Don’t panic!

To tylko losowanie. Nic merytorycznego, żadna literacka rozprawka.

Obiecałam rozwiązanie zagadki przyszłości kociego duetu przed obiadem i pewnie większość sądzi, że się ociągam. Ale prawda jest taka, że jeszcze nie jadłam śniadania, więc jest to przyspieszone losowanie. Rzec by nawet można, iż to nadgorliwość mną kieruje.

 Ale do rzeczy. Raz dwa trzy, kocią paczkę dostaniesz Ty:

 

Serdecznie gratuluję Arsence i proszę o kontakt (rwanie.bzu@gamil.com).

A wszystkim dziękuję za odwiedziny i udział w zabawie.

 ***

Przemilczeć nie mogę mojego zaskoczenia  tak powszechnym  zainteresowaniem powieścią F.S.Fitzgeralda. Nie żeby na to nie zasługiwał, jednak nie spotkałam jeszcze nikogo (poza mną oczywiście, ale siebie nie mogę traktować poważnie) na naszym rodzimym podwórku, kto zaliczałby tego pisarza w poczet swoich ulubieńców. Sytuacja zbliżona do tej z Ernestem Hemingway’em, którego uważałam niegdyś za idola tłumów, a tymczasem zazwyczaj bronię go osamotniona i przytłoczona ilością krytycznych uwag. I tylko się zastanawiam czy polski czytelnik zbyt szybko zarzuca znajomość z literaturą amerykańską początków XX wieku, nie mając szansy na rozsmakowanie się w niej i gruntowniejsze rozpoznanie, czy też jest w tych tekstach niepojęta dla nas mentalność i wrażliwość (pragmatyzm vs. ideowość/duchowość?)? Dodam jeszcze, że wielką trójcę ówczesnych tuzów literackich Stanów Zjednoczonych, prócz wymienionej powyżej dwójki, dopełnia William Faulkner. O jego pozycji w sercach polskich czytelników najlepiej chyba świadczy brak wznowień na naszym rynku wydawniczym jakichkolwiek pozycji z dorobku pisarza.

Ktoś ma pomysł, na czym polegać może problem?

Reklamy

24 thoughts on “Don’t panic!

  1. Nie mam pojęcia, na czym polega problem, chociaż poległem spektakularnie na wszystkich trzech panach:P Natomiast zawsze mnie interesuje, co inni widzą w dziełach, przy których zaziewałem się na śmierć:) Faulknera odpuściłem chyba już na zawsze, Hemingway będzie miał ostatnią szansę (Pożegnanie z bronią), takoż Fitzgerald (Wielki G., podejście drugie).

    • Zacofany w lekturze,
      Auć! Wielki G. zabrzmiało prawie jak wielkie gie :P

      Proza Faulknera to dla mnie nadal dziewicza kraina. Choć odkąd wysnułam ową teorię (może i spiskową?), wiem że moja lektura nie będzie wolna od pewnych oczekiwań i założeń.

      A wracając do Fitzgeralda, to zachwycił mnie przede wszystkim swoją ostatnią i na zawsze już niedokończoną powieścią osadzoną w złotej erze Hollywood czyli „Ostatnim z wielkich”. Nad „Wielkim Gatsby’m” nie przeżyłam za pierwszym razem wielkich emocji. Ot, zaliczone arcydzieło. Teraz zrobiłam sobie powtórkę i najchętniej czytałabym od nowa. I bardzo możliwe, że wpływ na to ma świeża w pamięci lektura „Pięknych i przeklętych”, jego wcześniejszej powieści. Dlatego wydaje mi się, że za mało czytamy tych autorów, bowiem ich teksty zyskują w kontekstach i w kolejnych ujęciach.

      • Po pierwszej stronie Światłości w sierpniu wiedziałem, że nie polubimy się z panem F., ale dzielnie brnąłem w inne utwory. Zdecydowanie się nie lubimy:) Zakładam, że może w końcu chociaż do Fitzgeralda dojrzeję:)

        • Proza Faulknera to ponoć zupełnie inna para kaloszy. Dlatego lepiej nie będę udawać, że coś o niej wiem :) Panów łączy czas i pozycja – trzy potężne głosy swojej epoki.
          Z ciekawością przeczytałabym, co też można zarzucić Fitzgeraldowi. Czekam na powtórkę „Wielkiego Gie” ;)

          A dlaczego właśnie „Pożegnanie z bronią” jest ostatnią szansą dla Hemingwaya? Mogę zapytać co już czytałeś? Bo jak dla mnie to nie była jego najlepsza rzecz (z tych, które znam). Polecałabym raczej coś innego, żeby do niego przekonać.

          • Stary człowiek – zieeew. Komu bije dzwon – dwa podejścia, raz nawet do połowy doszedłem, wymiękłem. No to zostało Pożegnanie albo Słońce też wschodzi. A gdzieś wyczytałem, że w Pożegnaniu jest jeden z najpiękniejszych akapitów w prozie pana H. No to będę się zmagał z Pożegnaniem:)

            • „Stary człowiek i morze” to jedno z przykrzejszych doświadczeń szkolnych. Przynajmniej w tamtym czasie w ogóle nie trafił u mnie na podatny grunt. Za to „Komu bije dzwon” wstrząsnął mną, emocjonalnie i literacko. Może warto doczytać. „Słońce też wschodzi” połknęłam na raz dosłownie. Ale są jeszcze „Wyspy na Golfsztromie”, mniej popularne, ale niezwykłe! Do smakowania, podziwiania i zastanowienia. Te trzy tytuły powinny zachwycić każdego. A skoro już wiesz, że powinny, to sprawa jasna ;P

              • Starego czytałem z własnej woli, bo nasza polonistka nie wpadła na pomysł, żeby to omawiać, na szczęście. Komu bije dzwon miało dwie szanse, nie skorzystało:P Z posiadanych w domu zostało Pożegnania i Słońce, padło na Pożegnanie:) I nie znoszę książek, które powinny mnie zachwycić, bo się od razu nastawiam na bógwico, a się okazuje, że może i dobre, ale bez rewelacji:)

                • Dobre broni się samo. Z oczekiwaniami czy bez. A Hemingway to takie „bógwico” tylko lepszy, więc nie mowy o nadmiernie rozdmuchanych nadziejach ;P

                    • W sumie to i tak podziwiam upór, bo ja po dwóch nieudanych próbach pewnie bym sobie już dała spokój i poszła w swoją stronę. Choć klasykom więcej się wybacza – Prousta zaczynałam już kilkakrotnie, a przecież nadal nie powiedziałam ostatniego słowa :)

  2. Wszystkim się już na maksa opatrzyły kryminały, stąd Fitzgerald.
    Jakbyś o Faulknerze natomiast kiedyś jakoś zachęcająco napisała, to ja chętnie sie zapoznam, bo jak dotąd nasze kontakty to calkowita porażka:).

    • Iza,
      Jak to tak?!? Przesyt kryminałami?! To chyba jakiś syndrom urojony ;P
      Sporo kryminałów czeka na notki, więc to będzie nudny okres na moim blogu. Tylko ostrzegam. Całkiem życzliwie :)

  3. A czy to nie tak, że Faulkner odbiega od naszego kontekstu kulturowego? W jego książkach są nie nasze wartości. On jest rodem z amerykańskiego południa, które przez rozczarowanie wojny secesyjne zaczęło popadać w szaleństwo. I potrafi boleśnie rozczarować nietypowym wykorzystaniem znajomych elementów gotyckich (oj, pamiętam swoje pierwsze podejście do „As I Lay Dying”).

    Tu tak miło, a ja się mądrzę. Nie powinnam, ale Faulkner mnie zafascynował swego czasu niesamowicie;)

    • Ja chyba nie dotarłem do tych wartości i kontekstów:) Mnie znudziła forma, mam wrażenie, bo przecież Caldwella, też piszącego o Południu, lubię. Może to po prostu kwestia stylu.

    • A.,
      Witam i dziękuję za zabranie głosu. Z chęcią bym podyskutowała, ale Faulknera nie czytałam nic dosłownie (choć przymiarki były i kilka tytułów czeka), a teraz wypłynął w kontekście moich przemyśleń o prozie Fitzgeralda i Hemingwaya. Obu niezwykle sobie upodobałam, ale nikt mi w tym nie towarzyszy. Faulkner jest dopełnieniem głosu Ameryki tamtego pokolenia, a tym samym i mojej drobnej teorii :)
      Z pewnością różnice kulturowe występują, ale przecież dotyczą również literatury skandynawskiej, japońskiej czy iberoamerykańskiej, a ta nieźle sobie u nas poczyna.

  4. Hmmm… bardzo mi miło, że zostałam wylosowana (chyba po raz pierwszy w życiu!), ale ja nie brałam udziału w zabawie. Napisałaś w poprzednim wpisie, że książka i podpórka zostaną rozlosowane wśród tych, którzy wyrażą na to chęć w komentarzu. ja tej chęci nie wyraziłam tylko skomentowałam Twój wpis i stosik ;)
    Przykro mi bardzo, ale pewnie będziesz musiała losowanie przeprowadzić jeszcze raz bez mojej osoby.

    • Arsenko,
      Już zadziałałam i sytuację prostujemy. Mea culpa. Ale mam nadzieję, że skoro zła passa została przełamana, to teraz wygrane się posypią! Może i wizytę w punkcie lotto pora rozważyć ;)

    • Wstyd się przyznać, ale za każdym razem jeszcze w trakcie pierwszego tomu przerywałam lekturę. A trwa ten proceder już od lat, bo jeszcze w liceum porwałam się na lekturę „W poszukiwaniu…”! Nawet nie będę udawać, że mam w stosunku do tej prozy jakieś zdanie wyrobione – zbyt dawno to było i zbyt krótko trwało :) Ale wciąż sobie obiecuję, że już niedługo, już wkrótce… ;D
      Z tego co kojarzę, to lubisz również Zolę i Balzaca (?), więc francuskie pisanie ogólnie Ci odpowiada. A ja pierwszego nie znam, a drugiego potraktowałam podobnie do Prousta. Jak na razie. Może to nie mój kierunek podróżniczy zresztą ;)

        • Publiczny samoobsługowy pręgierz czytelniczy? ;) No dobrze, też się przyznam, że Lema zdołałam przeczytać tylko „Śledztwo” i nie zachwycił mnie w tym ujęciu. Inteligentnie i pomysłowo, ale bez literackich uniesień. Następnym razem mam zamiar „Dzienniki gwiazdowe” wypróbować, skoro są najgłośniej wychwalane. Ale obawiam się, że fantastyka naukowa nie jest moim ulubionym terytorium (choć Dukaj zapowiada się obiecująco).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s