W CIENIU DOJRZEWAJĄCYCH…

Doba jest dłuższa bez internetu, grafik mniej napięty bez konieczności spreparowania blogowej notki, czytanie upływa leniwiej bez pogoni tytułów – życie jest piękne! A jednak wracam. Kilka natrętnych myśli o przeczytanych książkach kołacze się po mojej głowie niczym schwytane w potrzask. Trzeba je uwolnić. Może za ciasno im u mnie? Ale o tym, co czytałam, jeszcze nie teraz.

Najpierw trochę archiwaliów. Dziwna sprawa, ale ostatnią książkę nabyłam już ponad dwa miesiące temu, a jednak właśnie od ‚nowości’ w moich zbiorach chcę się przypomnieć. Zdjęcia swoją drogą również czekają od czerwca – koniec lata spotka się zatem dziś z jego początkiem. Takie cuda tylko u mnie.

 

Czworobok nabytków składa się w dużej mierze z prezentów okolicznościowych i kilku cenowych okazji, które sama potraktowałam niczym dary losu (sic!). Człowiek w obliczu starzenia się i nieuchronnego przemijania młodości nabiera ochoty na rozrzutność jak sądzę (albo to tylko moja osobista wymówka). W każdym razie w trakcie tegorocznej edycji okołoremontowej wyprawy mojego księgozbioru po okolicznych powierzchniach płaskich i wytrzymałych, do radośnie dźwiganych tam i nazad blisko trzech tysięcy woluminów dołączyły:

 

KRYMINALNI – bo jak wiadomo starsze panie lubią dodać swej jałowej egzystencji nieco pikanterii:

  • 2x Hakan Nesser i Ake Edwardson– rozsmakowuję się powoli w skandynawskich klimatach, a przynajmniej zaczynam oddzielać ziarno od plew; to w założeniu są nadal ziarna;

  • Morderstwo pod cenzurą” M. Wroński – pierwszy tom lubelskiej retro trylogii kryminalnej pozwolić miał mi w końcu rozprawić się z tym cyklem; tymczasem seria się rozrasta, a moje chęci stygną;

  • 3x Jo Nesbo – towar sprawdzony, niezawodny i, o dziwo, całkiem zasłużenie chwalony;

  • Smuga krwi” Johan Theorin – wisienka na skandynawskim torcie, jak twierdzą wtajemniczeni;

  • Radca stanu” B. Akunin – w bólach kompletuję kolejne części przygód Fandorina, które pomimo wznowień osiągają zawrotne ceny; chyba się w końcu przerzucę na perfumy – taniej będzie;

 

AMBITNI – w pewnym wieku wypada już znać, czytywać, a i od święta z samozadowoleniem cytować pewne nazwiska, po prostu wypada i kropka:

  • Georges Simenon „Paryski ekspres” – o szaleństwie warto czytać, by wiedzieć, jak daleko samemu można w życiu się posunąć, nim przylgnie do nas łatka zwariowanych staruszków;

  • Dzicy detektywi” R. Bolano – odrobina „naj” w zasięgu ręki: najwybitniejsza, najlepsza, najgłośniejsza – przypuszczam zresztą, że przy tak obszernym tomie pewnie żadnego możliwego epitetu nie sposób pominąć;

  • 2x Wiech – zanim odstawią nas do lamusa, warto zaznajomić się z sąsiadami, którzy tam już czekają;

  • 2x R. Topor – w ochronne objęcia groteski odsyła mnie troskliwy darczyńca;

  • Gombrowicz w przedwojennej Polsce” A. Stawiarska – po lekturze „Jaśnie Panicza” Siedleckiej postać pisarza nabrała kontekstu i kształtu, tym bardziej ciekawa jestem innej perspektywy;

  • Dzienniki petersburskie. Dziennik warszawski” Zinaida Gippius – niejasne oczekiwania i chaotyczne spotkania zaowocowały jak dotąd rozczarowaniem;

  • W moim obcym kraju” Hans Fallada – kolejny tom z serii dzienników „Czytelnika” pozostaje dziewiczo nietknięty i wciąż pełen obietnic; ten sposób obcowania z książkami przysparza mniej zmarszczek;

  • Zakazane wrota” Tiziano Terzani – przez długie tygodnie książka wymarzona, wytęskniona: reporterska opowieść włoskiego dziennikarza o życiu w Chinach z okresu zamknięcia przed światem, oczami entuzjasty mechaniki społecznej i eksperymentu komunistycznego, człowieka, który miał możliwość żyć swoim marzeniem;

  • Lapidarium VI” R. Kapuściński – kiedy ostatnio czytaliście Kapuścińskiego, a nie o Kapuścińskim? Wcześniej pisano o jego tekstach, teraz znacznie więcej o jego życiu;

  • Z dziennika podróży” Andrzej Bobkowski – mały dodatek do „Szkiców piórkiem”, a że właśnie mały, to pewnie od tej pozycji zacznę znajomość z pisarzem;

  • Chamowo” Miron Białoszewski – wiem, że teraz czyta się jego dzienniki, ale podążanie za modą jest passe w tym sezonie (sic!);

  • Edgar Allan Poe. Człowiek i twórca” Alicia Misrahi – tragiczna postać prekursora powieści detektywistycznej zasługuje na ciekawą biografię, ale nie wiem, czy na polskim rynku cokolwiek poza tą pozycją jest dostępne;

 

GAWĘDZIARZE – aby nie zanudzać rodziny własnymi nudnymi opowieściami z serii „za moich czasów”, w przerwach między telenowelami pokrzepiać mnie będą:

  • 3x Colette – starsze panie bywają sentymentalne i lubią wracać do swych młodzieńczych lektur;

  • Mandolina kapitana Corellego” L. De Bernieres – ktoś jeszcze pamięta listę BBC zestawiających sto obowiązkowych książek do przeczytania, która w odległych czasach (prawie prehistorycznych ostrożnie szacując) krążyła po blogach książkowych? Stare dinozaury pamiętają i choć świat ruszył do przodu, one wciąż mozolnie kompletują to przypadkowe zestawienie brytyjskich czytelników;

  • Pani de Winter” Susan Hill – kontynuacja „Rebeki” du Maurier w wykonaniu jednej z moich ulubienic brytyjskich; a do tego prezent od czujnej Ani, za który serdecznie dziękuję;

  • Kosiarz” Terry Pratchett – zamiast poradnika o pogodnym odchodzeniu ;)

  • Niebo i piekło” J.K.Stefansson – islandzki feblik daje tak o sobie znać nieśmiało;

  • List miłosny pismem klinowym” T. Zmeskal – czeska rzeczywistość w odsłonie poważnej;

  • Pasja według Einara” E. Cherezińska – z rozpędu dokupiłam tom trzeci do dwóch poprzednich, a nawet nie jestem już pewna, czy chcę czytać którykolwiek;

  • Wieczory cyrkowe” Angela Carter – pisarka, której nie potrafię jednoznacznie ocenić, czym mnie intryguje i irytuje w równym stopniu;

  • Czas postu, czas uczty” Anita Desai – literatura z kręgu Indii jak do tej pory nie zachwyciła mnie swoją egzotyką, jednak stary człowiek bywa uparty;

  • Kompleks Portnoya” Philip Roth, „Terapia” David Lodge – dzięki takim książkom i ich bohaterom nasze własne życie zyskuje realne proporcje, a problemy gwałtownie się kurczą;

  • Aimee & Jaguar” Erica Fischer – oparta na faktach historia miłości dwóch kobiet w pogrążonym w wojnie Berlinie; głośna, mocna, poruszająca;

  • Świniobicie” Magda Szabo – mocno po czasie (czyli po klubowym spotkaniu) zdobyłam i ja;

  • Wielki dom” Nicole Krauss – nabytek spontaniczny, więc nawet nie pamiętam z jakich pobudek;

 

RESZTA – bo tak naprawdę pojęcia nie mam, czym się kierowałam w czerwcu fotografując takie a nie inne konfiguracje książek:

  • W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne” Maja i Jan Łozińscy – epoka Tuwima od zawsze jest u mnie pod lupą, więc i na tę pozycję nie trzeba było mnie namawiać specjalnie;

  • Mistrz” Colm Toibin – powieść-hołd osnuta wokół postaci Henry James’a, nominowana do nagród; i zupełnie nużąca na pierwszych stronach;

  • Krynolinę zostaw w Kairze” B Hodgson – o podróżniczkach w czasach, gdy miejsce kobiet było w reprezentacyjnym salonie lub kuchni z dzieckiem u piersi;

  • 2x R. Doyle – że Irlandia to nie Anglia niby wiadomo, ale dopiero literatura uświadamia przepaść między nimi;

  • Nędznicy” Victor Hugo – kolejny prezent, kolejny napoczęty tom; jednak kontakt z klasyką ma ten przyjemny aspekt, że przypomina stale, iż istnieją wciąż rzeczy starsze od nas samych;

  • Pamiętnik” H. Grynberg – z motyką na słońce, czyli pierwsze nieszkodliwe szaleństwa wieku;

  • Amelia” Henry Fielding – ponoć był to bardzo poczytny osiemnastowieczny angielski pisarz, a ta powieść pojawiła się w którejś mojej lekturze symbolizując nudy (tylko gdzie?!);

  • Samotny mężczyzna” Ch. Isherwood – człowiek nie ma już czasu obejrzeć filmu próbując przeczytać każdą książkę, na której jakiś obraz oparto; mogliby w końcu coś nowego stworzyć?

  • Biedni Polacy patrzą na getto” Jan Błoński – inteligentnie i bez patosu o trudnych sprawach;

  • Zagubiony kosmonauta” Daniel Kalder – człowiek z zewnątrz i byłe republiki radzieckie czyli temat na obiecującą książkę;

  • Zakryjcie jej twarz” P.D.James – akcent kryminalny niczym klamerka na koniec – bo to chyba kryminał?

Nietrudno zgadnąć, że niedobór lektur mi nie grozi, a jednak do wspomnianych wyżej pozycji dołączył jeszcze pewien drobiazg: czytnik. Wypełniony „bestselerami” gadżet, który pozwala wchłonąć w ustrój mnóstwo lekkostrawnej papki w ekspresowym tempie. I ja tam byłam, miód dobrodziejstw piłam. A jest w czym wybrzydzać.

Koniec siesty. Niech dojrzewająca leniwie w butelkach aromatyczna poziomkówka odmierza teraz czas do zimowej hibernacji.

Reklamy

36 thoughts on “W CIENIU DOJRZEWAJĄCYCH…

  1. wejście smoka książkowe, piękne nabytki, fajnie, ze wracasz. Nie musisz przecież pisać na wyścigi, ale nie zrywaj z nami tak zupełnie. Ja też nie mam szybkości karabinu maszynowego, ale nie poddaję się terrorowi blogowania co chwila. Inni też przecież nie czytają tylko blogów i nie muszą mieć notki co chwila do zaliczenia.

    • Kasiu,
      Pisanie na wyścigi mi nie grozi – ze mnie leniwa bestia ;)
      Ale przesyt nowościami, tempem czytania, internetowym kieratem w pewnym stopniu mnie wypalił. Musiałam odejść na bok, żeby znów się zachciało wracać. Mam nadzieję, że nie za wcześnie odtrąbiłam powrót, ale książki do odnotowania (innych już nie ma) piętrzą się zbyt obficie wokoło.

    • Aniu,
      Wejście jest trochę wymuszone okolicznościami, ponieważ dziwnie się czułam myśląc o wstawieniu od razu czegoś o konkretnej książce po tak długiej przerwie. A wykrztusić z siebie o kilku tytułach coś muszę, bo się uduszę ;) Zatem to tylko tak tytułem wstępu.

    • Iza,
      A ja nie wiedziałam, że zniknę ;)
      Nie pisałam jeszcze o Terzanim, ale zbierałam się do podsumowania jego „Koniec jest moim początkiem”. Siedzi we mnie ta książka mocno. Terzani nie ukrywa (i chyba nigdy tego nie robił), że przez wiele lat był entuzjastą modelowania społeczeństw. Uważał, że tylko tak można stworzyć lepszych ludzi: równych, pokojowo nastawionych idealistów działających na rzecz wspólnoty. Idealista czystej wody. Chiny jawiły mu się jako taki właśnie raj, USA niczym wylęgarnia kapitalistycznego zła. W końcu udało mu się załatwić sobie posadę w zamkniętych jeszcze Chinach i zamieszkał tam z rodziną całą (cała jego azjatycka odyseja reporterska to usilne zbliżanie się do Chin – mit runął, sława reportaży wietnamskich przetrwała). Chcąc poznać prawdziwe oblicze kraju kombinował, by wyminąć oficjalne ścieżki udogodnień dla obcokrajowców, które oczywiście służyły też tworzeniu pewnego wizerunku i propagandy na Zachodzie. Posłał dzieci do normalnej szkoły, zamieszkał w przeciętnym bloku i w końcu go wydalili z zakazem wstępu, bo zaczął pisać prawdę. Bardzo jestem ciekawa jak to opisał w „Zakazanych wrotach”, ponieważ oddał tam chyba nawet głos własnym dzieciom. Zobaczymy. Ale człowiek i życiorys wart bliższej uwagi.

      • Zastanawiam się skąd (na tym zgniłym Zachodzie) przyszło Terazniemu do głowy, ze komunizm i to jeszcze w wydaniu chińskim moze być emanacją raju na ziemi. Podejrzewam tu zgubny wpływ jakiegoś uniwersyteckiego guru.
        W ogóle facet, po pospiesznym riserczu, wyglada mi na klasycznego pożytecznego idiotę,więc nie wiem, czy w większych dawkach bym go strawiła, ale akurat „Zakazane wrota” mogą mi pasować.

        • Iza,
          „Pożyteczny idiota”? A cóż to za wynalazek?? :)

          Przyznam, że w wielu miejscach książki się z nim nie zgadzałam, zwłaszcza jego późniejsze wstąpienie na drogę objawienia i tego rodzaju ekscesy mnie specjalnie nie poruszają. Ale rzucił też trochę światła na powojenną rzeczywistość Europy – ideowość młodzieży, pokój za wszelką cenę (to właśnie tym hasłem komunizm zjednywał sobie sympatyków wśród inteligencji), stworzenie lepszego świata poprzez wspólny wysiłek itepe itede. Ciekawie to przedstawił i zgadza się jego świadectwo z innymi z tej epoki. To tak pokrótce, więcej może w notce? :)

          A Nesbo podniósł innym poprzeczkę nawet – już są ofiary ;P

            • No proszę, nie miałam pojęcia, że to zwrot funkcjonujący tak powszechnie w użyciu. Oświecenia nigdy za wiele, dziękuję :) Strasznie cynicznie brzmi rodowód tego pojęcia tak swoją drogą, nie sądzisz? Nie mówię o agentach kgb, ale ludziach, którzy uwierzyli w człowieczeństwo innych ludzi…
              W każdym razie w takim rozumieniu Terzani pewnie był właśnie jednym z takich „useful idiots”, którzy uwierzyli w cywilizację równości i pokoju. Sprzeczność tamtej epoki, że wierzono, iż do światowego pokoju przyczynia się wojna. Słuszna wojna oczywiście. Bo Terzani swoją pozycję zawdzięcza posadzie korespondenta z wojny w Wietnamie. Choć dziś również toczy się wojny o pokój i demokrację. Zatem historia uczy, że historia niczego nie uczy :) I może warto jednak Terzaniego wysłuchać, bo doszedł do tej samej konkluzji.

    • Agnieszko,
      I ja się cieszę, zwłaszcza na nadrobienie zaległości w czytaniu Waszych blogów – ostatnio w księgarniach wszystkie okładki patrzą się na mnie obco! Zgroza ;)

    • Immora,
      Czyli świat kryminałów kusi nie tylko mnie :) Jednak w ostatnim czasie kilka tytułów mnie rozczarowało, więc spokojniej już podchodzę do następnych hitów.

  2. Imponujący zbiór – po kilka pozycji sama mam nadzieję w przyszłości sięgnąć :) A zatrzymując się przy Kapuścińskim – chyba należę do nielicznych, którzy czytają jego i przy tym nie tknęli niczego nim ;) Przy wszystkich emocjach jakie budził swoją twórczością za życia i po nim należy przyznać mu jedno – miał człowiek niezwykły dar opowiadania :)

    • Aniu,
      Kapuściński był kiedyś jedynym reportażystą, którego chciało mi się czytać. Za każdym razem wciągał mnie w swoją gawędę o miejscu i ludziach. Potem o nim trochę zapomniałam, przyszli inni, grafik napiął się do granic możliwości, a teraz gdy o nim mowa, zazwyczaj chodzi o biografię Domosławskiego. Nie zasłużył chyba na tak szybkie zapomnienie.

      • To prawda – nawet uważam, że nie zasłużył sobie w ogóle na jakąkolwiek formę zapomnienia, ale niestety problem z powrotami leży w tym, iż za dużo jest innych książek, które chcemy przeczytać i tym samym za mało czasu na powroty :)

        • Z tym argumentem nie można dyskutować :)
          Jednak każdy znajduje miejsce na uzupełnianie po trochu pozycji z kanonu, i właśnie do takiego wcześniej zaliczano Kapuścińskiego. Nie wiem czy teraz w ogóle wypada go czytać i lubić, bo może trzeba od razu wykazać, że tak było jak napisał?

  3. Wow – niezłe wejście! Ilość książek na raz lekko przytłaczająca, dlatego ja wolę do domu tak po jednej, dwie znosić, wtedy nie mam wrażenia, że nie mam ich gdzie upchać ;)))

    Fajnie, że wróciłaś :)

    • Buksy,
      I na złe ;)
      Mało czytam ostatnio. Powinnam teraz bloga lajfstajlowego zmontować: o wszystkim innym, a jeśli o książkach, to co najwyżej kucharskich :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s