Sara Blaedel HANDLARZ ŚMIERCIĄ

Problem ze skandynawskimi kryminałami jest taki, że czyta się je zbyt szybko, więc i zbyt prędko się kończą. W dobrej wierze sięga się zatem po kolejny, by przyjemność trwała dłużej, i po następny, by dreszcz emocji nie ustawał jeszcze przez chwilę. Tracąc czujność w pogoni za świeżą dawką krwi, rzucamy się w końcu na wszystko, co owiały północne wiatry, aż trafimy nie na mroczne zbrodnie, ale w czarną rozpacz grafomaństwa. Komu nie straszne nudne intrygi, nijacy bohaterowie i obfita dawka kobiecej infantylności, ten z pewnością zasmakuje w duńskim wariancie telenoweli kryminalnej pióra Sary Baedel. Lojalnie jednak ostrzegam, iż w „Handlarzu śmiercią” znajdziecie tyle z głębi ludzkiej psychiki, obserwacji społecznych czy  zepsucia świata, ile w pierwszym z brzegu odcinku Teletubisiów.

 

Kopenhaga, wydział zabójstw, jedyna kobieta w męskim gronie śledczych: Louise Rick jest niczym spełniony sen feministek. Ambitna, niezależna, twarda sztuka. Żeby nie było za różowo, autorka obarczyła ją traumą z przeszłości – ludzkie odruchy i uczucia to paskudna plama w życiorysie – i oddanym partnerem życiowym (wielkie utrapienie każdej postępowej kobiety, jak wiadomo). Jakby tego było mało, Louise łączy bliska przyjaźń z reporterką kryminalną, Camillą Lind. Jeszcze bardziej przebojową, niezależną i dzielną. Dwie Bridget Jones – to musi być lepsze niż pojedyncza sztuka, prawda? Blaedel wykreowała, zupełnie na poważnie i bez jakiejkolwiek zgrywy, pojedynek na lekkomyślność, brak profesjonalizmu i babskie fochy. Dwa rozpoczęte śledztwa toczą się gdzieś tam w tle, dając obu paniom zajęcia w przerwach między roztrząsaniem życiowych rozterek, aż w końcu, zupełnie mimochodem, zostają rozwiązane. Czytelnik pozbawiony zostaje nawet tej jednej drobnej przyjemności, jaką sprawiłaby mu bezlitosna selekcja naturalna w obrębie jednostek irytujących. Nic z tego – obie bohaterki dotrwają do tomu drugiego.

Nie wszystko złoto, co się świeci – nie każdy północny powiew zbrodni zapowiada skandynawski front mrocznej rozrywki. Próżno szukać w „Handlarzu śmiercią” tak cenionych przez wielbicieli gatunku wnikliwości psychologicznej, społecznej refleksji czy po prostu solidnie rozpisanej zagadki kryminalnej. Blaedel bliżej do książek Camilli Lackberg, z tą tylko różnicą, że podczas gdy szwedzka pisarka sporo pracy poświęca drobiazgowemu powielaniu utartych schematów fabularnych, jej duńska koleżanka w ogóle sobie tym aspektem głowy nie zawraca, całą uwagę poświęcając swoim bezbarwnym bohaterkom i ich „perypetiom”. Marnie wypadło to powitanie z duńskim kryminałem.

 ________________________________________________________________________________

Sara Blaedel, Handlarz śmiercią, Prószyński i S-ka, 2012

 ***

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka

Reklamy

27 thoughts on “Sara Blaedel HANDLARZ ŚMIERCIĄ

  1. ZWL,
    Dobry, albo i lepszy, bo podobno dwa tomy, które akurat wchłonęłam, to najsłabsze części cyklu. Trochę jak skandynawski Marlowe… Tak, to zdecydowanie Twój typ :D

    Potter – wstydliwa przyjemność ludzi „oczytanych”? ;) U mnie siedem tomów w siedem dni, bo lekko spóźniłam się z premierami :))

      • Masz dobrą przykrywkę w postaci dzieci i tyle ;P

        Pamiętam, że Marlowe nie był Twoim człowiekiem, ale to chyba chodziło o humor Chandlera, prawda? U Nesbo jest więcej alkoholowej zaćmy, więcej krwi, spokojniejsza refleksja nad światem i humor jednak subtelniejszy (choć nie mniej cyniczny). A czyta się jak Pottera – jednym ciurkiem i z wypiekami na twarzy :)

        • Pottera zacząłem czytać przed dziećmi:P I z wypiekami na twarzy:) Jakoś dalej nie czuje, że muszę sięgnąć po Nesbo, pozachęcaj mnie bardziej:D

          • Bardziej to już chyba musiałabym Cię z książką w ręce i pistoletem przy skroni przywiązać do fotela ;P
            A czytałeś skandynawski kryminał rozgrywający się pod niebem Australii albo Tajlandii? W upalnym słońcu, w kolorowych koszulach i bez grama śniegu? Nesbo tak potrafi zaszaleć i nadal jest skandynawski do szpiku kości ;)

              • Norwegowie też pewnie nie znosili – zanim Nesbo ich „nawrócił” ;) Ale jak już wspominałam, te egzotyczne części są ponoć słabsze, a i tak dobre. Zawsze możesz od razu w najlepszą trylogię celować. I na niej psy wieszać ;P

                • Ogarnę się z tymi zalegającymi tomiszczami, to może i zatęsknię za Nesbo:) Powinnaś mieć procent od sprzedaży za skuteczne namawianie:)

                  • Chyba lepiej bym wyszła na tym, by dostawać procent od tego, do czego to mnie namówią ;) Mamy połowę miesiąca, a ja do domu prawie 40 (lub więcej – tracę rachunek przy tym tempie) nowych książek zniosłam od pierwszego! Już nawet się pogodziłam z myślą, że tego nie przeczytam w tym wcieleniu. Zresztą kiedy czytać, skoro polowanie tyle czasu zajmuje? ;P

                    Nesbo w razie czego elektroniczny krąży sobie. Na próbę akuratny :)

  2. ZWL,
    Na medal zasługujesz, ale czy nowe książki nie przyjemniejsze niż kawałek blaszki? :)

    Ostergren i Frister w promocji. WAB reportażami kusi w przyzwoitych cenach. Ludzie wyzbywają się cudów za grosze. Grzech odmawiać po prostu ;)

      • Mój przykład raczej temu przeczy ;)
        Ale wciąż obiecuję sobie, że kolejny zakup sfinansuję ze sprzedaży już przeczytanych tytułów. Na szczęście (sic!) ostatnio wszystko mnie nudzi, więc nie powinno zabraknąć kandydatów na wylot ;P

          • Nie będę Ci badziewiami głowy zawracać, a raczej o takich mowa :)

            Chociaż ostatnio zabawiłam się w spekulanta, bo w głowie mam cennik wirtualny dosłownie, od tego grzebania w ofertach. Trafiłam na dubel w antykwariacie i sprzedałam w sieci za… trzykrotność. Czyli drogo :) I od razu wydałam na dwa Ostergreny, Jacobsena i Fristera. Książki to sport dla twardzieli bez sumienia ;P

              • Łut szczęścia. I zachłanność ;)
                Ale jednak zakupy w 99,99999% docelowo lądują na moich półkach, a to już żaden biznes. Raczej drogie kolekcjonerskie hobby ;P Ale w razie gdybyś czegoś konkretnego szukał, to polecam się, bo miewam czasem szczęście głupiego do wynajdywania unikatów za grosze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s