Ernesto Sábato O BOHATERACH I GROBACH

Umysł jest dla siebie
Siedzibą, może sam w sobie przemienić
Piekło w niebiosa, a niebiosa w piekło.*

Zgodnie z koncepcją powieści totalnej w rozumieniu Ernesto Sabato, literatura winna w pełni oddawać w sobie całą złożoność świata rzeczywistego, co wymaga twórczości ponad podziałami gatunkowymi czy ideami estetycznymi. Owa teoretycznoliteracka utopia stojąca za powieściami stuletniego dziś Argentyńczyka, choć niemożliwa do realizacji, okazała się niezwykle owocna: proza Sabato z miejsca chwyta za gardło, pobudza rozleniwiony umysł i wciąga w swój świat. „O bohaterach i grobach” zachwyca na każdym kroku. Mnogością podejmowanych kwestii, jędrnością języka, dynamiką tekstu skrywaną za parawanem melancholijnej i urzekającej narracji. Nic dziwnego, że autor jest wymieniany w wielkiej trójce wybitnych pisarzy argentyńskich XX wieku, w tak doborowym towarzystwie jak Jorge Luis Borges i Julio Cortazar. Obok takiej literatury nie można, nie należy, nie sposób przejść obojętnie!

Powieść „O bohaterach i grobach” łączy w sobie nieprzebraną mnogość tematów, choć główne wątki fabularne wskazać nietrudno. Jest zatem latynoska saga rodzinna, z nieodłącznymi szaleńcami, tragediami, podupadłymi siedzibami rodowymi, makabrycznymi sekretami i przeklętym dziedzictwem. Losy rodu Olmos Vidal to zarazem historia kraju i kontynentu amerykańskiego. Sabato bardzo wiele miejsca poświęca okrutnym zdarzeniom z przeszłości swojej ojczyzny, legendarnym bohaterom jak generał Lavalle, licznym przewrotom wojskowym, dyktaturom, represjom. Dramatyczne dzieje Argentyny, wewnętrznie skonfliktowanej, wielonarodowej, skonfrontował pisarz z jej demonami historii, ale i współczesnymi problemami. Polityka i kwestie społeczne przeplatają się w powieści z problemami natury egzystencjalnej i metafizycznej: sens istnienia, cierpienia, śmierci, miłości, moralności, samotności, wiary, zmian, sztuki, rozwoju nauki – a może bezsens tego wszystkiego? Liczne dygresje, monologi wewnętrzne, ale także żywe spory między bohaterami prezentują cały wachlarz odautorskich przemyśleń. A przy tym powieść, jej dynamika, nic na tym nie traci, a jedynie zyskuje!

Jak przystało na literaturę iberoamerykańską, w „O bohaterach i grobach” nie mogło zabraknąć romansu. Tragiczna miłość dwójki młodych to jednak tylko kolejna gra schematem. Aleksandra nie przypomina w niczym niewinnego, delikatnego i omdlewającego z byle powodu dziewczęcia, targanego namiętnościami swego wieku. W tej bajce na wieży, zwanej miradorem, zamieszkuje królewna-smok, kobieta wamp, istota władcza, drapieżna, zmysłowa i erotyczna. W tym duecie to Marcin (spolszczenie imion w moim wydaniu woła o pomstę do nieba!) stanowi element wrażliwy i romantyczny, oczekujący czułości i bliskości. Wszystkie postacie u Sabato są w pewnym sensie przewrotne i przerysowane, a jednak idealnie współgrają z surrealistyczną atmosferą tej prozy, której mocnym punktem jest także silne osadzenie kulturowe i obyczajowe w obrębie Buenos Aires. Ten współczesny Babilon to dla autora istna literacka pożywka, która tuczy tekst zabawnymi uwagami, gorzką krytyką i nostalgicznym przywiązaniem.

Uwagę krytyków przyciąga szczególnie „Raport o ślepcach” czyli rozdział poświęcony terroryście myśli, Fernando, który zatraca się w swoim szaleństwie i, co niepokojące i fascynujące zarazem, wciąga tam czytelników. Ironiczny i błyskotliwy, choć na wskroś owładnięty paranojami, przekonuje nas o tym, że światem rządzi szatan za pomocą wszechpotężnej organizacji: ślepców. Oddzielić jego rojeń od rzeczywistości nie sposób, w czym zasługa pisarskiego talentu Sabato. W tej historii litość i współczucie, jako diabelskie narzędzia manipulacji, to nasza pięta achillesowa, dzięki której zło uzyskuje wszystko, czego mu trzeba. Sabato drwi sobie z nas wszystkich, ale brak w tym owej satysfakcji prestidigitatora z udanej sztuczki. Powieść przesycona jest jego własnymi niepokojami, obsesjami, lękami i mrokiem. Jego samotność to nasza samotność. Bliskość i zrozumienie są złudzeniami – ludzi dzielą przepaście. Odsłaniając swój głęboko zakorzeniony świat mrocznej podświadomości, z jego demonami i atawizmami, pokazuje nam nas samych, odartych z kultury i cywilizacji. Zmyślnie rozegrana fabuła, mimo swojej złożoności, okazuje się niezwykle spójna i jednolita. Wielość perspektyw pozwala na pomieszczenie w tym przyciasnym worku powieściowym całej masy koncepcji i przemyśleń Sabato, wyrażonych symbolicznie lub bezpośrednio, w napomkniętych aluzjach lub rozbudowanych wywodach.

Proza iberoamerykańska to coś znacznie lepszego niż średniej klasy popłuczyny spod pióra, dajmy na to, C. Ruiz Zafona, które są jak disneyowska kreskówka przy oryginalnych, wielopłaszczyznowych opowieściach braci Grimm. Warto więc może odłożyć nieudolnych naśladowców na ich miejsce (cmentarz zapomnianych książek byłby idealny dla takich potrzeb) i sięgnąć po klasykę w najlepszym wydaniu. Ernesto Sabato jest jej znakiem jakościowym. Nakłady jego powieści (w niezmiennej od dziesięcioleci liczbie trzech) znikają z półek błyskawicznie i rzadko kiedy wracają do obiegu wtórnego. Posępne, pesymistyczne wizje świata i człowieka w wydaniu piekielnie inteligentnego „Dostojewskiego Argentyny” dla czytelnika okazać się mogą orzeźwiającą i wyostrzającą zmysły lekturą. Warto, naprawdę warto.

Jestem człowiekiem, który zgłębił swoją świadomość, a czyż można mieć dla siebie szacunek, jeśli się dotarło do zakamarków własnej świadomości?

Ernesto Sabato, O bohaterach i grobach, PIW, 1966

(w notce posłużyłam się okładką z nowszego wydania SIW Znak)

*John Milton, Raj utracony

Advertisements

14 thoughts on “Ernesto Sábato O BOHATERACH I GROBACH

  1. Zastanawiałam się, dlaczego mi się Zafon nie podobał, a tu proste wyjaśnienie- bo to po prostu jest podróba:).
    Do tej konkretnej ksiązki Sabato przymierzam sie od jakiegoś czasu, po Twojej rekomendacji zapewnie przyspieszę przymiarki:).To moze być coś dla mnie:).

    • .::Iza::.
      Jeśli masz ją w zasięgu, to bierz! U mnie konserwowała się gdzieś w drugim rządku zapomnienia i kurzenia, co nie świadczy teraz o mnie najlepiej.
      Jeszcze nie jestem gotowa na takie drastyczne obwieszczenia, ale wydaje mi się, że Sabato jest lepszy od Llosy. Skłaniam się ku temu i w tym celu przetestuję jego kolejne książki w najbliższym czasie.

      A proza Zafona naprawdę marnie wypada przy takich pełnokrwistych, latynoskich tekstach. Nie rozumiem jego fenomenu, kiedy można czytać rzeczy lepsze, autentyczniejsze, oryginalne („Cień wiatru” to wyjątkowo wtórna historia), pochłaniające i do tego inteligentne! Ale to taka walka z wiatrakami ;)

      • Powoli odpisuję, bo jak nie zaganianie, to grypa:(.
        Llosie trochę brakuje głębi, moim zdaniem. Wiecznie dwa sztandarowe tematy, jak nie seks to armia:). Choć planuję powtórkę z jego powieści totalnej,czyli „Rozmowy w Katedrze” tam powinno być nieco lepiej, z tego co pamiętam:).
        sabato jest w bibliotece, blisko Llosy właśnie, więc nie ma szans, żebym o nim zapomniała.
        „Cień wiatru” sprawił na mnie wrażenie ksiażki dla młodzieży raczej. Jakoś mi się to łączy z fenomenem popularności Harry’ego Pottera wśród dorosłych kilka lat temu.

        • .::Iza::.
          Zdrowia życzę!

          Llosy nie czytałam jeszcze za wiele, ale jak do tej pory jest dobrze. Choć nie chwyta mnie tak za gardło i nie pochłania całkowicie jak Marquez czy Sabato. Więc czegoś brak.

          Co do Zafona: HP to były książki dziecięco-młodzieżowe, które polubili dorośli, a „Cień wiatru” kierowany był do dorosłych przez autora i wydawców. Nad bezrefleksyjnością i schematycznością literatury młodzieżowej bym się pewnie tak usilnie nie pastwiła :)

          • Zafon był reklamowany jako odnoszący się do lektur młodości właśnie, stąd moje skojarzenie.
            Bynajmniej się nie pastwię nad lekturami młodzieżowymi, choc może to tak zabrzmiało. Jedyne, nad czym bym się mogła popastwić, to czytanie wyłącznei pozycji bestsellerowych, ale chyba zadnego mola książkowego to nei dotyczy, bo czytamy tyle, że bestsellerów na długo by nie starczyło.
            Co do Llosy- otóż Rozmowa w katedrze miała własciwości chwytania za gardło, tyle, że czytałam ją mając jakieś 19 lat, więc rzecz jest do zweryfikowania.
            Potem zresztą przyszło kilka innych książek Noblisty, gdzie swoim zwyczajem robił sobie jaja, co wówczas jakoś mi nie podeszło:). A teraz czytam z przyjemnością;.

            • Iza, to ja się nad Zafonem pastwię! :) Nie wiedziałam, że był tak reklamowany. Z tego co kojarzę, to informowano, że „Cień wiatru” jest pierwszą powieścią dla dorosłych autora znanego do tej pory z młodzieżowych fabuł. I od razu tak utrafił w gusta podstarzałych państwa ;)

              „Rozmowa w katedrze” przede mną dopiero. Tak się zastanawiałam nawet, gdzie on praktykował powieść totalną, bo moje z nim spotkania raczej tego nie potwierdzały. Warto by było porównać ze ścieżką Sabato teraz. A kpiarskie podejście Llosy do pewnych konwencji i tematów bardzo mi odpowiada. Ale nie porywa jak dwaj pozostali panowie.

  2. maiooffka, szacun wielki! Już czuję, że to dla mnie, brzmi fantastycznie; dlaczego, oj dlaczego jak w ogóle tego gościa nie kojarzę ?!?! (leci do schowka KONIECZNIE!)
    Zafon to przecież głównie rozrywka, choć dobra. Znaczy mnie się tylko Cień wiatru podobał. A ten Sabato brzmi jak wyzwanie, to lubię :)

    • .::Kornwalia::.
      Sama odkryłam istnienie Sabato dopiero jakiś rok temu i to zupełnie przypadkiem. Ta jego nieobecność w powszechnej świadomości zaintrygowała mnie najbardziej :) Choć nie bardzo rozumiem, dlaczego jest tak mało nagłośniony teraz u nas. Marquez, Llosa, Cortazar trzymają się przecież świetnie na powierzchni popularności, więc proza iberoamerykańska ma się całkiem dobrze.
      A Zafon… Prostacko sobie pogrywał schematami pisarstwa latynoskiego w moim odczuciu. Powierzchownie i bezpłciowo. Wiem, że jestem bezwzględna, ale wychowałam się na Marquezie i oczekuję tylko lepszego w tych klimatach :P

  3. fajne określenie „jędrność języka’, takie obrazowe i oryginalne:) Książeczkę kiedyś miałem na celowniku, ale jakoś odeszła w zapomnienie, w sumie sam nie wiem dlaczego.

    • .::Pablo::.
      Jeśli masz podobnie do mnie, to co i rusz pojawia się nowy tytuł, świeży trop literacki, pilniejsza potrzeba czytelnicza i wypycha starsze cele poza horyzont ;)
      Ale warto powrócić do Sabato, wepchnąć go znów do aktualnej kolejki i poznać. Serio serio :)

  4. Zaciekawiła mnie Twoja recenzja, zaciekawiła mnie fabuła, zaciekawiła mnie okładka… czy mogę zrobić coś innego niż pójść, kupić/wypożyczyć i przeczytać?! :D

    • .::Pandorcia::.
      Witaj :)
      Z kupnem będzie problem pewnie, choć czasem pojawiają się tu i ówdzie pojedyncze egzemplarze.
      Jeśli moje zachęty zadziałały, to cieszę się bardzo – z przyjemnością przeczytam inne opinie na temat tej niezwykłej książki ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s