Czesław Miłosz ABECADŁO MIŁOSZA

Może moje „Abecadło” jest zamiast: zamiast powieści, zamiast eseju o dwudziestym wieku, zamiast pamiętnika.

 

Kto chce poznać poetę, niech czyta jego twórczość liryczną. Kto chce wiedzieć więcej, niech sięgnie po kolejną porcję wierszy. Ponieważ tam jest to wszystko. Możliwe, że nieco więcej udałoby się spowiednikowi z człowieka wyekstrahować, ale to już nie nasz przywilej. Choć pewnie nawet autorytet konfesjonału musiałby zmierzyć się z ową silną barierą człowieka cywilizowanego: autocenzurą.

Mój wielki strach: że udaję kogoś, kim nie jestem. (A – Autentyczność)

„Abecadło Miłosza” można otworzyć na dowolnej stronie, przeczytać fragment, jedno hasło i odłożyć bez szkody dla ciągłości treści czy porządku informacji. To jak przeglądanie prywatnego sztambucha, gdzie pełno jest luźno powtykanych karteczek, na których przeczytać można raz to anegdoty, a innym razem zupełnie poważne przemyślenia i opinie. Ale wzrok przykuwają zdjęcia. Na tych fotografiach są nieznane nam miejsca i ludzie. Mnóstwo ludzi, spoglądających na nas z innych czasów, zebranych w jednym miejscu, właśnie w tym albumie, według bardzo osobistego klucza. Czasem mignie nam twarz znana z podręczników czy okładek książek, są tam zatem i pisarze: Nałkowska, Dąbrowska, Camus, McCarthy, Gombrowicz czy Dostojewski. Ale większość blaknących portretów ratują już tylko notki poczynione przez poetę, dzięki którym wiele ważnych dla niego osób ocaleje od zapomnienia. Jeśli będziemy o nich czytać.

 

Oczywiście wszystkie biografie są fałszywe, nie wyłączając mojej, którą z tego abecadła czytelnik skłonny byłby wysnuwać. Fałszywe, ponieważ poszczególne ich rozdziały są łączone według pewnego z góry przyjętego założenia, podczas gdy naprawdę łączyły się inaczej, choć jak, nikt nie wie. (…) Biografie są jak muszle, i niewiele można się z nich dowiedzieć o mięczaku, który je zamieszkiwał. (…) czuję się, jakbym zostawił za sobą pustą skorupę. (B – Biografie)

 

Zapewne w myśl wyłożonego tutaj przekonania, Miłosz przyjął taką a nie inną konstrukcję swoich wspomnień. Trudno zresztą traktować „Abecadło” jako biografię, skoro bardzo wiele miejsca poświęca w niej autor innym postaciom, osobistym uwagom i ocenom powziętym już z perspektywy czasu. Ale też i dobór materiału i bardzo prywatny charakter wielu haseł pozwalają odsłonić rąbka tajemnicy samego poety. Ludzie, którym chciałby, wbrew własnym zapewnieniom o zbędności takich przedsięwzięć, stawiać pomniki oraz tacy, których z całą stanowczością potępia – wiele mówią o wewnętrznym świecie noblisty, o jego zasadach, hołdowanych wartościach i potrzebie sprawiedliwości. Głębokie zakorzenienie w polskości, przede wszystkim języku polskim jako „materiale twórczym”, również okazuje się pewnym wyborem, bardziej serca niż umysłu, dla osoby dorastającej w świecie bardzo złożonym kulturowo: litewska wieś, rosyjska dominacja, żydowskie dialekty, amerykańska stabilizacja. Zaskakują hasła jak „Duchobory”, „Bobty”, „Nieszczęścia”, „Baal”, „Alchemia”, „Sierraville”, ale przeważają nazwiska, obco brzmiące, z całego świata, wielu narodowości – mnóstwo osób, a to przecież zaledwie ułamek spośród napotkanych w życiu.

 

Czasami próbuję sobie wyobrazić te wiersze niczym nieskażonej radości, które bym pisał, gdyby nie ciągła we mnie obecność mroku (U – Uraz i urazy)

 

Czesław Miłosz nie opowiada nam o wszystkim, co przeżył. Mówi o tym, o czym sam chce opowiedzieć. Po tak długim i bogatym w doświadczenia życiu – w epoce wielkich zmian, strasznych wojen i ludzkich zwyrodnień, mieszkając w tylu krajach, zostawiając za sobą tak wiele domów i ludzi – poeta musiał dysponować niewyobrażalnie obszernym materiałem historii. Czym się kierował przy wyborze tych a nie innych haseł? Trudno powiedzieć. Ale w tych zapiskach czuć głęboki namysł i spokój – jak w całej twórczości pisarza. Na próżno szukać tutaj szokujących czy skandalicznych sekretów, humor jest wyważony i skierowany głównie na siebie samego.

 

Język jest moją matką, dosłownie i przenośnie. I pewnie moim domem, z którym wędruję po świecie (P -Polski)

 

A nad całą książką unosi się duch przemijania, gdy starszy pan elegancko i mądrze podsumowuje pewne sprawy. Zaś jego poetycki umiar słowa dodaje krótkim tekstom siły wyrazu. To nie jest książka dla każdego, jak sądzę, ale może warto poświęcić jej chwilę, by zrewidować moje, tak pochopnie powzięte, wnioski.

 

Czesław Miłosz, Abecadło Miłosza, Wydawnictwo Literackie, 1997

Reklamy

20 thoughts on “Czesław Miłosz ABECADŁO MIŁOSZA

  1. Nie mogę się do Miłosza przekonać.

    Smakowałam w jego poezji, ale także w innych gatunkach i wciąż czegoś mi brakowało.

    Podobnie mam z Szymborską, lecz już dzieła Herberta, Bursy, Twardowskiego, czy nawet Eliota pochłaniają mnie bez reszty.

    Może coś ze mną nie tak…

    • .::Claudette::.
      Tak jak poezja chadza sobie różnorakimi ścieżkami, tak i jej czytelnicy mają prawo wybrać sobie najbardziej odpowiadające im trasy ;) Myślę, że to zupełnie naturalny stan rzeczy.

      A czytałaś może jego „Dolinę Issy”? Dla mnie ta lektura była niegdyś niezwykłym przeżyciem. Mam nadzieję zresztą do tej książki wrócić.

  2. Warto poświęcić nie chwilę a chwil kilka ;)
    Wracam do Abecadła Miłosza co jakiś czas, oglądam te okruchy zagnieżdżone w jego pamięci – i za każdym razem wyglądają one inaczej.
    A mrok?
    Może to właśnie ów mrok sprawił, że te odrobiny światła, które wyłuskiwał ze świata Miłosz, lśniły mocniej i radośniej?
    Może to mrok zadecydował o tym, że Miłosz stał się poetą?

    • .::Logos Amicus::.
      Witaj serdecznie :)

      Tak sobie pomyślałam, że jeśli ktoś odżałuje tą jedną chwilę, to może tyle wystarczy, by został z tekstem Miłosza już na dłużej. Metoda małych kroków ;)

      Nie wiem czy ów wewnętrzny mrok zdecydował o ścieżce życiowej Miłosza, ale na pewno odcisnął piętno na jego twórczości. I nie chodzi mi tutaj o tematykę katastroficzną z czasów młodzieńczych, w czym wiek autora i współczesne mu nastroje/idee społeczne miały pewnie spory udział.
      Siła jego wersów zdaje się leżeć w powadze poety, jego zdolności do głębokiej zadumy i gorzkiej refleksji. Nie każdy pisarz musi nas bawić czy uspokajająco pieścić słoneczną stroną życia ;)

      • Trudno mi jest wyobrazić sobie Miłosza bez tego mroku obok, bez tego spaceru nad krawędzią rozpaczy, bez oglądania kwiatów nad otchłanią piekła… bez Ziemi Urlo.

        • Trudno sobie wyobrazić twórczość jakiegokolwiek poety pozbawiając go cząstki samego siebie. Figlarność Tuwima, melancholia Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej czy łagodność Twardowskiego – bez osobistego piętna, poezja byłaby tylko pustą grą słów.

  3. A mnie zastanawia jedno: mamy rok Miłosza, kończy się pierwszy kwartał i oprócz kilku programów w TVP Kultura nic jakoś nie rzuciło mi się w oczy/uszy. Czy macie podobne wrażenie? Wznowienia książek pomijam, bo od lat Miłosz jest stale obecny w księgarniach.

    • .::Czytanki Anki::.
      Telewizji nie mam, ale w radiu słucham z założenia kulturalnej stacji – Rmf Classic – i tam również niewiele słychać o wydarzeniach Roku Miłosza. A jednak mają one miejsce:
      http://www.milosz365.pl/pl,kalendarium.php

      Są i książki o pisarzu za oceanem, i cykl gdańskich imprez czyli Wiek Miłosza, i spotkania w ramach „Letters to Milosz”. Choć większość z tych przedsięwzięć ma charakter lokalny i nie kojarzę jakichkolwiek o nich wzmianek w mediach. Może Miłosz jest postacią istotną tylko dla garstki Polaków? Może misja mediów publicznych skupia się na ważniejszych celach (sic!)? Choć w Roku Conrada również nie działo się zbyt wiele z tego co pamiętam. Przynajmniej na większą skalę. Taki urok rodzimych nazwisk widać – poczekajmy na Rok Coelho ;))

      Na maj planowany jest punkt centralny obchodów – Festiwal Miłosza. Może wówczas impreza zostanie trochę nagłośniona i rozreklamowana? Oby tylko wpisali w grafik takiej majówki jakieś wielkie grillowanie pod Wawelem – rozgłos murowany :P

      • Grillowanie pod Wawelem – to jest myśl;))) Tylko nie mów głośno, bo a nuż ktoś usłyszy i potraktuje pomysł serio;)
        Ja tylko zdradzę, że jedną z lektur Klubu Czytelniczego będzie „Zniewolony umysł”;) Abecadło też przeczytam.

        • Nie czytałam „Zniewolonego umysłu”, choć w liceum był taki plan, pamiętam. Muszę się w końcu do Was dołączyć, bo brakuje mi dyskusji po lekturze, a ja kolejny raz nie dałam rady czasowo się zorganizować :(

          • Widzę po sobie, że dyskusja baaardzo wzbogaca odbiór utworu, stąd zresztą – jak wiesz – pomysł na klub;)

            • :)
              Zauważyłam ostatnio, że nawet jeśli kilka osób czyta ten sam tytuł (a zdarza się to bardzo często przy nowościach!), to i tak zdają się one nie dostrzegać potrzeby jakiejkolwiek dyskusji w temacie, gdyż „wszystko” wyraziły już w notce. Własna, choćby pobieżna opinia, staje się dobrem nienaruszalnym. Kiedyś sądziłam, że blogi czytelnicze służą jednak innym celom, a rozmowa jest tutaj sednem sprawy. Naiwna byłam :)

              • Masz rację, też widzę (i po sobie) podobne zachowania;) Trudno o dyskusję, jeśli nie postawi się pytania, albo nie napisze czegoś „pod prąd”.
                Cudze blogi traktuję głównie jako źródło inspiracji, a średnia z opinii jest często dość miarodajna;)

                • Stwierdzenia „pod prąd” również niewiele dają z moich obserwacji, a mam skłonności do nieprawomyślnych opinii chyba ;) Oczywiście zdarzają się wyjątki, nie mam zamiaru wszystkich równać w dół, gdzie z najbłahszej uwagi wynikają ciekawe rozmowy. Ale bez tego faktycznie zostają tylko inspiracje i kopanie własnego ogródka :P

  4. Z miłoszem jestem aktualnei w separacji, ale może się przeprosimy (przynajmniej w celach poznawczych).
    Być może Abecadło nie byłoby złe, gdyż da sie je czytac w niewielkich dawkach.
    No ale to i tak jeszcze nie teraz:)

    • .::Buksy::.
      Książka jest już w zapowiedziach Znaku (na maj) – 1104 strony! Mogliby wygospodarować cykl audycji dla niej w radiu, a i tak byłoby jeszcze wiele do przeczytania samemu ;))

  5. W radiu autor powiedzial ze stron jest 900. Reszta to pewnie zdjecia i przypisy. Chyba że w międzyczasie dopisał ;)

    • .::Buksy::.
      Przypisy, indeksy, bibliografie, zdjęcia – może być, że dla 900 stron tekstu jest 200 stron tłumaczenia się i porządkowania ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s