Barbara Erskine DOM ECH

Barbara Erskine, autorka bestselerów o tak efektownie brzmiących tytułach jak „Mroki dnia”, „Na progu ciemności”, „Samotność o północy” czy „Szepty pustyni”, miała za zadanie lekko udramatyzować mój zbyt syty i zbyt sielankowy okres świąteczny. Zagryzanie makowca adrenaliną utoczoną z grozy, miast podlewania go wysokocukrowym sokiem z optymizmu obyczajowego, to nowatorska metoda obniżania kaloryczności ucztowania, której fazę eksperymentalną zakończył podwójny sukces: makowiec się już nie zmarnuje, a książka nie dołączy do sterty „niedoczytanych”. Sprawiedliwie jednak przyznać trzeba, że duet był to nierówny, ponieważ o ile ręczę słowem za najlepsze na świecie walory smakowe wypieków mojej mamy, to samą powieść „Dom ech” polecałabym tylko temu, kto się ze mną nie zgodzi w punkcie pierwszym. Czyniąc taką rekomendację zemstą podaną na zimno.

 

Niespodziewanie odziedziczona wiekowa rezydencja na wschodnim wybrzeżu wietrznej Anglii. Niepokojący testament. Piękna i mądra bohaterka. U jej boku zaradny i oddany mąż. W tle przyjaciel gotowy na każde skinienie. Zawistna i wredna siostra. Zagrożone życie dzieci. Szaleństwo, czarna magia, diabelskie moce, przekleństwo, śmierci i egzorcyzmy. Rodowe tajemnice sięgające czasów Wojny Dwóch Róż i rzucające mroczny cień na następne pokolenia mieszkańców Belheddon Hall. Posępna przeszłość i niepewna przyszłość. Och, czego tu nie ma. Powieść Erskine zapowiada się obiecująco – pomijając okładkę i tytuł – bo też trudno się oprzeć angielskim nawiedzonym posiadłościom, gdzie zagadki zamierzchłych czasów dodają blasku teraźniejszym niedogodnościom. Niestety schematyczność fabuły i papierowe postaci szybko studzą zapał czytelniczy. O dreszczach emocji również można zapomnieć brnąc po kolana w drewnianych dialogach. I chyba nie zaskoczę nikogo, że lekarstwem na wielowiekowe fatum jest miłość. I wybaczenie. I jeszcze trochę miłości.

Szukając horroru ulokowanego w nastrojowych okolicznościach przyrody trafiłam na romantyczny dreszczowiec, z naciskiem na romantyczność, gdzie prym wiodą tragiczne namiętności, nie zaś mrożące krew w żyłach wydarzenia czy zjawiska. Największym problemem bohaterów okazują się w efekcie ich rodzinne dramaciki, a niepewność budzi jedynie siła więzów małżeńskich. Barbara Erskine i jej „Dom ech” zapewniają w gruncie rzeczy jedynie lekkostrawną papkę obyczajową z malowniczo rozmieszczonymi w ciemnych kątach rezydencji duchami uniesień i udręki. Organizm dłużej trawi makowca niż taką historię.

______________________________________________________________

Barbara Erskine, Dom ech, Prószyński i S-ka, 1997

Reklamy

13 thoughts on “Barbara Erskine DOM ECH

  1. Ironia losu, że najsłabsza książka ostatnich tygodni zdołała mnie utrzymać przy lekturze do ostatniej strony, prawda? Widać czasem wystarczy do szczęścia dobry powód do narzekań :)

    • Czyli po prostu potrzebowałaś prostej, niewyrafinowanej rozrywki. Jeszcze tylko Sylwester w remizie z dancingową orkiestrą i rzucisz się z pazurami na każdy tekst bardziej skomplikowany niż „Majteczki w kropeczki”:PP Widzę oznaki odrodzenia:D

        • To ja sobie dopiszę twórczość pani Erskine do listy środków leczniczych, zaraz po przewożeniu ziemi ogrodowej taczką. Chociaż ja mam tak spaczony gust, że jeszcze by mi się to dzieło spodobało:P

          • „Książki przeczyszczające – dozować ostrożnie!” ;))

            Z tym gustem to może być i tak, że to ja się zupełnie nie znam, a butnie feruję wyroki. Książki Erskine mają całkiem wysokie oceny na serwisach książkowych. Dlatego zresztą chciałam jej popróbować. Zbłądziłam jednak w obce strony :)

              • Dawnymi czasy, zanim odkryłam istnienie blogów, tylko na biblionetce można było dowiedzieć się czegoś o nowym tytule. Czasem nawet zgadzałam się z wyrażoną liczbowo opinią mas :) Ale średnia oparta na niereprezentatywnej próbce obarczona jest swoimi wadami. Urok felernej statystyki ;)

  2. To widzę, iż książka powinna raczej nosić tytuł: „Dom, ech…” :)

    Ja sobie wybrałam wyjątkowo ciężkostrawną lekturę na Święta. Czytam ją do dzisiaj, a ma tylko 196 stron!

    • Claudette,
      Pobiegłam sprawdzić co też dało Ci tak w kość i to chyba Coetzee? Bo nie Montgomery czy Sigurdardottir, którą będę wychwalać lada moment sama? :) U mnie zdecydowanie coś lekkiego wygrało, ponieważ w święta czytam z doskoku i szkoda mi napoczynać w takich warunkach poważniejsze książki.

  3. Witam, jeśli ktoś miałby tą książkę i chciałby ją odsprzedać jestem chętny i jest to pilne dla mnie, co do ceny napewno się dogadamy :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s