Anna Fryczkowska KOBIETA BEZ TWARZY

Triumfalny pochód literatury kryminalnej trwa w najlepsze, a wydawcy – chcąc uszczknąć choćby odrobinę lukru z tego dochodowego tortu – wytrwale prześcigają się w podsuwaniu rozochoconym (i coraz wybredniejszym!) czytelnikom kolejnych (rzekomo) bestselerowych pozycji wprost ze szczytów zagranicznych list sprzedaży. I tak trupy – mniej lub bardziej zmasakrowane – podziwiać możemy w pięknych okolicznościach przyrody czy to Szwecji, Norwegii, Finlandii, Sycylii, Kuby, rozległej Rosji, wilgotnej Szkocji, baśniowej Islandii, parnej Angolii, burzliwego RPA czy też dalekich Chin. Dla każdego coś miłego – rzecz by można, gdyby akurat nie o morderstwach była tutaj mowa. Jakim cudem polska prowincja miałaby konkurować z tak egzotycznymi sceneriami zbrodni, gdzie żmudne śledztwa przemieniają się w ekscytujący karnawał nieznanych kultur i obyczajów? Widać cudów nad Wisłą nie brak i dziś. A „Kobieta bez twarzy” Anny Fryczkowskiej ma szansę zawojować serca nie tylko wielbicieli kryminałów, bowiem to powieść z chochlikiem: iście przewrotna historia o prawie (!) terapeutycznej sile wiejskiej egzystencji, która jawić się nam mogła niczym panaceum na bolączki dojrzałych kobiet na rozdrożach życia.

Wsi spokojna, wsi wesoła…

Nowe życie na łonie natury, z dala od miejskiego zepsucia i degeneracji? To już było. Dom kryjący mroczne tajemnice, gdzie zło przybiera namacalne kształty? Było. Błyskotliwa dziesięciolatka, której dziecięcą naiwność z powodzeniem rekompensują wszędobylstwo, spostrzegawczość i upór? Było. Niewyjaśnione zniknięcia, trupy i ekologiczna afera. I jeszcze namiętne romanse, porwania, naręcza domowej kiełbasy w zestawie z adoratorem, niezwykła sąsiedzka troska o sprawy innych (zwłaszcza innych), sentymentalna kraina dzieciństwa, milczące Ukrainki i drinki  w kolorze błękitnego domestosa, pachnące cytrynowym cifem. Witajcie w Świątkowicach, gdzie wszyscy znają wszystkich i chętnie (a i dogłębnie) poznają również nowo przybyłych. Tym razem padło na mocno sfatygowaną życiem Hankę Cudny (czyli niezastąpiona polska bohaterka: kobieta po przejściach) i jej niesforne potomstwo, choć chętnych zasmakować w sielskiej egzystencji prowincjonalnej Polski – jak wiemy z licznych hitów wydawniczych ostatnich lat – nie brak, a i w miejskiej dżungli jakby się nieco luźniej już porobiło  (sic!).

 Sam ze wszytkiego stworzenia
Człowiek ma śmiech z przyrodzenia

Anna Fryczkowska nie proponuje nam jednak ciężkostrawnej papki czy odgrzewanego kotleta! Choć elementy, z których zbudowała swoją historię same w sobie nie stanowią novum, to zgromadzenie ich w jednej opowieści i pomysłowe wykorzystanie dla celów własnej fabuły czyni ów miszmasz gatunkowy niezwykłym, ożywczym i w pełni udanym eksperymentem. Zmyślnie połączone wątki grozy i sekretów sprzed lat, ze współczesną zagadką kryminalno-sensacyjną i perypetiami egzystencjalnymi głównej bohaterki tworzą spójną, choć dość zwariowaną historię mieszczucha na prowincji. I lepiej od razu zapomnieć też o wsi sielskiej-anielskiej, chyba że trafią się czytelnicy znajdujący ukojenie choćby w takim szlachtowaniu wieprzka.  Naprzemienna narracja z perspektywy bezradnej i roztrzepanej matki oraz bystrej nad wiek córki dodaje powieści dynamiki, wydatnie ubarwiając intrygę o coraz to nowe detale i nadając całości wyrazistego charakteru. Nie zawiodą się również wielbiciele pomysłowego suspensu. Chwilami naprawdę trudno się zdecydować, czy to wątek kryminalny posuwa akcję do przodu, czy też jest on tylko wisienką na torcie – w wartkim nurcie wciągającej i zabawnie rozprawiającej się z licznymi kliszami kobiecych czytadeł – historii obyczajowej.

Niebagatelną rolę w całej tej opowieści odgrywają mieszkańcy Świątkowic. Autorka dokonała godnej podziwu ekwilibrystyki w zakresie kreacji, powołując do życia grono postaci zarazem przerysowanych, bo skupiających w sobie cechy skrajne i wyraziste, ale i bardzo autentycznych. Czy to plotkarskie kumoszki, czy osnute kłębami dymu szanowne ciało pedagogiczne, czy też panowie spod budki z piwem – wszystko co ich wyróżnia, jest zarazem swojskie i oczywiste. A doczytując ostatnich zdań powieści, trudno pożegnać się z nimi wszystkimi już na zawsze (oby nie!).

„Kobietą bez twarzy” Anna Fryczkowska proponuje czytelnikom powieść wielce przewrotną i zadziorną. Ani na chwilę nie tracąc z oka wielowątkowej intrygi, autorka umiejętnie żongluje ogranymi w literaturze popularnej motywami, samej nie popadając przy tym ani na chwilę w schematyczność czy niesmaczną parodię. Spora dawka nienachalnej ironii dodaje historii lekkości, co jednak zupełnie nie kłóci się z atmosferą podejrzliwości i grozy, która systematycznie powraca w książce, w związku  z kolejnymi traumatycznymi wydarzeniami. Powieści „Kobieta bez twarzy” brak może tylko jednej rzeczy – równie udanej kontynuacji. Ale to zapewne brak jedynie tymczasowy.

 Dzień tu, ale jasne zorze
Zapadłyby znowu w morze,
Niżby mój głos wyrzekł wszytki
Wieśne wczasy i pożytki. *

Anna Fryczkowska, Kobieta bez twarzy, Prószyński i S-ka, 2011

*Fragmnety „Pieśni świętojańskiej o Sobótce” J.Kochanowski

 ***

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka

Advertisements

8 thoughts on “Anna Fryczkowska KOBIETA BEZ TWARZY

  1. O kurczaki. Czyżbym miała kupić nie czekając choćby na jakąś promocję? Ale mnie załatwilaś tym „ożywczym koktajlem)”.
    Co do moich komentarzy- mam ustawiona moderację na starsze niż (chyba) 5 dni, miałam kiedys atak trolli i tak na razie zostało.

    • Iza,
      Sama już się przekonałaś, że autorka pisać potrafi, nie chadza na skróty, a i na brak pomysłów raczej nie narzeka. Spodziewałam się kryminału stylizowanego na skandynawskich bestselerach – co tu dużo mówić – zalewających nas już masowo (to ten tytuł lekko mnie zmylił – a może był to zabieg celowy?), a dostałam świetną, energetyczną powieść, której nie sposób odłożyć na bok. Bardzo przednia rozrywka. Bardzo :)

      Będzie trzeba zatem komentować u Ciebie regularnie, co by nie wypaść z obiegu ;P

    • Pablo,
      Rozumiem potrzebę selekcji lektur, a co za tym idzie podejrzliwość wobec nawet najbardziej entuzjastycznych opinii, ale tej książki naprawdę nie warto omijać. Jedna z przyjemniejszych lektur tego roku. Zabawna, pomysłowa i świetnie napisana. O tej autorce będzie coraz głośniej, zapewniam :)

    • Buksy,
      Aż tak sztampowo sobie poczynam? ;P
      Pochwały niestety zawsze brzmią podejrzanie lukrowo, ale samej książce daleko do kiczowatego „ciepełka”. Może przekona Cię porównanie tej prozy do klimatów Marthy Grimes (takiej, jaką znam z „Hotelu Paradise”): ironicznej, tajemniczej, ale swojskiej. Bo przekonywać będę bardzo :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s