Z NOSEM W JEDWABNEJ PODUSZCE

Olga leży na kanapie z nosem w jedwabnej poduszce.

Gubię się w domysłach:

„Co się stało?”.

Wreszcie, aby rozproszyć katastroficznie gęstniejący mrok, proponuję nieśmiało:

– Może chce pani, żebym trochę pani poczytał?

Milczenie.

– Mam ze sobą Satiricon Petroniusza.

Po nader wymownej pauzie:

– Nie chcę. Jego bohaterowie to żałosne, zazdrosne bydlęta…

Głos jak z czyśćca:

– …nie pozwalają, żeby ich kochankom ktoś inny „wycierał ręce za dekoltem”.

Olga wydobywa nos z poduszki. Starł się z niego puder. Płatki nozdrzy poróżowiały i lekko obrzmiały.

– A w ogóle to jak pan śmie proponować mi słuchanie Petroniusza! U niego chłopcy „grają o swoje tyłki w kości”.

– Olgo!…

– Co „Olgo”?

– Chcę tylko powiedzieć, że Rzymianie nazywali Petroniusza „arbitrem wykwintu”.

– Ach, tak!

– Elegantiarum…

– Tak-tak-tak!

– …arbiter.

– Basta! Wszystko zrozumiałam: szokuje pana to, że boli mnie brzuch!

– Brzuch?…

– Uwertury, jakie wygrywa mój żołądek, wyprowadzają pana z równowagi. Jest panu wstrętnie siedzieć obok mnie. Najpewniej chciał pan przeczytać mi to miejsce z Satiriconu, gdzie Petroniusz zaleca, aby „nie ograniczać się, jeśli ktoś czuje potrzebę… dlatego, że nikt z nas nie urodził się zapieczętowany… że nie ma większej męki od powstrzymywania się… że tego jednego nie może zabronić sam Jupiter…”. Czy dobrze pana zrozumiałam?

Chwytam się za głowę.

– Proszę przyjąć do wiadomości, że pomylił się pan – mam zatwardzenie!

Spuszczam oczy.

– Proszę powiedzieć: jest pan we mnie zakochany?

Rumieniec oblewa moje policzki. (Straszna niesprawiedliwość: mężczyźni czerwienią się do sześćdziesiątki, kobiety – do szesnastego roku życia).

– Czule zakochany? Wzniośle zakochany? W takim razie proszę otworzyć szafę i wyjąć stamtąd lewatywę. Słyszy pan, o co pana proszę?

– Słyszę.

– To niechże się pan ruszy!

Ruszam się jak ciężki fortepian Beckera.

– Proszę szukać w kącie na górnej półce!

Parzę sobie palce o zimne szkło naczynia.

– Właśnie ta… z żółtym wężykiem i czarna końcówką… prószę nalać wody z karafki… proszę wziąć ze stolika toaletowego wazelinę… posmarować końcówkę… powiesić naczynie na gwoździu… dziękuje panu… a teraz może pan iść do domu… do zobaczenia.

Anatolij Marienhof, Cynicy, PIW, 2011, s. 21-22

* obraz artysty znanego jako P. Gauguin znaleziony w sieci

Reklamy

15 thoughts on “Z NOSEM W JEDWABNEJ PODUSZCE

  1. Matko kochana, cóż to jest, na Jowisza?? Nie żebym miał coś przeciwko temu, że pan pani lewatywę przygotowuje, ale po co w to zaraz Petroniusza mieszać?:P

    • Iza,
      Mam nadzieję, że tym fragmentem nie zmyliłam. Ale trafiłam już na obrzydliwszy cytacik, więc można się chociaż czuć ostrzeżonym :)
      Przede wszystkim sporo tutaj gorzkiego humoru – coś na modłę Zoszczenki – i krytycznej oceny rewolucyjnej rzeczywistości. Bardzo udane.

  2. Mój ty świecie, sama nie wiem czy powinnam się śmiać czy czuć się jakoś zbrzydzona, ambiwalentne uczucia mną targają… :) Cynizm przemawia przez autora, rażący cynizm! co wrażliwsze dusze mogą nie zdzierżyć takiej dawki odidealizowanego świata ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s