego tak dwa krzesła i parapet :)

  1. Pachnidło życia może być bardzo niebezpiecznym efektem kucharzenia, zajrzyj w ostatnie strony Suskinda ;) Parapet i krzesła czas uwolnić, przesuwając księgi bliżej kompa, w celu szczegółowego na blogu opisania :)

    • Zwłaszcza krzesła czas uwolnić – w świąteczny czas mogą okazać się wielce użyteczne :)

      A skojarzenia pachnidlane – potworne! ;) Póki co zadowalam się sklepowymi mieszankami. Jeszcze ;)

      Niektóre pozycje odleżyn już pewnie dostały, a ja nawet nie pamiętam co tam dokładnie czytałam. Ale obecnie Pindel bawi mnie niezmiernie – w wydaniu powieściowym nie zawiódł, choć okładka budziła we mnie spore wątpliwości, co do zawartości książki. Takimi „odkryciami” aż się chce dzielić :)

  2. Uwielbiam ją, a tej, wyobraź sobie, jeszcze nie czytałam. Ale mam. Ponieważ ona już niestety nie żyje, nie śpieszy mi się z zaliczeniem wszystkich jej powieści, jeszcze na szczęście ze 4 mi zostały

    • Kasiu,
      Do klubu wielbicielek jeszcze się nie zapisuję, ale już bez wahania biorę w antykwariacie kolejne tytuły Binchy (bywają naprawdę tanio). O dobre obyczajowe czytadło równie trudno, co o dobrą czekoladę – a niby wszędzie tego pełno ;)

      Przypadkiem zaczęłam od jej debiutu. Tym lepiej, bo kolejne książki powinny mnie teraz już tylko na plus zaskakiwać, prawda? :)

      • Może to dlatego, że mieszkam w kraju, który ona opisuje, ale nie sądzę, bo zaczęłam w Polsce i tylko się zastanawiałam – czy to możliwe, żeby Irlandia była taka, jak ona o niej pisze? Możliwe, nic nie wymyśliła. Dobre porównanie, ona jest jak czekolada, może nie tak zdrowa jak makrela, ale też działa na serce i dobry nastrój przede wszystkim. Na pewno nie wszystkie jej książki są równo dobre, ale na pewno nie takie, żeby się zawieść totalnie. Ja zaczynałam od W kręgu przyjaciół i uwiodła mnie skutecznie

        • Nie wiem czy to zasługa filmu, ale „W kręgu przyjaciół” uchodzi chyba za jej najlepszą rzecz. Po ten tytuł na pewno sięgnę. Ale aktualnie trafiają się inne, więc biorę, co dają :) Jeśli tylko w następnych odsłonach nie będzie przesładzać (na to mam alergię), to zapowiada się udana relacja na lata całe, bo Irlandia ma swój niezaprzeczalny urok ;)

          • Zazdroszczę Wam obu. Robiłam dwa podejścia do Binchy, nawet mi Kasia.eire polecała konkretne tytuły na początek, i za każdym razem poległam po kilkudziesięciu stronach. Żal mi, że coś irlandzkiego mnie omija, ale może jeszcze przyjdzie czas na powieści MB?… To jedyna pociecha.

              • Iza,
                Żyje, ale się leni. Ta maioofka ;P Również pozdrawiam! :)

                Eireann,
                Takie książki czyta się dla czystej przyjemności i relaksu – jeśli ich brak, to nie ma co brnąć w to dalej. To nie Mount Everest literacki ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s