Grażyna Trela OBRAZKI Z NEBRASKI

Wdzięczna to materia literacka – i zawsze znajdująca chętnego czytelnika, jeśli z talentem serwowana – beztroskie wspomnienia z dzieciństwa. Bez zbędnej jeszcze polityki, bez późniejszego zgorzknienia, bez złożoności uwikłań życia. Wyretuszowana zgrabnie przez zaradny w tym względzie umysł ludzki, pozwala tak autorowi jak i nam uwierzyć, że kiedyś było lepiej. Może i gorzej, ale jednak wspanialej.

Czy inaczej ma się sprawa ze wspomnieniami Grażyny Treli, scenarzystki, reżyserki, pisarki, której dzieciństwo przypadło na lata sześćdziesiąte XX wieku – polskiego peerelu w pełnym rozkwicie? Czas już dziś tak odległy, że ówczesny świat bez internetu w zasięgu ręki, bez kolorowej telewizji z dostępem do setek kanałów, bez telefonów (nie tylko komórkowych!) czy bez porządnej pary dżinsów to nie tylko dla współczesnego nastolatka egzotyka zamierzchłej przeszłości. Totalny oldskul, skansen i retro.

Myli się jednak ten, kto sądzi, że „Obrazki z Nebraski” zapewnią mu chwilę relaksu w świecie piękniejszym i szlachetniejszym, bo dawno minionym i widzianym oczami dziecka. Grażyna Trela przejawia wyraźne zamiłowanie do rozwiniętej dramaturgii, jak również nie stroni od wszelkich patologii społecznych, krwawych jatek, tragedii ludzkich czy ogólnie pojętej makabry.

(…) psisko dowlokło się do parku. Było zakrwawione i połamane. Kości przebiły mu skórę i sterczały ostrymi końcami. Po ciemnej smudze na trawie widać było, że dowlókł się na przednich łapach, resztę ciała ciągnąc za sobą. Położył się w krzakach i straszliwie wył. (…) Ktoś powiedział, że „trzeba psu przyłożyć w nos, to od razu zdechnie”. (…) Najstarszy chłopak zabrał dziewczynkom kij i spróbował przyłożyć psu w nos. Uderzał kilkakrotnie. Trafiał w różne części ciała, tylko nie w punkt o który chodziło. W końcu zrezygnował i oddał drąg następnemu dziecku. Pies ledwie zipał i cały się trząsł. Następne dziecko też nie umiało trafić w psi nos. Zmieniali się ochotnicy, kij ociekał krwią, a pies ciągle żył i skowyczał przeraźliwie. Przy każdym uderzeniu.”

Jeżeli w ten subtelny sposób autorka starała się udowodnić, że świat wokoło młodych obywateli naszej demokracji socjalistycznej, zatem ten sprzed epoki brutalnej telewizji i agresywnych gier komputerowych, był okrutny – udało się. Kto sądzi, że dziecięca niewinność trwała niegdyś do pełnoletności, niech czyta. O rzeźni źrebaków, o zadziobywaniu papużek, o zatłukiwaniu psów kijem i innych wspaniałościach świata peerelowskiej fauny i flory. Jakby podobnie barwnych scenek było mało, Trela wplata w swoje wspomnienia fabularyzowane historie intymne innych ludzi. Lokalnego pijaczka Ryśka, który „pokazywał” za piwo. Pawełka, który uparcie czekał na samochód, który go uderzy i „naprawi”. Julki kuszonej figurką Maryi z Lourdes przez „wujka”. Nie brak zatem w książce Treli obrazków z ciemnej strony życia, których usilne nagromadzenie i rozbudowanie przypomina krzyczące wielkimi czcionkami zza kioskowych szyb tabloidowe doniesienia. Odcięcie się od lukrowanych sentymentów z dzieciństwa w przypadku „Obrazków z Nebraski” przybrało wyjątkowo uciążliwą formę brawury w podsuwaniu sensacji.

A jednak jest to nadal garść wspomnień z ciekawej epoki, która dla Grażyny Treli była również czasem dojrzewania i pierwszych inicjacji. Jak przystało autorce niepokornej, gotowej ukazywać brzydotę świata pod lupą słowa, opisuje ona z pełną szczerością swoje pierwsze erotyczne doświadczenia i eksperymenty oraz podwórkowe zwyczaje i zajęcia. A to wszystko w czasach ulicznych saturatorów, orenżady w proszku wyjadanej palcem, radzieckich filmów w telewizji, wielogodzinnych seansów pod tytułem „przepraszamy za usterki”, ciągłych problemów aprowizacyjnych, czynów społecznych, książeczek SKO, wycieczek zakładowych i wielu innych reliktów tamtej, wcale nie tak szarej, epoki.

Książka Grażyny Treli przyprawiła mnie o bóle – brzucha i ducha. Jej wspomnienia beztroski wieku jedenastu lat, okraszone zbyt hojnie incydentami okrutnymi, smutnymi lub „tylko” dramatycznymi, tracą na wiarygodności w tym „sensacyjnym” i dorosłym ujęciu. Próba ciągłego szokowania i budowania napięcia kończy się bowiem przeważnie niesmakiem. Nic nie zastąpi błyskotliwości gawędziarza, zdolnego dodać blasku przeciętności zdarzeń zgrabną puentą lub woltą myślową.

Grażyna Trela, Obrazki z Nebraski, Prószyński i S-ka, 2011

***

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka

Advertisements

13 thoughts on “Grażyna Trela OBRAZKI Z NEBRASKI

  1. G. Trelę pamiętam z kilkunastu filmów, najlepszy z nich to bodaj „Pożegnanie jesieni” Trelińskiego. Aktorka taka sobie, dość barwnie się ubierała, a reżyserzy dla odmiany chętnie ją rozbierali;) Śmiem twierdzić, że lubiła błyszczeć i skupiać na sobie uwagę. Może teraz kontynuuje ten „trend” w prozie?:)

  2. O aktorstwie autorki nie miałam pojęcia. Zatem to prawie opowieść celebryty? ;)

    Chęć przykucia uwagi zdecydowanie z tekstu wyziera. Niestety dla mnie trąci to jakąś desperacją. Bez tych wszystkich „bonusów” książka zdecydowanie byłaby strawniejsza. I przyjemniejsza, bo jednak człowiek lubi wspólnie powspominać i zakrzyknąć czasem „Też to pamiętam!”. Choć na inną dekadę moje dorastanie przypadło, to okazuje się, że wiele rzeczy wówczas trwało niezmiennie :)

    • P. Trela chyba jeszcze przy scenariuszach maczała palce;)

      A okładka taka słodka;))) (to a propos dawki okrucieństwa). Jeśli trafi się w bibliotece, pewnie ją pożyczę – z czystej ciekawości, co wysmażyła.

      • O scenariuszach wspomina notka okładkowa. Ale kto by tam znał wszystkich „współ-„, sobie pomyślałam i machnęłam ręką :)

        Okładka bardzo udana, to prawda. Ale w moim odczuciu zupełnie gryzie się z zawartością.

    • ZWL,
      Naprawdę? No proszę :)
      Traktowałam książkę raczej jako tekst o ciekawych czasach, które znali moi rodzice, a do mnie dotarły już tylko jako echa schyłku epoki.

      Aniu,
      Nie kojarzę tego tytułu. Będę musiała poszperać w sieci i może się doedukować. Choć fragment o psie tak naprawdę mocno zniechęcił mnie do wszelkich dalszych kontaktów.

      • Można w nim było pooglądać muzyczne sławy lat 80-tych, ale o czym była fabuła – nie kojarzę;( Janda chyba też tam śpiewała. A na p. Trelę chodzono szczególnie przy okazji „Łuku erosa”, tytuł wymowny;)

  3. Wychodzą na wierzch moje braki z obycia kulturalnego ;) Nic to, poszukam i obejrzę. Oba tytuły już sobie odnotowuję. Dzięki za ciekawe tropy, bo oba filmy wydają się całkiem całkiem.

    Dla mnie takim „ciałem” peerelowskich obrazów zawsze była Szapołowska, która mimo dystyngowanego już wieku, w wywiadach nadal pytana jest przede wszystkim o pozy i wygięcia, a nie o same role ;)

  4. „To tylko rock” nie był filmem powalającym, ale takie „Pożegnanie jesieni” b. lubię do dzisiaj.

    Co do p. Szapołowskiej – ostatnio mignęła mi w Rezydencji – nawet w ubraniu potrafi przybierać niezłe pozy. Jak dla mnie – sztuczne niestety;( Zresztą w ogóle nie cenię jej sobie jako aktorki.

  5. Nie będę się nastawiać na arcydzieło w takim razie, ale i tak z chęcią obejrzę coś starszego, bo z lat osiemdziesiątych niewiele znam tytułów. Z kolei takie „Pożegnanie jesieni” wymagałoby pewnie wcześniejszej lektury powieści. A ja się chyba boję Witkacego nadal. Dawno temu, bo jeszcze w szkole, próbowałam się mierzyć z „Nienasyceniem” i za daleko nie zaszłam w tym temacie :) Chociaż jeśli moje czytanie nadal będzie w trybie „slow reading” to mogę sobie i Witkacego dukać po stronie dziennie…

    Szapołowska już chyba za leciwa na rozbieranki – chyba że fetyszyści sobie coś nakręcić zechcą ;) – ale nazwisko nadal przyciąga publikę, która pamięta to i owo z dawnych lat. Śmieszy mnie jednak, gdy za każdym razem kolejni rozmówcy traktują ją niczym eksperta w sprawie erotyki w polskim filmie. Takich lokalnych „ekspertów” sporo się kręci w Ameryce :)

  6. „Pożegnanie…” oglądałam kilka razy, do tej pory nie znam powieści i nie uważam, żeby mi o przeszkadzało w odbiorze;)
    Obecnie Szapołowska ma przyciąga chyba z zupełnie innego powodu czyli konfliktu z b. pracodawcą;(

  7. Ja miewam zawsze spore opory przed obejrzeniem jakiejś ekranizacji, jeśli nie znam pierwowzoru. Zazwyczaj obraz ogranicza potem mój odbiór tekstu. W ten sposób już mnóstwo filmów odłożyłam na odległy czas. Albo i na zawsze ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s