Janina Bauman NIGDZIE NA ZIEMI * POWROTY * OPOWIADANIA

Janinę Bauman w roli pisarki kojarzyć mogą przede wszystkim czytelnicy zaznajomieni z tomem jej wojennych wspomnień „Zima o poranku”, który to wpisuje się w ważny nurt literackich świadectw osób ocalałych z Zagłady. Wydawnictwo Officyna niedawno zebrało i wydało zaś w jednym zbiorze pozostałe, mniej znane jak sądzę, teksty autorki, które dopełniają rozpoczętą w getcie opowieść z jej życia oraz uzupełniają ją o garść utworów ściśle powiązanych tematycznie. Trauma wojny i holocaustu, żydowskie pochodzenie i okaleczone poczucie tożsamości, ucieczka fizyczna i psychiczna od wspomnień, próby przystosowania się i odszukania własnego miejsca w świecie bez ojczyzny oraz zaangażowanie w budowanie Polski komunistycznej – proza Janiny Bauman oscyluje wokół zagadnień trudnych, bolesnych, a miejscami kontrowersyjnych, jednak niezwykła postawa szczerości i bezpretensjonalności w odtwarzaniu pewnych zdarzeń, czyni z autorki unikat na wielką skalę. Przyzwoitość i odpowiedzialność za własne decyzje to dla wielu ludzi z powikłanymi peerelowskimi życiorysami nadal pojęcia obce, tudzież niewygodne.

 

Nigdzie na ziemi”

Tekst „Nigdzie na ziemi” poświęcony powojennym wspomnieniom autorki, w moim przekonaniu, zasługuje na największą uwagę w tym zbiorze. To w nim Janina Bauman dotyka bardzo niewygodnych dla wielu osób doświadczeń z aktywnego udziału w tworzeniu „nowego ludowego państwa”. Nie zasłania się przy tym przymusem, nie kryguje się na ofiarę chytrych manipulacji. Swoją naiwną wiarą w lepszy świat, gdzie obywatele żydowskiego pochodzenia nie będą oceniani czy piętnowani przez pryzmat narodowych korzeni, przyłącza się do wielu innych, którzy do dziś muszą się tłumaczyć z pewnych wyborów i posunięć. Po gehennie wojny, utracie rodzin i bliskich, cierpieniach i poniżaniach, „nowy ład” oparty na idealistycznych założeniach wydawać mógł się spełnieniem wszelkich pragnień. Uwiedzeni hasłami pokoju, równości i sprawiedliwości – za ustrojem socjalistycznym opowiedzieli się wówczas wybitni i znani do dziś, jak choćby Leszek Kołakowski, Julian Tuwim, Wisława Szymborska czy Zygmunt Bauman (prywatnie mąż autorki).

Wstąpiłam do partii, bo wierzyłam, że tylko wraz z innymi można robić coś wielkiej wagi, coś, co przynosi ludziom pożytek i tym samym nadaje sens własnemu życiu. Marzyłam o tym przez wiele lat, kiedy ratowanie własnego życia było jedynym moim celem i niczym innym być nie mogło. Wstąpiłam – bo rozpaczliwie pragnęłam gdzieś należeć.

Do partii – bo odpowiadała mi jej ideologia. Ale także dlatego, że mnie chciała.

Nie wiedziałam wtedy, że przyjmując za coś odpowiedzialność, nie można przewidzieć, za co ją przyjmujemy. Wstąpienie do partii, wynik czystych intencji, sprawiło, że robiąc to co inni, wraz z innymi popierałam zło. […] jeżeli chcecie robić rzeczy wielkie, których samemu robić nie sposób, pamiętajcie, że nikt nigdy nie zdejmie z was odpowiedzialności za nieprzewidywalny wynik zbiorowego działania.”

Autorka nie zaprzecza, nie wybiela faktów, nie wypiera się. Traktuje – tak siebie jak i innych – uczciwie i otwarcie, z tym że dla innych ma w zanadrzu wiele wyrozumiałości i delikatności, a dla siebie pozostawia gorzką pigułkę prawdy i odpowiedzialności. Zupełnie jest w tej przyzwoitości niedzisiejsza i niemedialna.

Wspomnienia Janiny Bauman to również lekko nostalgiczna opowieść o młodości, miłości, rodzinie i pracy w realiach PRL. Świadectwo życia w powojennej Polsce, organizowania się od podstaw, odbudowy kraju kosztem kolejnych poświęceń ze strony ludności stanowi dokument o wielkiej wartości poznawczej. Wieloletnie zatrudnienie autorki w strukturach państwowego przemysłu filmowego, z cenzurowaniem scenariuszy włącznie (sumienna, nie pomija milczeniem swojego udziału w długiej drodze na ekrany „Człowieka z marmuru” Wajdy, choć wtedy był to zaledwie projekt „Sprawy Szymka Bielasa” według scenariusza Aleksandra Ścibor-Rylskiego), pozwala na wgląd w ówczesne mechanizmy propagandy, ale też partyjnego wdrażania obywateli na poziomie pracowniczym. Nie zabraknie w jej historii publicznej samokrytyki, donosów, aktywnej działalności w ZMP, politycznych awansów i degradacji. Potrzeba przynależności, posiadania swojego miejsca na ziemi, akceptacji i wspólnoty społecznej zdają się zagłuszać coraz jawniejsze przejawy polskiego antysemityzmu. Dopiero rok 1968 nie pozostawia złudzeń ani wyboru i autorka wraz z rodziną udaje się na przymusową emigrację. Dlaczego nie do Izraela, jak sugerowały wspaniałomyślne władze PRL, warto doczytać samemu.

Powroty i Opowiadania

To, co stanowi o wartości prozy wspomnieniowej Janiny Bauman, jej prostolinijność i uczciwość, nie sprawdza się już w przypadku fikcji literackiej. Opowiadania, zbyt dosłowne i naiwne, spełniają za to ciekawą rolę dopowiedzenia. Traktując w nich o upiorach codzienności Żydów na obczyźnie, przymusowych emigrantów roku 1968, którzy traumę nienawiści i odtrącenia niosą ze sobą już do końca, autorka wykazuje się wielką wrażliwością i potrzebą dzielenia się lękami wyrosłymi na tragicznych doświadczeniach własnego życia. Ironiczne podsumowanie własnej potrzeby opowiadania w postaci zgryźliwej autorecenzji, nie pozostawia złudzeń co do samoświadomości autorki. Wielkie brawa za dystans i poczucie humoru, tak obce wielu literatom.

Książka Janiny Bauman „Nigdzie na ziemi. Powroty. Opowiadania” to lektura niezwykła, tak jak wyjątkową jawi się sama autorka. Bowiem bohaterstwem naszych czasów ogłosić powinno się zdolność do mówienia prawdy o sobie, gotowość ponoszenia konsekwencji własnych czynów, świadomość wagi odpowiedzialności i przyzwoitości. Kierując się w życiu słusznymi intencjami nie zawsze postępuje się właściwie, jednak tuszowanie błędów kłamstwem zdaje się istną plagą naszych czasów. Oczekiwania społeczne w Polsce skazują nas na pasmo wykrzykiwanych na konferencjach rozliczeń z przeszłością peerelowską, niech więc w zalewie tej hipokryzji i skalkulowanego wyrachowania, spokojny i pokorny głos Janiny Bauman zabrzmi tym donośniej.

Ta książka to również świadectwo odradzających się w Polsce z przerażającą regularnością nastrojów i uprzedzeń antysemickich, co jako fakt historyczny wciąż zdaje się budzić u nas sensację i oburzenie. Warto spojrzeć na tamten czas oczami osoby dotkniętej prześladowaniami we własnej ojczyźnie, która nie szafuje przy tym uogólnieniami, nie mści się na nikim, ale po ludzku cierpi.

Janina Bauman, Nigdzie na ziemi*Powroty*Opowiadania, Wydawnictwo Officyna, 2011

***

Za udostępnienie książki dziękuję Wydawnictwu Officyna

Reklamy

9 thoughts on “Janina Bauman NIGDZIE NA ZIEMI * POWROTY * OPOWIADANIA

  1. Czytajac te wspomnienia chcialoby sie krzyknac: O swieta naiwnosci!
    Bo naprawde innego „wytlumaczenia” nie widze. Chec przynaleznosci gdzies za wszelka cene (sic!) malo mnie przekonuje. No ale o az taka naiwnosc trudno mi autorke posadzic. Ech…
    Czlowiek to zagadka.

  2. A ja myślę, że u osób żydowskiego (ale nie tylko) pochodzenia po wojennej poniewierce i pogardzie chęć przynależności naprawdę mogła być bardzo silna, partia zaś jawiła się w sferze haseł i postulatów zaiste kusząco. Potem już tylko różnie było z momentami przejrzenia na oczy, jednym otwierały się wcześniej, innym później.

    • Autorka od razu po wojnie miala dosc nieprzyjemne doswiadczenia z „partyjniakami”. Dlatego nie bardzo rozumiem jej postawe przez kolejne dziesieciolecia. :/ No ale zrozumiec drugiego czlowieka to wielka sztuka.

  3. Bookfa, Zacofany w lekturze,

    Mam podobne odczucia jak Zacofany w lekturze w tym przypadku.
    Ocaleli po wojnie Żydzi to ludzie ze stygmatem odtrącenia; dosłownie odczłowieczeni, pozbawieni praw i jakiegokolwiek znaczenia. Dla nich przynależność do większej wspólnoty, dowiedzenie swojej wartości w oczach świata wypływać mogło z doznania niezasłużonej krzywdy i wielkiej potrzeby akceptacji, o którą – jak się okazało – wciąż muszą zabiegać.
    Autorka nie wybrała partii dla prestiżu czy materialnych korzyści, nie kalkulowała, poszła z innymi zwiedziona ideową arkadią. Po wojnie ludzie w ogóle byli gotowi wiele poświęcić dla pokoju i bezpieczeństwa. To były priorytety. Konflikty wewnętrzne, strach przed wojną domową jest dla nas, znających historię, mało przekonującym straszakiem, ale wtedy to działało. Świeże jeszcze wspomnienia wojenne obezwładniały ludzi, a bardzo humanistyczne założenia „nowego ładu” kusiły. Zresztą skusiły wówczas wielkie umysły epoki, nie tylko zwykłych obywateli.

    Nie potrafię surowo ocenić autorki za jej wybory. „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Mamy komfort, bowiem znamy już zakończenie tej historii, widzimy szerszy kontekst i konsekwencje. Ówcześni ludzie decydowali bez tego przywileju.
    Podziwiam Bauman za szczerość, z jaką jest w stanie spojrzeć na własne decyzje. Brakuje mi tego we współczesnym świecie zaaferowanym odtajnianiem, które tak naprawdę sprowadza się do wykrętów.

  4. Tez nie oceniam, tylko NIE ROZUMIEM jej wyborow, zwlaszcza, ze wczesniejsze przezycia mogly ja raczej bardziej niz innych uczulic na bajki o budowie socjalistycznego raju na ziemi. Sporo tez czasu minelo zanim sie do partii zapisala. To nie prosta, polanalfabetka, ktora mogly przekonac byle jakie hasla antyimperialistyczne.
    Mam jednak sporo uznania i podziwu, ze pisze o swoich decyzjach w sposob tak otwarty. Malo kogo na to stac.

    • Bookfa,
      Wcześniejsze przeżycia raczej kazały patrzeć podejrzliwie na wszelkiego rodzaju nacjonalizmy i ksenofobie. Co zresztą wyraźnie zaznaczone jest w chwili rozważania wyboru ścieżki syjonistycznej i wyjazdu do Izraela. Wspólnota krajów socjalistycznych miała zaś w założeniach trzymać się z dala od podziałów narodowych, a więc i rasowych. Dla autorki miało to znaczenie pierwszorzędne jak sądzę.

      Co do samej Bauman – nie była półanalfabetką. Ale czy tylko tacy wstępowali do partii lub wspierali ją swoim głosem i pracą? A Kołakowski, a Konwicki, a Iwaszkiewicz czy Zygmunt Bauman? W tym burzliwym czasie ludzie podejmowali decyzje, które dopiero po czasie okazywały się niezmywalnymi plamami w ich życiorysach. Nie wiem, czy żyjąc dziś w zupełnie innym świecie jesteśmy w stanie kogokolwiek z nich zrozumieć tak do końca.

  5. Pierwszorzedne znaczenie miala dla niej chec „przynaleznosci do jakiejs grupy”. O niczym innym nie wspomina ale teoretycznie mozesz miec racje, ze chodzilo po prostu o spoleczenstwo bezpodzialowe. Tylko czy cel uwieca srodki jakimi sie dazy do idealu?
    Mozna dyskutowac o tym w nieskonczonosc. W Boga tez ludzie wierza choc nikt go nie widzial i nie ma nawet dowodow na jego istnienie. Chec wiary w „cos” jest bardzo mocna w czlowieku. To z pewnoscia w pewnym sensie tlumaczy ludzkie wybory.

    • Bookfa,
      W książce był fragment o tym, że w Izraelu nie chcieli mieszkać ze względu na to, że tam z kolei byliby „tymi lepszymi”. A chcieli oboje po prostu być równi innym jako ludzie, bez spychania kogokolwiek do roli „tych gorszych”.
      Wówczas sądzono, że cel uświęca środki. Nie na tyle, by niszczyć niewinnych (o czym wiemy teraz), ale by odmawiać sobie wielu rzeczy dostępnych przed wojną, dzielić się małym metrażem, udzielać się aktywnie w społecznych akcjach. Ideowcy wymagali od siebie, więc i od innych. Byli i tacy, którzy na tej naiwności się dorabiali, wspinali na szczyty – nie mówię, że nie. Ale każdy człowiek ma własną historię i nie uważam, by każdy kto należał do partii był odpowiedzialny za zbrodnie komunizmu od razu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s