Powinno się czytać

Czuję zamęt w głowie, więc otwieram ten zeszyt tylko na chwilę, żeby udzielić sobie poważnej reprymendy. Jestem fałszywa; jestem niewiele warta; jestem bezsensowna; wyrabiam w sobie zwyczaj popisywania się w trakcie rozmowy. (…) I aż nazbyt często śnię o sobie samej. Cóż, wobec tego, że nadchodzi wiek średni, a stulecie posuwa się naprzód, bardzo ważne okazuje się surowe traktowanie takich wad. Jakże łatwo mogę zostać egoistką o ptasim móżdżku, domagającą się komplementów, arogancką, ciasną i przywiędłą. Żeby to w sobie poprawić, żeby wyjść poza swoją absurdalną, małą osobowość, reputację i całą tę resztę, powinno się czytać; dostrzegać ludzi na zewnątrz; więcej myśleć; pisać bardziej logicznie; a przede wszystkim bardzo dużo pracować i ćwiczyć się w anonimowości. Zachowanie ciszy w towarzystwie albo wygłaszanie sądów stonowanych, a nie pokazowych, także jest „wskazane”, jak powiadają doktorzy. (…)*

 

Moja „absurdalna, mała osobowość” wzięła ostatnimi czasy górę i czytanie zupełnie nie smakuje, tak jak powinno. Bo jednak powinno być czymś więcej, niż zaliczaniem stron i tytułów. Leżą więc kolejne napoczęte tomy wokoło, a ja szukam zagubionego smaku przyjemności. Rzecz przedziwna, ale nawet kupowanie nowych książek w takim stanie nie podnosi poziomu adrenaliny, a serotonina zaledwie z lekka musuje, gdy upatrzę egzemplarz unikatowy za psi grosz. Źle się dzieje…

 

W takich to niesprzyjających warunkach przyszło mi „radować się” z kilku nowych nabytków. Drobiazgi, ale dawniej skakałabym pod sufit na ich widok. Dziś ze stoickim spokojem odkładam je na lepsze czasy.

Jest wśród nich garść kryminałopodobnych:

  • Nesbo-mania mnie w końcu przekabaciła i postanowiłam wypróbować to nowe danie w skandynawskim sosie;

  • Grobowa cisza” A.Indridason – nadal wydaje mi się, że głód islandzkiej literatury, rozbudzony przez Sigurdardottir i jej powieści, we mnie żyje; choć może to już tylko nawyk kompletowania;

  • trylogia Carofiglio: Świadek mimo woli, Z zamkniętymi oczami, Ponad wszelką wątpliwość to poszukiwania nowego, choć z wysoką oceną Lirael, więc bez wielkiego ryzyka jak mniemam;

 

Jest biograficzne trio:

  • Frida” H.Herrery to sztuka, na którą polowałam latami, odkąd w Wysokich Obcasach przeczytałam artykuł o malarce, a były to zamierzchłe czasy przedfilmowe; na co teraz będę polować, skoro WO nie czytam od dawna?

  • Krzywicka. Długie życie gorszycielki” A. Tuszyńska – niezwykła kobieta żyjącą w ciekawych czasach, o której istnieniu należy mieć pojęcie, jak przekonują blogerzy oczytani i obyci;

  • Twarz Tuwima” P. Matywiecki – do mojej kolekcji tuwimaliów; cieszy niczym urokliwa pogoda za oknem;

 

I jeszcze kilka białych kruków, którym wartości w moich oczach miała dodać śmiesznie niska cena:

  • Kobieta ze śniegu” L. Lehtolainen – nikt jej nie chciał w antykwariacie kupić, ludzie chyba jednak zbyt mało czasu spędzają w internecie jeszcze;

  • Papillon” H Charriere – bardzo wychwalana porcja francuskiej literatury, może i mnie zachwyci, kiedyś;

  • 101 Reykiavik” H.Helgason – Islandii część dalsza w moich zbiorach, z tym, że ten tytuł jest równie trudno dostępny, co wysoko oceniany;

  • Zamknięte drzwi” M. Szabo – nie wierzyłam, że tak mało popularna pisarka jest nieosiągalna, więc ruszyłam na poszukiwania i zdobyłam; veni vidi vici i kolejny tytuł zapcha mi półki;

  • Piknik pod Wiszącą Skałą” J. Lindsay – zaprawa pod film, który w końcu wypadałoby zobaczyć;

  • Czarna Wenus” A. Carter – w dowód zaufania do autorki zrobiłam zapas, bo gdy już przeczytamy „Mądre dzieci” w klubie, tej książki mogło już nie być w zasięgu;

 

A na koniec tego festynu smutku i żałości – wszystkiego po trochu, bez ładu i składu:

  • Piłat” M. Szabo – a Świniobicia wciąż brak, choć to pewnie jedyny tytuł mi potrzebny, bo pod stadne czytanie przydatny;

  • Pełnia życia panny Brodie” M. Spark – polską wersję w końcu sobie sprawiłam, i już nawet czytam (choć końca tej 120-stronicowej historii będę jeszcze długo wyglądać pewnie), a na dodatek okazuje się, że w oryginale wszystko pojęłam (szokujące i niepojęte są zdolności, które we mnie drzemią – aż strach z domu wychodzić, by świata przypadkiem z posad nie wysadzić);

  • Rodzina i przyjaciele” A. Brookner – autorka polecana przez Anię i Buksy, zatem warto wypróbować na sobie;

  • Opowieść o Blanche i Marie” P.O. Enquist – na fali skandynawskiej gorączki różni ich „wybitni” potrafią człowieka do siebie przekonać;

  • Kochanek dziewicy” P. Gregory – zabrzmi wykrętnie, ale to zakup pod mamę, której spodobały się dwa pierwsze podsunięte przeze mnie tomy z tej tudorowskiej serii; u mnie i tak się kurzyły;

  • Złodziejka” S. Waters – może w klubie czytelniczym w końcu jej się uda zyskać poparcie większości, a ja będę na to przygotowana; i wtedy przeczytam;

  • Fala upału” P. Lively – kolejna autorka z polecenia Ani, a może i lektura klubowa?

  • Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki” M. Pagnol – pisarz mignął mi kilkakrotnie w ciekawym kontekście, a i z pierwszej (?) blogowej notki ZWL pozostała ciekawość tego tytułu;

  • Niech wieje dobry wiatr” L. Olsson – książka podpatrzona u Lirael, dawno już temu, ale nigdzie mi się nie spieszy (bo też co innego pozostaje mi mówić przy moim tempie czytania?);

  • z serii literatury czeskiej wzbogaconej o filmy zafundowałam sobie póki co dwa tomy: „Śmierć pięknych saren” O. Pavel i „Czarny Piotruś” J. Papousek

  • Doppler” E. Loe – wahałam się do czasu, gdy Mary podgrzała atmosferę wokół tego tytułu; ale póki co, seria na półce prezentuje się coraz okazalej;

  • Świat zabawy” E. Wharton – nieznajomość z tą autorką psuje mi trochę humor, ale nie na tyle widać, bym cokolwiek zmieniała;

  • Kolor purpury” A. Walker – Pulitzera tropem; czasem podążam;

Wiele drobnych marzeń te książki spełniły, ale samo ich posiadanie wiosny nie czyni (parafrazując lub tylko wplatając ludową nutkę) jak się okazuje. Nie czytam. Pod choinką również nie będzie u mnie książek. I zupełnie mnie to nie smuci. Nasycenie osiągnięte. Mogę znaleźć nowe hobby. Lub marudzić sobie pod nosem dalej…

*V. Woolf, Chwile wolności. Dziennik 1915-1941, WL, Kraków, 2010, s. 335

Reklamy

25 thoughts on “Powinno się czytać

  1. „Papillon”, ooch, jak zazdroszczę, chciałabym zobaczyć go kiedyś na własnej półce.
    Mam nadzieję, że radość z nowych nabytków i przyjemność czytania wkrótce powróci, a póki co – marudź ile wlezie, masz do tego pełne prawo ;)

    • Izusr,
      Prawo prawem, ale nikt nie lubi malkontentów ;)
      A o „Papillonie” na blogach cicho jakoś, ale może to dlatego, że pozycja jest niedostępna i starsza już?

  2. Świetny cytat z Woolf, ona jest niesamowita.
    Owszem, „powinno się czytać”, ale nic na siłę. Z doświadczenia wiem, że najlepszy sposób na tzw. kryzys czytelniczy, który mnie też czasem dopada, to po prostu spokojnie przeczekać. :)
    Jak zwykle u Ciebie nowości nie tylko przyspieszające bicie serca, ale i pięknie sfotografowane! Tradycyjnie w zacnym towarzystwie. :)
    Ogromnie jestem ciekawa, czy spodoba Ci się Carofiglio. Planowany wyjazd do Bari śladami mecenasa Guerrieriego niestety, nie odbył się, ale wspominam tę serię całkiem miło.
    „Rodzina i przyjaciele” to świetna książka, ale mnie podobał się bardziej „Hotel Du Lac”, polecam. I niezmiennie „Opatrzność”.
    Trzymam kciuki, żeby powieść „Niech wieje dobry wiatr” podbiła również Twoje serce.
    „Piknik pod Wiszącą Skałą” jest cudowny i pięknie komponuje się z tematyką książki Spark. :) Tu kciuków nie trzymam, bo przypuszczam, że i tak niepotrzebne. :) Jako ciekawostkę dodam, że moim zdaniem to jeden z niewielu przypadków, gdy film jest lepszy od pierwowzoru literackiego.
    Na Nesbø od dawna mam ochotę, bardzo mi go poleca koleżanka, która jest koneserką w dziedzinie skandynawskich kryminałów. Podobno świetny, ale obawiam się, że dla mnie trochę za mocny. Ale może kiedyś się odważę. :)
    A „Doppler” jest super.
    Miłej lektury i niezapomnianych wrażeń. Przedświąteczne serdeczności.

    • Lirael,
      Cierpka Woolf jest idealna na takie chandry. Choć nie pomaga, to jakby rozumiała weltschmerz innych.

      Brookner wzięłam, co akurat było przy okazji innych zakupów. Padło na tytuł bardziej autobiograficzny jak rozumiem, ale za innymi też się rozglądam, zwłaszcza że na forum może coś „stadnie” przeczytamy :)

      Widzę, że sporo z moich nabytków znasz, nie tylko te, które od Ciebie „zapożyczyłam” :) „Piknik” ma właśnie opinię wybryku natury, czyli książki gorszej od reżyserskiej wizji Weir’a. Ale może to za sprawą kolejności poznawania, bo jednak obraz jest popularniejszy i o prozie mało kto wie? Lub też z powodu większej tajemniczości, ponieważ książka ponoć wiele wyjaśnia, a film kusi niedomówieniami? Okaże się w przyszłości. Szkoda mi w obecnym stanie marnować ten tytuł – mało rzeczy mnie obecnie zachwyca, a niestety wiele ich „nadgryzłam” i już takie okaleczone nastrojem pozostaną.

      Również pozdrawiam.

  3. Czyżby to wina aury? Bo u mnie z czytaniem identycznie jak u Ciebie; choć przypuszczam, że urlop przełamałby impas. Na szczęście święta za pasem. Czytałam „Fridę” kilka lat temu, mam w pamięci, że to dobrze napisana biografia, a przede wszystkim wartościowa merytorycznie. Jednak ostatnie strony ciężko wytrzymać.

    • Eireann,
      U mnie ten zgrzyt czytelniczy trwa już jakiś czas jednak, choć myślałam, że mogę go zaczytać :)
      To raczej jakiś rodzaj przeforsowania czytelniczego – za dużo czeka tytułów na półkach, za dużo widzę na blogach nieznanych (niekoniecznie nowych) rzeczy, za dużo staram się przyspieszyć, by nie przegapić za wiele… A ze mnie widocznie za słaby zawodnik na takie forsowne hobby ;)

      Ciekawość Fridy trochę zepsuł mi swego czasu film, ale jednak chęć przeczytania pełnej biografii pozostała. Niestety, bo to kolejny tom do upchnięcia gdzieś. A muszę krzesła uwolnić od książek do świąt, żeby przy stole było na czym siadać. Chyba że szwedzki bufet wigilijny urządzę, a krzesła niech dalej dźwigają me literackie brzemię :)

  4. Pagnol nie był moją pierwszą notką, ale zdecydowanie pochodzi z jakichś prapoczątków (sodówa mi chyba musuje, bo te prapoczątki to był styczeń roku bieżącego:P). A o Papillonie (sam kupiłem na wyprzedaży za grosze lata temu) cicho, bo wszyscy już pewnie przeczytali, jak ja, i nawet film zdążyli obejrzeć. Oba dzieła bardzo zacne. Pagnol za to świetny na takie czytelnicze niezdecydowanie, ja już krążę wokół tomu drugiego, ale tak mi się szkoda do niego zabierać:D

    • Zacofany w lekturze,
      To może pierwsza książkowa notka? Albo pierwsza jaką przeczytałam? Na pewno wszystko mieściło się jeszcze na Twojej stronie głównej wówczas ;) Swoją drogą to tak lekko potraktowałeś ten tytuł, że do momentu zakupu sądziłam, że to cienka i niepozorna historyjka. A tu klops i kolejna cegiełka w zestawie.

      Papillona chyba jednak nie czytali jeszcze wszyscy. Na b-netce nie tak znowu wiele ocen. A i sfera blogowa dość młoda się zdaje (albo to z mojej perspektywy wieku tak wygląda różowo), więc lata temu mieli inne lektury na uwadze ;P

      • Maiooffko, lepiej pamiętasz lepiej ode mnie:) Szósta kolejna, faktycznie druga książkowa:D „Papillon” nie na Twój obecny stan, bo książka dość przygnębiająca miejscami. Może jakiś dobry horror by Ci wszedł? Taki Tengu Mastertona, obrzydliwy do bólu, akurat, żeby potem zapragnąć lektury czegoś bardziej wyrafinowanego:P

        • O Muminkach mogłam zapomnieć, bo nie należę do oddanych fanów. Choć sama autorka urzekła mnie swoim „Latem”. Zatem „ziołowa” książka Pagnola była dla mnie pierwszym tekstem u Ciebie i od razu kupionym :)

          Moje odsunięcie się od czytania nie przekłada się na humor ogólny. To nie chandra. Tylko tajemnicza niemożność skupienia się na tekście, kiedy nawet bym coś przeczytała. Rozbabrana leży trylogia Cornwella, Spark, Iwaszkiewicz, Tyrmand, Wańkowicz, Klonowski i parę innych (w sumie kilkanaście), a ja nie mam potrzeby do nich wracać i zabieram się za nowe dzieła. Burdel czytelniczy uprawiam ;P

  5. Myślę, że z Doplerem czeka Cie sporo zabawy,Rodzina i przyjaciele nie zawiodą, a Panna Brodie podrasuje chęci do życia i czytania jednocześnie ;).

    • Buksy,
      Żeby to takie proste było, to bym pewnie już Spark skończyła czytać kilka dni temu. Zupełnie straciłam kontakt z tekstem, prócz wzrokowego. Każda książka to teraz dla mnie chaos zdań i postaci. Szkoda dobrej literatury na mój stan. Jakiś wciągający bubel raczej by się przydał :)

  6. Kasiu,
    Ta przypadłość nie omija żadnego czytelnika jak sądzę, dlatego tylko ten jeden raz sobie ponarzekam i już nie będę więcej ofiary z siebie robić. No big deal :)

  7. Ja teraz czytam jak maszyna, ale nic nie piszę. Świniobicie mogę pozyczyć, jest aktualnie w Gdańsku, może zahaczyć o Twoje miasto, zanim wróci do mnie? Czy i tak nie dasz rady się zmobilizowac?

    • Iza,
      Pisanie już w ogóle jest u mnie w stadium zaniku, o czym nikogo nie trzeba pewnie przekonywać ;) Zazdroszczę jednak tego zaczytywania się. Nawet Agathy już próbowałam – przy okazji chciałam coś o Marple wynotować w wiadomym celu – ale i ona tym razem nie zadziałała.
      Świniobicie Ania obiecuje gdzieś na wiosnę w klubie, więc może do tego czasu znajdę własny egzemplarz. Obecnie i tak pewnie bym w siebie wmuszała niczym porcję wątróbki, więc tylko dziękuję za dobre chęci :)

  8. Każdy mol ma w swoim życiu takie momenty przesytu książkami, ale nie martw się- minie ;)
    Aż miło patrzeć na te stosiki wśród stosów książek ^^
    A Nesbo to nie takie całkiem nowe danie- czytałam kilka lat temu „Trzeci klucz” i niedawno byłam bliska dokonania zakupu dokładnie takiego jak Ty (czyli trylogii Nesbo), ale… nie wiem czemu się wstrzymałam :P
    Stosy piękne, życzę zatem miłej lektury w lepszych czasach. Mnie też czasem nawet kupowanie książek nie cieszy. Zabijam wtedy to dziwne uczucie… kupowaniem ubrań! Niezawodny sposób na wydawanie pieniędzy z przyjemnością :D

    • Kryzys już mija, na szczęście, ale powoli ;)

      Nesbo oczywiście już od dawna gości na naszym rynku, masz rację. Miałam na myśli moje własne podwórko – długo zwlekałam, bo sądziłam, że moda na niego minie. Ale że każda kolejna książka tego autora wzbudza entuzjazm, to jednak się złamałam i popróbuję sama w końcu. Choć nadal jestem sceptyczna :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s