Ann Brashares STOWARZYSZENIE WĘDRUJĄCYCH DŻINSÓW

Wiosenne porządki na książkowych regałach zaowocowały dniem spędzonym z typowo wakacyjną lekturą, przeznaczoną dla nastoletniego odbiorcy, który na pamięć zna już „Wakacje z duchami” i „Podróż za jeden uśmiech” lub, o zgrozo, sądzi, że z takich historii zdążył wyrosnąć. Po niedawnej niestrawności wywołanej porcją rodzimej literatury, wyraźnie aspirującej do kategorii „czytliwych inaczej”, kontakt z prozą młodzieżową okazał się łagodnym, czytelniczym syropem, a amerykańskie dziewczęta z książki Ann Brashares zaskoczyły mnie swoją dojrzałością (kontrast niezamierzony, ale wart uwagi). Bowiem „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów” to lekka w odbiorze, ale traktująca chwilami o trudnych sprawach, powieść o dojrzewaniu czterech przyjaciółek, które niepewnie wkraczają w świat dorosłych problemów.

 

Carmen, Lena, Bridget i Tibby to piętnastolatki, których przyjaźń sięga niemal wieku płodowego, kiedy to ich matki spotkały się na aerobiku dla ciężarnych. Drogi rodzicielek z upływem czasu się rozeszły, ale nie ich córek. Czytelnik poznaje przyjaciółki w momencie pierwszego dłuższego rozstania: wakacji, które każda z dziewcząt spędzi w innym zakątku świata (jest i Grecja, jest i Meksyk), zdana na samą siebie. Rozstanie zapewni im jednak odrobinę indywidualnego treningu przed zbliżającą się pełnoletnością, pozwalając bohaterkom spojrzeć na siebie w nowym świetle, podejmować własne decyzje i ponosić ich konsekwencje. Brashares nie ogranicza się do typowych dla wieku dorastania problemów, takich jak niepewność siebie, definiowanie nowych relacji z rodzicami czy inicjacja seksualna, ale sięga głębiej. Wizyta Leny u dziadków na Santorini to okazja do pytań o własną tożsamość. Carmen musi błyskawicznie dorosnąć do nowej roli, w nowej rodzinie ojca. Próbująca zagłuszyć w sobie ból po śmierci matki, Bridget będzie musiała w końcu zatrzymać się i stawić czoła własnym lękom. Zaś Tibby swoją pierwszą lekcję straty dopiero ma przed sobą. Oczywiście o sile dziewcząt stanowi ich przyjaźń, ale nawet w amerykańskiej literaturze młodzieżowej nie załatwia ona za nas życia, a jedynie łagodzi jego skutki uboczne.

 Spodnie rzecz jasna wędrują, listy krążą, lato mija, a cztery przyjaciółki niezauważenie dojrzewają. Zanim się spostrzeżemy, lektura „Stowarzyszenia Wędrujących Dżinsów” Ann Brashares dobiega końca, pozostawiając lekką nostalgię za własnymi szlakami wakacyjnych poszukiwań siebie. Nieogłupiająca powieść dla dorastających dziewcząt, które potrzebują odmiany od Siesickiej czy Musierowicz, nie jest zjawiskiem zbyt powszechnym, więc polecam Waszej uwadze autorkę zza oceanu.

 ______________________________________________________________________

Ann Brashares, Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów, Egmont, 2004

Advertisements

29 thoughts on “Ann Brashares STOWARZYSZENIE WĘDRUJĄCYCH DŻINSÓW

    • Iza,
      Przecież moje czystki to tylko echo Twojego radykalnego porządkowania biblioteczki! Zainspirowałaś chomika :) I jak na razie bardzo mi się to podoba, bo w tym miesiącu zniknęło z półek pięć czytadeł. Jak się rozpędzę, to zostanę z samą klasyką na koniec roku ;P Kryminały to oczywiście klasyka rozrywki ;)

      Panie autorki zaskoczyły mnie swoją alergią na czytelników, ale zasada jest taka, że alergen trwa sobie w przyrodzie dalej, a chory się leczy ;P

      • Kusi mnie kolejny etap porządków. Dotarlo do mnie np., że paru rzeczy już nie mam ochoty czytać:).
        Mnie też zaskoczył stopień nasilenia tej alergii (na granicy wstrząsu anafilaktycznego).. Kolejna dawka mogłaby zabić;).

        • Również dorastam powoli do tego, że nawet dobrych rzeczy, które raz ucieszyły, nie przeczytam ponownie, nie wszystkie. Bo na powtórki zostają chwile, a i bez nich grafik wciąż napięty :)

          Na ten rodzaj alergii zastosować należałoby desensytyzację :)) Dużo drastycznych bodźców. Jak nie zadziała, to dla nas będzie chociaż trochę zabawy ;)

  1. Właśnie przed chwilą wspominałam sobie Stowarzyszenie i rzuciła mi się w oczy Twoja recenzja u kogoś w blogrollu :). Trochę sprzeczałabym się w kwestii dojrzałości Carmen, ale wiem, że każda z nich potrzebuje swoich własnych rzeczy, by zrozumieć inne. Właśnie ta bohaterka zawsze mnie najbardziej denerwowała ;). Cała seria jest jednak jedną z najlepszych dla nastolatek, bez wątpienia.

    • Alina,
      Carmen zachowuje się przez długi czas dość dziecinnie, ale w końcu zdaje sobie z tego sprawę – staje się świadoma swoich reakcji i szuka przyczyn. To już początek dojrzałości: myślenie zamiast ślepego reagowania :) Takie jest chyba założenie: pokazać jak w dzieciach kiełkuje dorosły. Bridget przecież również zachowuje się jak napalone zwierzątko, a i Tibby dość szybko etykietkuje ludzi, choć sama chce być rozumiana i słuchana. Dorastanie w pełnej krasie ;)

      Po całą serię pewnie już nie sięgnę (ach, ten wiek), ale w ogóle nie dziwię się popularności Stowarzyszenia. Jest dobrze :)

  2. Czytasz jakieś amerykańskie wytwory, a tu klasycy polskiej literatury nowe dzieła wydają, ponoć znakomite, ach i och, wypieki, drżenie rąk i zarwane noce. „A ty się nie zrywasz! szabli nie chwytasz? na koń nie siadasz?”

    • Zacofany w lekturze,
      Wszyscy nie-Nobliści nasi są :P
      Na „dzieła” będę musiała w bibliotece poczekać, ale mają już zarezerwowane specjalne miejsce w moim czułym serduszku. Spokojnie :)

      • Bo już myślałem, żeś się zniechęciła do eksplorowania rozległych połaci nowej polskiej prozy. A noblistów sobie odpuść, w końcu czytanie ma być wyłącznie przyjemnością, po co komu jakieś egzystencjalne traumy, albo co gorsza zdania pełne obcych słów:D

        • Wręcz przeciwnie – nowa polska bestseleryka to moje najświeższe hobby ;P

          Noblistów nie tykam – nie mogę być gorsza od brytyjskiej monarchini! ;)

          • Niedługo dojdziesz do wniosku, że czytanie noblistów to była jednak przyjemność:P No ale nie będę tamował rozwoju Twojego nowego hobby, spodziewam się bowiem efektów wstrząsających i krew w żyłach mrożących:)

            • O ho, zaraz jeszcze byś chciał udowadniać komuś, że dzieła są lepsze niż nie-dzieła? I może jeszcze seler od bez-selera, a gust od bezguścia? ;P

                • I „musi być tolerancja, akceptacja, miłość i dobroć między ludźmi.” A nie przebrzydłe nagrody literackie, które sieją niezgodę swoimi złośliwymi decyzjami :)

                  • Nagrody to pryszcz:P Każdy/każda dostanie prędzej czy później a to Nike, a to statuetkę Ulubionego Pisarza Klubu Seniora „Złoty Zmierzch”.

                    • Ale bądźmy szczerzy, taki Złoty Zmierzch kieruje się sercem i dzięki temu wybiera słusznie i jedynie słusznie, ale już takie Nike to co to ma być? Ktoś to czyta? Jakiś serial oparli na tym? Banda złośliwych eunuchów, ot co ;P

                    • Co fakt, to fakt:) Dlatego nasze ulubione autorki będą walczyć o Złote Zmierzchy, ignorując tak snobistyczne i zupełnie niepotrzebne nagrody jak Nobel i Nike. Nawet Paszport Polityki nie podchodzi.

  3. Zacofany w lekturze,
    Ignorowanie świata, który nie wie o naszym istnieniu, bywa czasem jedynym sensownym rozwiązaniem ;P
    A walka o Złote Trofeum dla Nie Dzieła będzie rozgrywać się pomiędzy wzjamenymi recęzjami własnych książek – która czulej koleżankę poklepie po główce za darmowy egzemplarz, który z miejsca podbija statystyki bestselowania ;)

  4. Bardzo dobrze wspominam Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów – z całą serią przeżyłam ostatnią prostą lat nastoletnich w liceum i zgodzę się z Tobą w 100%, że jest to mądra powieść dla nastolatek – ukazuje „normalne” dziewczyny i problemy, z którymi naprawdę w tym wieku można się zmagać. Wspaniały przykład dziewczęcej literatury, do której nawet po latach wraca się z dużym sentymentem :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s