Jack London MALEŃKA PANI WIELKIEGO DOMU

Jack London pisał swoje książki dla chłopców. Taką naukę wyniosłam ze szkoły podstawowej, kiedy to w jednym czasie my, dziewczynki, poznawałyśmy „Tajemniczy ogród” Frances Hodgson Burnett, zaś chłopcy równolegle z nami czytali (przynajmniej w przekonaniu nauczycielki) powieść amerykańskiego pisarza, „Biały kieł”. Historia psa czy nawet wilka nie mogła się równać z tajemnicami angielskiego domostwa, więc ani przez chwilę nie czułam się pokrzywdzona owym niepraktykowanym nigdy wcześniej zjawiskiem podziału lektur. Zaś w mojej biblioteczce nie było od tej pory miejsca na książki Jacka Londona – wszak nie jestem chłopcem.

Tym większe było zdumienie, gdy sięgając po moją pierwszą powieść tego autora, „Maleńką Panią Wielkiego Domu”, trafiłam w historię o miłosnym trójkącie rozgrywającą się na tle rozgrzanej słońcem kalifornijskiej hacjendy. Miłość namiętna kontra przywiązanie i oddanie. Wielkie uczucia w świecie wielkich wyzwań i osobowości. U Jacka Londona miłość wymaga prawdziwej siły charakteru – jak każdy wielki wyczyn godny uwagi.

Ranczo Dicka Forresta to miejsce, gdzie ujarzmia się naturę z pomocą nauki ku pożytkom ludzi. Po latach podróży pełnych przygód, ale i bogatszy o wszechstronne doświadczenia, ten niezłomny heros osiada w jednym miejscu, by dalej mierzyć się ze światem. Z sukcesem hoduje najlepsze okazy zwierząt, zagospodarowuje największe nieużytki, buduje z prawdziwym przepychem, inwestuje w nowatorskie maszyny i wynalazki, eksperymentuje na polu spółdzielni rolniczych, publikuje swoje osiągnięcia, dogląda robót w najdrobniejszych szczegółach, konkuruje na dalekich rynkach – działa wyłącznie na wielką skalę i z pełnym zaangażowaniem. Dopełnieniem portretu idealnego jest niezwykła żona i Wielki Dom: wzorowo zorganizowany, zawsze pełen gości i postępowych idei, gdzie nie brak nawet, niczym nadwornych błaznów, grona filozofów chętnie korzystających z hojnej ręki gospodarza. Narzucona w ten sposób skala naturalnie przekłada się na świat uczuć i wartości, gdzie namiętności są nieujarzmione, a lojalność dozgonna.

Jak we wszystkich opisywanych przez Londona przygodach słychać echo jego przeżyć, tak i w „Maleńkiej Pani Wielkiego Domu” tkwi ponoć ziarnko prawdy. Powieściowa Maleńka Pani, Paula, wzorowana jest na drugiej żonie pisarza, jednak wydaje się być to obraz silnie wyidealizowanej kobiecości, która łączy w sobie niebywałą wręcz siłę, odwagę i wigor z naturalnie przypisywaną naturze niewieściej subtelnością, kruchością i tajemniczością. Wszystko w wydaniu skrajnym i , jak należy mniemać, dlatego właśnie znakomitym. Prócz tego bohaterka jest mądra i pewna siebie jak przystało na kobietę w sile wieku, ale równocześnie dziewczęca i niewinna niczym pierwszy kwiat wiosny. Jej świadomość własnego ciała emanuje silną seksualnością, która tak ukazana musiała budzić kontrowersje w początkach XX wieku, gdy powieść Londona ujrzała światło dzienne. Dzisiejszy czytelnik nie będzie się już ekscytował ani bulwersował na myśl o kobiecie w stroju kąpielowym nad basenem czy jej kolanach zarysowujących się pod suknią wieczorową – wzbudzenie sensacji obyczajowej wymagałoby znacznie więcej, a może w ogóle jest już niemożliwe?

Powieść Jacka Londona wymyka się przykładanym do niej miarom. Żaden to romans ani przygoda, nadużyciem byłoby również potraktowaniem jej niczym prozy psychologicznej. A jednak „Maleńka Pani Wielkiego Domu” ma swój czar i moc. Wyraziste postaci, pełne dzikiego uroku, nierealne krajobrazy spalonej słońcem Kalifornii oraz filozoficzne spory utrzymane w duchu towarzyskich przepychanek słownych tworzą pełną pasji i witalności opowieść o swoich czasach.

Życie na własnych warunkach to zadanie również dla kobiet, o czym przypomina autor, bo z Jacka Londona kawał feministy w gruncie rzeczy.

___________________________________________________________________________

Jack London, Maleńka Pani Wielkiego Domu, Prószyński i S-ka, 1998

Advertisements

19 thoughts on “Jack London MALEŃKA PANI WIELKIEGO DOMU

  1. tez omijałam jacka Londona dokładnie i z namaszczeniem ale w tym przypadku już tytuł sugeruje że warto się do książki zbliżyć. Co też, po przeczytaniu Twojej opinii, spróbuję zrobić podczas najbliższej wizyty w bibliotece ;)

    • Buksy,
      Ta powieść podobno jest nietypową dla autora. I krytyka nie była jej przychylna. Ale czytało się wspaniale! Naprawdę. I jestem teraz niezmiernie ciekawa reszty prozy Londona.
      Nie wiem, czy mu tym nie zaszkodzę, ale przypomina mi trochę Hemingwaya – ta sama pochwała siły i niezależności oraz wielki apetyt na życie. Bardzo męska proza i bardzo amerykańska.

  2. A ja mam na koncie nieco „chłopięcych” lektur :-). Lata temu czytałam trochę Londona („Martin Eden” plus opowiadania), ale nie miałam pojęcia, że popełnił i takie dzieło! To kolejny pisarz, do którego mam ochotę wrócić, a gdy w końcu to zrobię, to poszukam „Maleńkiej Pani Wielkiego Domu”. Na razie kusi mnie świeżo wydana biografia… może uda się upolować w bibliotece.

    • Eireann,
      Dla znawców „Maleńka Pani…” to wybryk, a u nas to ‚klasyka powieści’ – niezbadane są wyroki polskich wydawnictw ;)

      Przed sięgnięciem po biografię – która z uwagi na barwny życiorys autora musi być niezwykła, jakkolwiek by ją napisać – z chęcią bym jeszcze coś z dorobku samego Londona poznała. Zwłaszcza, że krytycy i czytelnicy zgodnie twierdzą, że to jeden z najsłabszych wyczynów pisarskich autora, a mnie już przekonał do siebie. Apetyt rośnie:)
      „Martin Eden” za Tobą, więc sama z kolei zaczęłaś od najlepszego, jeśli wierzyć fanom pisarza :) Potwierdzasz może, że warto?

      • Prawdę mówiąc, minęło tyle czasu, że już niewiele z „Martina Edena” pamiętam… poza tym, że czytałam z zainteresowaniem, bez przestojów, a losy bohaterów żywo mnie interesowały. Jakoś mi błyska w pamięci, że to powieść o sile charakteru; a myśl, że mogłabym do niej wrócić, jest bardzo przyjemna… więc chyba warto ;-)

        • Ponoć Martin Eden jest mocno autobiograficzny, a czego jak czego, ale siły charakteru Jackowi nie brakowało. Przynajmniej na to wskazują jego własne losy :)

  3. hmm, porownanie do Hemingway’a na pewno nie dziala mnie kuszaco, ale moze akurat ten tytuł bedzie troche mniej podobny do tego co stworzyl Ernest ?

    • Ten tytuł podobno jest w ogóle czymś odrębnym w pisarstwie samego Londona. Ale to on był pierwszy, więc to raczej Hamingway mógł się na nim wzorować :) Choć sądzę, że to po prostu dwóch twardzieli z amerykańskiej kultury zwycięzców. Albo się polubi, albo nie. Spróbować jednak warto.

  4. Dla mnie porównanie do Hemingwaya to komplement dla Londona. Bardzo mi się podobała powieść Komu bije dzwon. Co do Londona zmęczyłam swego czasu Biały kieł (to chyba była lektura za moich czasów) i podobnie, jak Ty zaliczałam jego książki do nurtu literatury chłopięco -męskiej. Czytam sporo klasyki, całkiem możliwe, że i na Londona przyjdzie kolej.

    • Guciamal,
      Miłośnicy Hemingway’a – łączmy się :) Tak, w moich ustach takie porównanie to wyraz podziwu dla autora, ale wiem, że wielu nie przepada za Hemingwayem i przyjmie moje stwierdzenie niczym ostrzeżenie ;)

  5. Ten „dziki urok” i „apetyt na życie”, o którym piszesz, to chyba taka cecha charakterystyczna pisarstwa Londona, sam był typem rzucającym się na wszystko, co napotkał na swej drodze (czy to życiowa okazja, czy to książka, czy to kobieta) z zapałem i żarłocznością wygłodniałego zwierza. (U Irvinga Stone’a jest zresztą nawet taki obrazowy opis – o wgryzaniu się w lektury i wysysaniu szpiku). Z tym Hemingwayem masz rację, piszą w pewnym sensie podobnie, to taka męska, chłodna a zarazem gorąca, trochę szorstka proza, a ja akurat dość lubię takie klimaty, nie non stop, ale czasem, dla urozmaicenia, działa orzeźwiająco. Jeśli jednak chodzi o poglądy na miłość i małżeństwo – nie mam pojęcia, jak w „Maleńkiej Pani” dokładnie ta kwestia została przedstawiona, ale to, co wyczytałam w biografii Londona trochę mnie od niego odrzuciło. Prócz całej afery z opuszczeniem pierwszej żony zapadła mi w pamięć historia, jak to żonaty w owym czasie pisarz odbył jakąś długą podróż pociągiem i spędził niemalże całą w ramionach dopiero co poznanej tam kobiety. Po wyjściu z pociągu rozstali się bez słowa. Mowa była o magnetycznym przyciąganiu między nimi, któremu nie można było się przeciwstawić, i o zupełnym braku skruchy u Londona – uważał się za nadczłowieka, który może dowolnie zaspokajać swoje namiętności.

    W każdym razie do „Maleńkiej Pani” mnie bardzo zachęciłaś. A ja ze swojej strony mogę „Edena” polecić, świetna książka, o poznawaniu siebie, rozwiewaniu złudzeń i przede wszystkim wielkim harcie ducha, możliwościach, jakie człowiek w sobie kryje i które mogą się wyzwolić, jeśli tylko otrzymają do tego odpowiedni impuls.

    • Naia,
      Właśnie tak: szorstkość i siła w połączeniu z dzikim romantyzmem. Mali chłopcy i ich wielka przygoda zwana życiem :)
      Biografię Londona tylko podczytuję póki co i do jego małżeństwa jeszcze nie dotarłam. Ale podobno w Maleńkiej Pani pojawia się druga żona pisarza, za którą szalał, ale z którą tworzyli wybuchową mieszankę. Może wyłożył w tej książce swoje poglądy na miłość właśnie? Bo to obraz wielkiego uczucia, kobiety idealnej i miłości jako wartości nadrzędnej. Żadnego mizdrzenia się i mazgajstwa – miłość jest albo jej nie ma, daje siłę albo zabiera sens życia. Romantyczna wizja w surowej oprawie człowieka czynu.

      Martina poszukuję. Tylko czy po takich zachętach sprosta oczekiwaniom? :) Bo już teraz wymagam od Londona naprawdę dużo. Nie potrzebuje taryfy ulgowej.

  6. Czytałam bardzo dawno temu i byłam wtedy ta książką zauroczona jak wogóle pisarstwem Londona.
    Ostatnio kupiłam sobie i będę czytać jeszcze raz.))

    • Natanna,
      Witaj serdecznie :)
      Dla mnie to dopiero początek znajmości z prozą Londona, ale bardzo obiecujący. I widzę, że jednak podbił parę serc niewieścich, które dały mu szansę ;)

  7. Dziękuję za tę recenzję, jakoś nigdy o tej książce nie myślałam, a jak widzę, warto po nią sięgnąć – poszukam:) Przyłączam się za to do grona wielbicieli „Martina…”, bardzo mi się ta książka kiedyś podobała.

    • I ja pozwalam sobie przyłaczyć do grona wielbicieli Londona, a „Martina Edena” w szczególności. Moim zdaniem jedna z najlepszych książek w historii literatury. Chętnie dzielę się książkami i pożyczam. Mój Martin zaginął kilka lat temu, ale niedawno dostałem kolejny egzemplarz – i po latach pochłonąłem jednym tchem. Jest w tej książce ukryta moc, która spływa na czytającego – polecam.

      • Padma, Artark,
        To już chyba oficjalne: „Martina Edena” NALEŻY przeczytać :) Nic dziwnego, że właśnie tego tomu brakuje w większości dostępnych dzieł zebranych pisarza – zaczytany lub zachomikowany.

  8. „Biały kieł” to jedna z ulubionych powieści mego dzieciństwa (Lepsza niż „Zew krwi”). Przyznam, że nigdy nie spotkałam się z podobną etykietką „książki dla chłopców”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s