G.G. Marquez O MIŁOŚCI I INNYCH DEMONACH

Demonom nie należy ufać, nawet gdy mówią prawdę*

Barwną historię kolonialnej Kolumbii i jej atrakcyjne walory turystyczne całkowicie przyćmiły we współczesnej świadomości świata niechlubne rankingi, w których ten kraj przoduje. Lider w produkcji kokainy, ojczyzna brutalnych karteli przestępczych, niespokojna kraina ciągłych wojen domowych i zamachów stanu oraz – najwyraźniej powiązany z tymi zjawiskami – jeden z najwyższych na świecie wskaźnik zabójstw i porwań. Realny koszmar. Zupełnie nie przystający do sygnującego prozę kolumbijskiego noblisty, Gabriela Garcii Marqueza, realizmu magicznego, gdzie zepsucie jest zaledwie elementem namiętności, a zgnilizna ludzkiego świata mieni się barwami przemijającego przepychu. Krótka powieść „O miłości i innych demonach” to kolejna, zainspirowana opowieściami babki Marqueza, podróż pisarza w przeszłość swojego kraju.

Choć to historia 12-letniej Siervy Marii de Todos los Angelos, to właśnie jej postać do końca całej opowieści pozostaje najbardziej tajemniczym elementem książki. Ugryziona przez chorego na wściekliznę psa, wychowana przez afrykańskich niewolników, beztrosko okłamująca innych na każdym kroku – mała markiza, nieświadoma swej inności i związanych z tym zagrożeń, zostaje posądzona o opętanie przez demony. A może jest wręcz odwrotnie i to jej dziwne zachowanie wynika z faktu opętania?

„O miłości i innych demonach” to magnetyzująca opowieść o ludziach nieszczęśliwych i zagubionych, gdzie namiętności i szaleństwa nie sposób odróżnić, gdzie miłość z góry skazana jest na niepowodzenie, a duszna atmosfera gnijącego w karaibskim upale miasta zwiastuje tragedię i upadek. Pełna niedomówień i niejasności historia walki z demonami w XVIII-wiecznym Wicekrólestwie Peru ukazuje niezwykły tygiel kulturowy tego miejsca, gdzie europejskie oświecenie jest zjawiskiem zupełnie marginalnym, a o prym pierwszeństwa walczy kościół katolicki z wierzeniami i obrzędami czarnej ludności niewolniczej. Na tym tle opowiedzenie swoistej anty-hagiografii rudowłosej markizy, przydaje całej historii uniwersalności przekazu.

To dziennikarskim korzeniom pisarstwo Marqueza zawdzięcza klarowność stylu i prostotę przekazu. Siłą jego twórczości jest autentyczność, którą potrafi nadać nawet najbardziej nieprawdopodobnym zdarzeniom i zjawiskom. Granica między realnym i magicznym zaciera się na poziomie rzeczowego języka, którym pisarz równocześnie nadaje swoim tekstom poetyckiego błysku. Dlatego tak dobrze się czyta książki autora i dlatego warto je czytać. Proza kolumbijskiego noblisty to zawsze gwarancja jakości literackiej i intrygującej treści. Mini powieść „O miłości i innych demonach” jest tego niezbitym dowodem.

G.G.Marquez, O miłości i innych demonach, Muza SA, 2011

***

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza SA

Reklamy

10 thoughts on “G.G. Marquez O MIŁOŚCI I INNYCH DEMONACH

  1. Pamiętam jakie emocje mną targały w trakcie lektury, oj, to było mocne uderzenie ze strony Marqueza :) Tak, miłość to jeden z naszych demonów, zgadzam się z nim!

    • .::Kornwalio::.
      Zwłaszcza zakazana miłość, która dotyczy większości bohaterów tej historii :) Ale dla mnie ciekawe było również tropienie „innych demonów” u Marqueza. Książka daje spore możliwości interpretacyjne w tym względzie.

  2. Ja dopiero czekam na swoje poznanie twórczości Marqueza. Podobno do jego pisania trzeba dorosnąć, więc do końca nie wiem czy jestem gotowa ;)
    Z drugiej strony Twoja recenzja bardzo zachęca i to nie w ten reklamowy sposób, ale właśnie pobudza we mnie chęć poznania tego właśnie autora (nie ważne od której książki).

    Pozdrawiam :)

      • .::Arsenko::.
        „Sto lat samotności” pochłonęłam (dosłownie) w szkole średniej jeszcze. Byłam urzeczona innością tej prozy, rozmachem przedsięwzięcia, wyobraźnią autora, powściągliwym stylem i oczywiście nierealną, a równocześnie zupełnie wiarygodną, rzeczywistością. Pewnie teraz inaczej bym odebrała tamtą historię, ale przeżyłam ją bardzo mocno, więc może dorasta się tylko do pewnych treści. Ale tak jest z każdą dobrą pozycją literacką, że w miarę naszego dojrzewania dostrzegamy więcej i wyraźniej :)
        Myślę, że nie ma co czekać na pierwsze siwe włosy ;P

        .::Iza::.
        Ostatnio sama myślałam nad fenomenem prozy iberoamerykańskiej: łatwo wychwycić jej stałe elementy, pozostawia po sobie podobne wrażenia, a jednak każdy z tych pisarzy jest zupełnie innym światem. Nie sposób ich posądzać o jakiekolwiek wzorowanie się na kolegach.
        Z Marqueza bym nie rezygnowała w żadnym razie. Nie ma tej frywolności i humoru co Llosa, ale wyobraźnią go raczej przewyższa. Kreuje nowe rzeczywistości i bohaterów, jak mało kto.

  3. Podoba mi się to, co napisałaś o nadawaniu autentyczności temu co nieprawdopodobne – rzeczywiście, Marquez przechodzi obok tej magii jakby bez zdziwienia, bez egzaltacji, ot, nic niezwykłego. Tak jest przy tym rzeczowy, jakby mówił do nas z jakiegoś swojego świata, który rządzi się innymi prawami. A „O miłości i innych demonach” nazywałam kiedyś moją ulubioną książką, przeczytana w wieku nastu lat oczarowała mnie totalnie, minęło jednak te kilka lat, czas pozacierał szczegóły w pamięci i chyba muszę do niej wrócić, by móc ją z pełną świadomością tak znów nazwać. Pozdrawiam ciepło :)

    • .::Naia::.
      Może tak działa na czytelnika każdy pierwszy kontakt z prozą Marqueza? :) U mnie padło na „Sto lat samotności” i żyłam tą powieścią naprawdę długo. W jej cieniu nawet „Miłość w czasach zarazy” miała małe szanse na olśnienie mnie, nie mówiąc o opowiadaniach. Myślę zresztą, że to świadczy o klasie pisarstwa Marqueza – każda jego historia jest dobra na pierwszy kontakt, każda stanie się ważna i znacząca.

      • To nie był mój pierwszy kontakt, pierwsze było „Sto lat samotności”, podobnie jak u Ciebie, ale to stwierdzenie o niezwykłym znaczeniu pierwszej poznanej książki Marqueza ma sens – i na mnie „Sto lat…” zadziałało wręcz oszałamiająco. Nie było jednak bezkonkurencyjne. „O miłości i innych demonach”, choć pozbawione tej magicznej otoczki pierwszej książki, oczarowało mnie równie mocno – myślę, że mogło mieć to też związek z moim podlotkowatym wiekiem, kiedy to wszelki romantyzm radośnie chłonie się jak gąbkę :)

  4. Uwielbiam Marqueza. „O miłości” jest jedną z tych nielicznych książek autora, której nie miałam okazji jeszcze przeczytać, ale na pewno będę chciała to uczynić w niedługim czasie.

    Ta poetyckość przekazu, z jednoczesnym nieco reportażowym podejściem jest dla mnie idealnym powodem, dla którego warto czytać i zachwycać się prozą Marqueza. U niego rzeczywistość płynnie przechodzi w magię, miłość w nienawiść, dobro w zło. Trudno jest nie kochać Marqueza.

    Gratuluję świetnej recenzji :)

    Pozdrawiam :)

    • .::Claudette::.
      Zgadzam się, proza Marqueza potrzebuje tylko szansy, by zdobyć serca i umysły kolejnych wielbicieli. Tym bardziej cieszy mnie wznowienie jego książek. Nie wiem, czy trafiłaś na najnowsze wydanie – istne cacuszka :) Chciałabym widzieć podobne wydania innej światowej klasyki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s