Olga Rudnicka NATALII 5

 Sześć wydanych powieści na koncie w wieku zaledwie dwudziestu trzech latach to wynik imponujący. Utrzymując podobne tempo publikacji, Olga Rudnicka może śmiało stawać w zawody z przodownikami literackiego fachu, choć o prześcignięciu rodzimego lidera, czyli J.I. Kraszewskiego, póki co nie ma jeszcze mowy. Jednak już taką Joannę Chmielewską, której sensacyjno-komediową twórczością zdaje się młodziutka pisarka wyraźnie inspirować, z czasem pewnie dogoni, prześcignie, a może i zostawi w tyle. Wielce obiecujący start rodzi we mnie ducha spekulacji jak widać.

Wracając tymczasem do dnia dzisiejszego: szósta, najnowsza powieść Olgi Rudnickiej, „Natalii 5”, z pewnością zadowoli jej wiernych fanów, choć nie jestem pewna czy przysporzy ich nowe zastępy. O ile w „Lilith” – poprzedniej i jedynej znanej mi bliżej książce autorki – na pierwszy plan wysuwała się wartka akcja, ciekawie ubarwiona mroczną tajemnicą z przeszłości i solidnie okraszona gęstą atmosferą przenikniętego okultystyczną „magią” miasteczka, nie pozwalając na zbyt wnikliwe roztrząsanie niedociągnięć w kwestii bohaterów czy splotu wątków, to w obecnej odsłonie tekstu Rudnicka całkowicie obnażyła owe słabe punkty swojego warsztatu. Takie rozłożenie akcentów, gdzie na plan pierwszy wysuwa się wątek obyczajowy, pretendujący usilnie do miana komediowego, a całą siłę napędową fabuły stanowi grupka stereotypowo potraktowanych bohaterek, których wspólnym mianownikiem zdaje się zołzowatość (nie mylić z błyskotliwym cynizmem!) i niezbyt imponujący iloraz inteligencji, zdecydowanie nie przysłużyło się tej książce. Mamy bowiem tutaj żywą matrycę matki polki, koniecznie zaniedbaną i bezkrytycznie wpatrzoną w swoje pociechy. Jest również tchnąca buntowniczym artyzmem studentka. Menadżerka banku to istna królowa lodu, bo przecież takie są kobiety sukcesu. Jest jeszcze infantylna narzeczona przy swoim samcu (jej „przemiana” to pewnie jedna z największych zagadek psychologii) oraz zakompleksiona nastolatka.

Powtarzające się w kółko scenki wzajemnych pretensji i mało wyszukanych przytyków skutecznie spowalniają akcję, spychając co ciekawsze wątki śledztwa i tajemnicy skrywanej przez imponujące domostwo na dalszy plan. Należy się zatem wykazać cierpliwością i pewną dozą samozaparcia, by przetrwać pierwsze 300 stron (!) tekstu, które mało co wnoszą, choć z założenia mają zapewne bawić. Przygodowe zakończenie, przywodzące na myśl młodzieńcze lektury spod znaku Bahdaja czy Nienackiego, niestety również rozpływa się w sosie scenek obyczajowych i bazarowych przepychanek. Tej powieści bardzo dobrze przysłużyłby się bezlitosny redaktor, nie wahający się wycinać, wykreślać, karczować. Dopiero w owej odchudzonej wersji lekkie pióro Rudnickiej i awanturniczo-humorystyczna intryga mogłyby zabłysnąć i rozbawić. Zupełnie bez złośliwości: takiego właśnie „kata” życzę i autorce, i sobie jako czytelnikowi.

Powieść „Natalii 5” to dość przeciętne obyczajowe czytadło z niewielką domieszką sensacji. Autorka zaprzepaściła dobry pomysł rozcieńczając go w nijakiej papce dialogów bez ikry i scenek bez znaczenia. Przy tym jest to sprawnie napisana historia, która pewnie niejednej pani przypadnie do gustu ze względu na silną obstawę wiodących w niej prym kobiecych postaci. Dla mnie to jednak za mało, zwłaszcza, że po lekturze „Lilith” mam świadomość, iż Olgę Rudnicką stać na więcej. Nie więcej tekstu – tutaj umiar byłby wskazany – ale solidniejsze dopracowanie i zgrabniejsze rozłożenie akcentów.

Olga Rudnicka, Natalii 5, Prószyński i S-ka, 2011

***

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka

Reklamy

22 thoughts on “Olga Rudnicka NATALII 5

  1. Cieszę się, że znalazłam twoją recenzje, bo dokładnie wytknęłaś słabe strony tej lektury, które dla mnie również są irytujące.
    Wcześniej czytałam jedynie pochlebne recenzje na temat tej książki, a teraz wiem, że można z nią poczekać :)

    • .::Biedronko::.
      Witaj serdecznie :)
      Wszystko co napisałam powyżej jest tylko moją osobistą opinią – wiele osób przełknęło gładko powieść i jeszcze chwalą, więc może to ja się mylę (sic!). Jeśli miałabym jednak komuś polecać książki Olgi Rudnickiej, to zdecydowanie wskazałabym na jej poprzedni tytuł, czyli „Lilith”.

  2. Oby pani Rudnicka nie wzorowała się za mocno na JCh i nie zabrala się za publikowanie swoich kwitów z pralni, gdy brak materiału literackiego…

    • .::Iza::.
      O tym samym myślałam pisząc wstęp, ale pominęłam pesymistyczne wizje ;P
      Mam jednak nadzieję, że to całe „przegadanie” powieści nie jest efektem taryfy ulgowej od wydawcy, jak to zapewne ma miejsce w przypadku kolejnych wyczekiwanych hitów z fabryki Chmielewskiej.

  3. Jak Twoja opinia jest inna od innych z ktorymi do tej pory miałam do czynienia… Po tamtych stwierdziłam, że chyba muszę tę książkę przeczytać, po Twojej zaczęłam się głęboko zastanawiać nad tym czy warto, zwłaszcza, że nic innego Olgi Rudnickiej jeszcze nie czytałam:) Ciekawe…:D

    • .::Paula::.
      Może tak być, że jestem surowsza w mojej ocenie i mogłabym przymknąć oko tu i ówdzie. Ale od tego typu książki oczekuję chwili rozrywki, a ta książka zmęczyła mnie niekończącym się rozkręcaniem akcji, której ostatecznie i tak nie było za wiele. Jak już pisałam: zamiast „Natalii 5” polecam „Lilith”. Intryga zawiązuje się błyskawicznie, a potem już tylko się dzieje i dzieje ;)

  4. No, no… to pierwsza negatywna recenzja „Natalii 5” jaką przeczytałam. Podobnie jak Paula, po tylu pozytywnych recenzjach jakie ta książka zebrała, stwierdziłam, że wypada w końcu ją przeczytać – teraz jednak chyba trochę się wstrzymam.

  5. Po trafieniu na blog Olgi Rudnickiej i odkryciu, że to tylko dwa lata starsza ode mnie i sympatyczna dziewczyna – postanowiłam zapoznać się z jej twórczością. Właśnie wczoraj kupiłam „Natalii 5” i za jakiś czas się na za nią zabiorę. Zobaczymy i czy tym razem nasze gusta będą zbieżne ;)

    Pozdrawiam :)

    • .::Arsenko::.
      Większość autorów to mili ludzie, co nijak się ma do jakości samej prozy ;) Ostatnio przykro mi się zrobiło, że niegdyś tak szorstko obeszłam się z książkami Marka Krajewskiego – taki sympatyczny się wydał opowiadając o swoich powieściach. A jednak piszemy o literaturze a nie o jej autorach!

  6. maioofka, Ty kobieto powinnaś pisać dla jakichś tygodników! :)
    Rudnicka jest mi obca, a po Twojej recenzji na pewno taka pozostanie. Kompletnie nie moja bajka.

    • .::Kornwalio::.
      Dziękuję za dobre słowo :) Mój blog już działa jak tygodnik prawie, jak się rozleniwię jeszcze trochę, to przejdę w tryb miesięcznika :D

  7. Ojoj. To mnie nieco zmartwiłaś. Bo „Natalii5” właśnie stoi na mej półce i czeka na swoją kolej.

    Jedyną rzeczą, która mnie pociesza jest to, iż „Natalii5” będzie moim pierwszym spotkaniem z Rudnicką. Nie wiedząc czego się mogę spodziewać i nie czytając nic (ani lepszego, ani gorszego) tej autorki jest jeszcze szansa, że powieść mi się spodoba ;)
    (oby nie nikła!)

    Pozdrawiam :)

    • .::Claudette::.
      Spójrzmy na to w ten sposób: zasiałam ziarno niepewności, obniżyłam oczekiwania, więc szansa na pozytywne zaskoczenie wzrosła ;)

  8. Kolejny raz pochwalę: świetna recenzja:) Nie wiem skąd bierzesz te porównania, ale czyta się Twoje recenzje z wielką przyjemnością:)
    „Autorka zaprzepaściła dobry pomysł rozcieńczając go w nijakiej papce dialogów bez ikry i scenek bez znaczenia” miodzio:)

    Co do książki, mam tej autorki Lilith na półce i na tej podstawie zdecydują, czy czytać coś więcej jej pióra:)

    • .::Pablo::.
      W pierwszym punkcie mamy pełną zgodność: dokładnie tak samo reaguję na Twoje teksty, tym bardziej dziękuję. Smaczku dodaje tutaj fakt, że czytamy tak różne książki, prawda? :)

      Sama po „Lilith” nie oparłam się najnowszej książce autorki, więc rokowania są pomyślne. Pomimo tej dość krytycznej notki powyżej, kibicuję Rudnickiej i mam nadzieję, że znajdziesz w jej prozie coś dla siebie.

      • Dzięki! Ta rozbieżność tematyki naszych lektur ma chyba znaczenie:) Słuszna obserwacja!

        Wygląda więc na to, że powinienem Lilith przesunąć wyżej w kolejce do czytania. Widzę jeszcze małą lukę w na przełomie listopada/grudnia;))

  9. Powiadasz, że niekoniecznie śmieszy? Muszę sobie w takim razie koniecznie przeczytać z jeden rozdział na miejscu przed zakupem. Dzięki za opinię!

    • .::Ysabell::.
      I to jest bardzo zdrowe podejście! Każdy ma swoje upodobania i żadna opinia tego nie zmieni. Trzeba posmakować, jeśli jest szansa i tyle.

  10. Owszem, może czasem odczuwałam irytacje podczas czytania, ale i tak w większości przypadków śmiałam się do łez i dlatego ja bardzo miło wspominam Natalii 5.

    • .::Cyrysiu::.
      Serdecznie witam :)

      Jestem w pełni świadoma tego, że ta książka, jak chyba każda, znajdzie swoich zwolenników. Co w najmniejszym stopniu nie zmienia mojej opinii o niej :)
      Nie przepadam za tego typu humorem, zbyt nachalnym w moim przekonaniu. W trakcie lektury byłam świadoma „zabawnych” fragmentów, ale nie czułam pod ich wpływem rozbawienia, a chyba tylko lekkie zażenowanie. Wolałabym, żeby autorka, mając talent i warunki (dobra renoma w wydawniczym światku) przyłożyła się bardziej w kolejnych książkach, rozwijała się. Ilość nie przechodzi tutaj w jakość, niestety.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s