Paweł Jaszczuk MARIONETKI

Ograny już, zwłaszcza za sprawą produkcji amerykańskich, motyw makabrycznych laleczek na pierwszym planie. Przedwojenny Lwów, głośny śpiewną gwarą swoich mieszkańców, którą trzeba najpierw poznać, by usłyszeć jej melodię brutalnie stonowaną równą czcionką drukarską. Bohater na tropie zła, który miota się niepewnie między samozwańczą misją śledczą, a groźnie popękaną fasadą życia prywatnego. Niby nic specjalnego, niby nic odkrywczego, a z przyjemnością wróciłam do świata wykreowanego przez Pawła Jaszczuka w jego, kolejnej po „Planie Sary”, kryminalnej odsłonie przygód Jakuba Sterna, dziennikarza pewnego bardzo wścibskiego brukowca. Autor pociąga za sznurki, a „Marionetki” tchną życiem.

 

Niech inni sy jadą dzie mogą dzie chcą
do Widnia Paryża Londynu
A ja si zy Lwowa ni ruszym za próg
Ta mamciu, ta skarz mnie Bóg!*

Fabułę tej powieści spójną klamrą spinają trupy. Od nich się zaczyna i równie efektownie na nich się kończy pościg za mordercą członków pewnej trupy (sic!) teatralnej. Kluczem do rozwiązania zagadki okazują się mistrzowsko skonstruowane marionetki, których smutnym przeznaczeniem jest towarzyszyć zbrodni zamiast sztuce. A na scenie kulturalnej ówczesnego Lwowa dzieje się niemało, o czym Jaszczuk chętnie napomyka mnożąc w tekście kolejne nazwiska wielkich i niezapomnianych, którzy uświetniali występami wieczorne życie zamożnych mieszczan. Podobnie jak i w pozostałych kryminałach retro, tak i tutaj miejsce i czas stanowią w dużej mierze o atmosferze książki. Szczegółowa topografia przestrzeni miejskiej, która tęsknie pobrzmiewa staropolszczyzną w nazwach, regionalna gwara doprawiona zwyczajowo zwrotami do innych w trzeciej osobie (wciąż żywa na wschodzie naszego kraju i jako maniera – wielce zaraźliwa), silnie zróżnicowana społecznie i narodowościowo ludność, z podziałami na dzielnice i rejony wpływów. O to wszystko autor zadbał, nie męcząc równocześnie czytelników pełnym arsenałem swej wiedzy. Umiar doceniony.

Bo gdzie jeszcze ludziom
Tak dobrze jak tu?
Tylko we Lwowie!
Gdzie śpiewem cię tulą
l budzą ze snu?
Tylko we Lwowie!

W „Marionetkach” redakcja prasowa zatrudniająca Sterna odgrywa większą niż za pierwszym razem rolę i jest to strzał w dziesiątkę. Międzywojnie to życie intelektualne i obyczajowe na pierwszych stronach gazet, gdzie kolejne skandale, konflikty i dyskusje rozbrzmiewały głośnym, opiniotwórczym echem w całym kraju. Świat sprzed ery telewizji i internetu żył prasą i wykorzystanie tego elementu w powieściach wydaje mi się kapitalnym dopełnieniem obrazu epoki, na co wcześniej nie zwróciłam uwagi.

l gdybym się kiedyś urodzić miał znów,
To tylko we Lwowie!
Bo szkoda gadania, bo co chcesz, to mów
Ni ma jak Lwów!

Jakub Stern jest mniej błyskotliwy od czytelnika i dłużej od nas męczy się z rozwikłaniem zagadki morderstw. To również należy docenić. Pochlebia nam Pan Autor, ale następnym razem – tak dla równowagi – niech utrze nosa naszej próżności. Bo też mam nadzieję na następne spotkanie z bohaterami „Marionetek” i ich miastem minionym.

 _____________________________________________________________________________

Paweł Jaszczuk, Marionetki, Prószyński i S-ka, 2012

* tekst piosenki „Tylko we Lwowie” (E.Schelchter/H.Wars)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s