W MAŁYM GARNUSZKU czyli figle rytualne

Hej! Bo drzewko nasze nie było ani takie, ani siakie. Ani zbytnie w błyskotki kupne, sztuczne śniegi, niemieckie diabełki, aniołki, szklane kulki i inne wykrętasy, ani, Boże broń, stylizowane ludowo i na „polsko”.

To było poczciwe, praktyczne drzewko, jakie w Polsce stawiano (jeśli stawiano) przed trzystu laty, kiedy żadnych tam syntez polskości i ludowości od święta wysentymentalniać nie trzeba było, bo skrzypiał nimi każdy żuraw każdej studni.

Drzewko więc było w dary konkretne zasobne i chodzić mogłeś koło niego, bracie, trzy dni i objadać się gruntownie.

Poza świeczkami i lepionymi w domu łańcuchami z różnokolorowego papieru, wszystko tam można było w gębę włożyć. Od góry do dołu czerwieniały „pepinki” – małe kolorowe jabłuszka, zawieszone na różnobarwnych włóczkach. Równie obficie wisiały figi, pierniki, złocone i srebrzone orzechy i duże cukierki „kri-kri”. W papierowych koszyczkach znajdowałeś, człowieku, malagę (suszone winogrona), migdały, daktyle itd. Doskonałości te zrywało się na miejscu i rozdzielało między parobczańską dziatwę.

Teraz od świąt szedł jeden ciąg festynów aż do Nowego Roku. Każde z nas przywoziło przynajmniej po dwóch kolegów lub koleżanki. Korepetytorzy, którzy latem z nami dukali, też przyjeżdżali i zwozili kolegów. Do nauczycielek też zjeżdżały jakieś przyjaciółki – stare panny – przyjeżdżały z matkami i ciotkami dawne nauczycielki i bony, z którymi zachowywały się serdeczne stosunki, namykały się dawne rezydentki, zamienione ongiś z sąsiednimi dworami po jakichś awanturach do czasu na inne, ściągali z rodzinami wszyscy „klienci domu” – ksiądz, adwokat, doktor, wuj Sewerutek, przyjeżdżało z Wodoktów trzech osiłków, synów rządcy.

Zawiązywały się tam flirciki platoniczne, wzdychania, utarczki babskiego i męskiego obozu, przeplatane tradycyjnymi psikusami, jak słanie prześcieradeł na prętach leszczynowych zamiast na ramie z materacem, podczas gdy pod łóżkiem stawiano nieckę z wodą, zaszywanie w mankietach rękawów nocnych koszul i wsypywanie w nie mąki; płeć męska wywzajemniała się straszeniem, co dawało pole niewiastom bać się, a „bać się” pojmowano jako nieodłączny atrybut kokieterii i kobiecości: więc wieszaliśmy lub kładli na łóżka w damskich pokojach manekiny imitujące trupy, więc ukazywaliśmy się szarą godziną w bieli prześcieradła, brzękaliśmy po strychu łańcuchami, wyliśmy jako wilki w zagajach. Były to figle, że tak rzekę, rytualne, uświęcone tradycją i niekaralne. (…)

Taki oto we dworze całym od Bożego Narodzenia do Nowego Roku gwałt panował a skweres; następowała mobilizacja służby domowej, to znaczy dziopy wiejskie odrabiały dniówki robocizny, tłukąc talerze i szklanki, a nad tym całym rozedrganym harmidrem rozpięte było pytanie: „gdzie się ich wszystkich położy?”.

– Babciu, gdzież go jeszcze zmieścimy? – pytają wnuczki babki, która czyta list Józia Mickiewicza zwiastującego swój przyjazd (ów Józio jest to pięćdziesięcioletni stary kawaler).

– W małym garnuszku kaszka smaczniejsza – odpowiada ze szczerym zadowoleniem babka.

***

Obyśmy wszyscy trafili na równie wesołe i przytulne „garnuszki” w nadchodzących dniach :)

Radosnych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia

Melchior Wańkowicz, Szczenięce lata…, Prószyński i S-ka, 2009, s. 27-28

*źródło zdjęć: internet

Reklamy

9 thoughts on “W MAŁYM GARNUSZKU czyli figle rytualne

  1. Dziękuję i z wzajemnością „męskiemu obozowi” życzę ;)

    ZWL,
    Uczta językowa u Wańkowicza ma zaostrzać apetyty. Na świąteczne smakołyki i nie tylko :)

  2. Niech będzie w małym garnuszku, na małym talerzyku, byle atmosfera świąteczna była niepowtarzalna. Radosnych Świąt:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s