Maureen Jennings OSTATNIA NOC JEJ ŻYCIA

The last night that she lived,
It was a common night,
Except the dying; this to us
Made nature different. *

Był taki czas, gdy przestępcy mogli beztrosko broczyć krwią (czy też inną dowolną wydzieliną własną) w miejscach swych zbrodni i fakt ten nie wywoływał niezdrowego podniecenia u przedstawicieli służb laboratoryjno-kryminalistyczych. Był to również czas, gdy krąg podejrzanych nie zależał od baz danych wypluwanych masowo przez bezosobowe maszyny, ale był wynikiem wzajemnie zgłaszanych pretensji, oskarżeń i pomówień wyłuskanym pracowicie dzięki licznym rozmowom ze skrzętnie skrywającymi swe sekrety (ale też ochoczo plotkującymi o cudzych) świadkami, tudzież bliskimi ofiar. Był to bowiem czas, gdy tym, czego powinien obawiać się podstępny amator sztuki zła były szare komórki co bystrzejszych detektywów, ich zdolności dedukcyjne i znajomość ludzkiej natury. Ach, cóż to był za czas… (dla przestępczości z pewnością błogi). Toteż do dziś symbolami błyskotliwie prowadzonego śledztwa pozostają Sherlock Holmes czy też panna Marple, nie zaś wielkomiejskie brygady CSI zapamiętale próbujące wmawiać winę każdemu napotkanemu na swej drodze właścicielowi ludzkiego DNA. Skuteczność zabiła finezję. Na szczęście pozostają jeszcze książki, gdzie czas nie gra roli, a myślenie – zdawać by się mogło, iż dość staroświecki przeżytek – przynosi jednak efekty.

Maureen Jennings wykreowała świat zbrodni i kary z iście brytyjskim wyczuciem (jak na Angielkę przystało – ta nacja ma we krwi ową umiejętność jak sądzę), oddając przy tym niemały hołd swojej obecnej ojczyźnie czyli Kanadzie. Jej Toronto roku 1895 jest równie namacalne i malownicze jak Londyn czasów Holmes’a! Historia morderstwa młodziutkiej Therese to nie jedyna treść tej powieści. Autorka stworzyła niezwykle ciekawą panoramę życia w niejednorodnym kulturowo dominium brytyjskim epoki wiktoriańskiej. Wskrzesiła świat męskich klubów tonących w dymie cygar, przykładnych żon strzegących ognisk domowych za wszelką cenę, rodzinnych sekretów i skandalików marynowanych w milczeniu dla uzyskania pozorów harmonii, prywatnych powozów i statusu wyznaczanego poprzez odpowiednią liczbę służby; ale również świat głodujących i pracujących od najmłodszych lat dzieci, chłopców-gazeciarzy nie stroniących od używek, upadłych kobiet i oszustów, których jedyną ucieczką od brudnej i cuchnącej rzeczywistości jest tani alkohol w podrzędnych barach, gdzie podłogę stanowią nasiąkłe plwocinami i skwaśniałym piwem trociny. Co więcej, Jennings nie zadowoliła się tylko tymi zewnętrznymi artefaktami idealnie dobranymi pod ten obraz w sepii, zagłębiła się również w różnice kulturowe torontyjczyków (!) końca XIX wieku, gdzie religia mówiła o człowieku równie wiele jak jego pochodzenie.

Jednak „Ostatnia noc jej życia” nie jest książką popularnonaukową o życiu w Kanadzie w czasach historycznych, ale klasycznym kryminałem, gdzie ofiarą jest niewinna kobieta, krąg podejrzanych jest kameralny i wystarczająco niegodziwy, by wybór był trudny, a prowadzący śledztwo zdaje się jedyną osobą zdecydowaną szukać prawdy i sprawiedliwości w tym świecie sztywnych podziałów klasowych i rażącej znieczulicy społecznej. Detektyw Murdoch, choć praworządny, sumienny i dość bystry, nie wyróżnia się niczym szczególnym w tej powieści. Nawykłam do tego, iż bohaterowie parający się tropieniem zbrodni to jednostki genialne lub przynajmniej z lekka ekscentryczne – czyżbym coś przeoczyła? Mam nadzieję, że autorka sama dopiero dopracowywała na etapie tej historii detektywa i z czasem nabierze on jakichś wyrazistych cech, wyróżniających go z tłumu poczciwych dusz. Dodać należy, iż Jennings to praktykujący psycholog z krwi i kości, zatem duży nacisk w całej powieści położony został na autentyczność i spójność wszystkich postaci. Każdy  chowa tam swojego trupa w szafie, co dla zagęszczenia podejrzeń i spekulacji ma znaczenie zasadnicze.

Maureen Jennings stworzyła niezwykle ciekawą alternatywę dla XIX-wiecznego Londynu, gdzie zbrodnie tropił w tym samym czasie sławny i podziwiany Holmes. Czyta się „Ostatnią noc jej życia” z prawdziwą przyjemnością, ponieważ zarówno zagadka kryminalna jak i, stanowiące jej tło obyczajowo-historyczne, zaśnieżone Toronto końca epoki wiktoriańskiej pozwalają odkrywać tamten świat z nietypowej perspektywy Nowego Świata. Na dodatek, jakby szczęścia było jeszcze komuś mało, polskie wydanie cieszy także oko stylizowanymi ozdobnikami i dbałością o szczegóły, co tak rzadko przytrafia się w naszych warunkach, że  postanowiłam o tym wspomnieć. Mam nadzieję, że  seria z detektywem Murdochem zostanie u nas wydana w komplecie i to z równą dbałością o estetykę.

*Emily Dickinson

Maureen Jennings, Ostatnia noc jej życia/ Except the dying, Wydawnictwo Oficynka, 2010

***

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmośći wydawnictwa Oficynka.

Advertisements

18 thoughts on “Maureen Jennings OSTATNIA NOC JEJ ŻYCIA

  1. Epoka wiktoriańska, zagadka kryminalna w tle i panie w tych cudnych sukniach … na pewno by mi się spodobała ;) Szkoda, że jest tyyyyyle książek, a ja tylko jedna i to jeszcze zabiegana :( ale bardzo chciałabym ja kiedyś dostać w swoje łapki :)

    Pozdrawiam :)

    • .::Arsenko::.
      Myślę, że książki Maureen Jennings trafią do bibliotek, ponieważ na dobre kryminały zawsze znajdą się chętni, a powieści tej autorki zdobyły sobie uznanie już w wielu krajach. U nas jest poślizg w tym względzie, ale lepiej późno… ;)
      Zalecam tylko czytanie tej części cyklu zimą – śnieżna i mroźna aura nastraja idealnie do jej odbioru :)

  2. .::Iza::.
    :)
    Właśnie nabyłam ciekawą pozycję „Krwawa setka. 100 najważniejszych powieści kryminalnych” Burszty i Czubaja – czytałaś może? Mnóstwo tytułów z ‚naszego’ gatunku podrzucają, plus kilka rozmów z pisarzami (m.in. Akunin, Mankell, Coben), plus bardzo ciekawe wprowadzenie. Pewnie kiedyś będę o niej pisać, ale już polecam jako lekką zakąskę dla kryminałożerców ;)

    .::Ysabell::.
    Dziękuję :) A ja z kolei do tej pory nie widziałam serialu, o którym usłyszałam dopiero przy okazji tej lektury. Ciekawa jestem bardzo zwłaszcza tego, jak wykreowano postać Murdocha.

    .::Pablo::.
    Patrząc na to z drugiej strony: może opinie są tak pozytywne, gdyż pochodzą od osób, które miały ochotę na taki staroświecki kryminał właśnie? ;)

  3. Były też filmy pełnometrażowe, więc czeka Cię dużo odkrywania Murdocha. :)

    Ja właśnie dziś pożyczyłam egzemplarz „Ostatniej nocy jej życia” i pewnie niedługo się za nią wezmę.

    A „Krwawa setka” swoją drogą tak samo mnie zaciekawiła jak zirytowała, więc bardzo jestem ciekawa Twoich wrażeń.

  4. .::Ysabell::.
    O filmach nie wiedziałam! Wiem, że jest serial związany z książkami tylko osobą Murdocha, ale nie fabułą oraz mini-serial oparty na powieściach Jennings. Tego drugiego póki co chcę uniknąć, by nie popsuć sobie lektur na przyszłość :)

    Przeglądam i podczytuję sobie „Krwawą setkę”, wybiórczo póki co, i mogę się domyślać już co w niej irytuje: zdradza sporo z fabuły opisywanych książek, prawda? Czasem nawet rozwiązania zagadek. Dlatego wybieram tylko fragmenty o powieściach, które już znam, a wszystko co obce traktuję jako podpowiedzi kolejnych lektur, z oddali. Ale autorzy i tak podbili moje serce wskazując na „Zabójstwo Rogera Ackroyda” jako najlepszy kryminał Agathy Christie (ich ‚Złota dziesiątka’) – nareszcie, czułam się dotąd bardzo osamotniona w tej opinii :)

  5. Wiesz, może to i był mini-serial, już dobrze nie pamiętam. Pamiętam tylko, że główny bohater podobał mi się nieco mniej niż w serialu.

    Bardzo Ci polecam ten serial, chociaż bywa niesamowicie odjechany i pewnie nie do końca oddaje ducha prozy Jennings. Za to jest cudny [i dodatek z babskiej perspektywy: A te kiecki! Zwróć uwagę na suknie patolog]. ;)

    Co do „Setki”, to zdradzanie fabuły nie było najgorsze, ale też mnie nie cieszyło. Najbardziej irytowało mnie to, że najpierw opisali kryminał jako książkę, w której akcja kręci się wokół zbrodni (bez sensu, bo w ten sposób dodali do rozważań thriller i sensację i poszerzyli pole rozważań przesadnie), podczas kiedy dla mnie kryminał to książka o śledztwie. A na dodatek dalej wybierali książki, w których w zasadzie zbrodnia była na dalekim planie, więc i od tej definicji odchodzili. A na dodatek nie uwzględnili części moich ulubionych autorów i części tych nieulubionych, ale takich, którzy się tam znaleźć powinni dużo bardziej niż ci, którzy się znaleźli (moim zdaniem, oczywiście). :D

    A „Ackroyd” jest bardzo dobry, jasne, że nie jesteś osamotniona, w końcu w swoim czasie był niesamowitym wydawniczym hitem. :)

    • .::Ysabell::.
      Ciekawe jak odbierzesz prozę Jennings znając serial – w książce wszystko wydało mi się dość stonowane, a już z pewnością nie ‚odjechane’ ;) Uwielbiam seriale kryminalne, więc poszukam na pewno „Murdoch Mysteries”.

      Taki wybór „najważniejszych”, bez względu na to czy będą to kryminały czy też inne gatunkowo dzieła, zawsze będzie przedsięwzięciem subiektywnym i w dużej mierze spornym. Tak sądzę. Może w kolejnych edycjach uwzględnią zgłoszenia i uwagi czytelników :)

      A co do definicji kryminałów: sama również stosuję to określenie w stosunku do historii śledztw, tych najbardziej klasycznych, gdzie do końca nie wiadomo „kto zabił”. Ale autorzy traktują chyba przedmiot tej książki jako literaturę sensacyjną (jak sami o niej piszą), więc to raczej tytuł książki był mylący a nie rozbieżności w rozumieniu pojęć. Mam póki co stosunek pozytywny do ich poczynań, ponieważ wiele z wymienionych u nich tytułów mam w planach :)

      Każda książka lady Agathy była wydarzeniem wydawniczym, ale dopiero z książki Burszty i Czubaja dowiedziałam się, że w tym wypadku złamała ona pewną niepisaną zasadę kodeksu pisarzy kryminałów (dla nie znających „Zabójstwa R.A.”: nie szukajcie jaką, bo popsujecie sobie całą radość z tej lektury!). Ja sądziłam, że to jej pomysłowość i oryginalność doszła do głosu, a to czupurność chyba ;)

  6. Myślę, że proza Jennings jest podoba w klimacie do tych filmów (czy może miniserialu), który też mi się bardzo podobał, więc sądzę, że się nie zawiodę. Miałam już dzisiaj zacząć czytać (skończyłam „Okruchy dnia”), ale dorwałam w antykwariacie „Książki i ludzie” Łopieńskiej i wsiąkłam…

    Wybór w „Setce” jasne, że subiektywny, ale pomarudzić sobie zawsze przyjemnie. ;)
    A co do rozbieżności w rozumieniu pojęć, to nie chce mi się teraz sięgać, ale rzeczy typu „Listonosz zawsze dzwoni dwa razy” pasowały tam zupełnie jak pięść do nosa…
    Co nie znaczy, że mam do tej książki negatywny stosunek. Skoro emocjonuje, to musi coś w sobie mieć, nie? :)

    A co do Agathy, to nie wiem czy planujesz lekturę „Sekretnych zapisków…” (nie bardzo polecam), bo tam było trochę o jej sposobie pisania i trochę o złamaniu tej zasady i czyj to mógł być pomysł. I do tego jeszcze wyraźny wniosek, że Christie często długo w trakcie pisania książki nie miała pojęcia kto zabija, nawet w przypadku tak szokujących książek jak „Dziesięciu murzynków”, „Dom zbrodni” i nie dam głowy czy nie „Ackroyd” właśnie. Więc głowy bym nie dała, że to czupurność. :)
    A o historii tej książki i o tym, że ją aż wyrzucili z klubu pisarzy kryminałów wiedziałam już wcześniej.

    Swoją drogą moja ulubiona książka Christie to chyba „Pięć małych świnek”. Prznajmniej na dzień dzisiejszy, bo to się często zmienia.

  7. .::Ysabell::.
    Nie dziwię się – tyle już słyszałam o książce Łopieńskiej, że również rzuciłabym się na taki rarytas, gdyby tylko przecięły się nasze ścieżki ;)

    Odnośnie „Krwawej setki” – myślę, że autorzy zdawali sobie sprawę od samego początku, że każdy wielbiciel gatunku będzie miał własne zastrzeżenia co do pewnych wyróżnionych przez nich tytułów; ile głów, tyle opinii zapewne by się znalazło. Może potraktowali tak szeroko pojęcie powieści sensacyjnej, by dotrzeć do jak największego grona czytelników (czyli sprzedać się w nakładzie zadowalającym wydawcę): tych od klasycznych brytyjskich posiadłości i rodzinnych tajemnic, jak i tych od spisków medyczno-rządowo-prawniczych. Ale nie znaczy to, że ich bronię – również wolałabym znaleźć tutaj tytuły 100 powieści skrojonych akuratnie pod moje konserwatywne potrzeby ;) „Listonosza…” nie czytałam jeszcze (choć mam w planach i stoi na półce), dlatego nie odpowiem w tym względzie nic sensownego.

    O „Sekretnych zapiskach A.C.”, niestety, ale za wiele dobrego nie słyszałam. Choć pewnie kiedyś po nie sięgnę w końcu, z ciekawości – nie wiem czy fan jej prozy może sobie darować z własnej nieprzymuszonej woli taką okazję do podejrzenia warsztatu twórcy? Przewidywane rozczarowanie nie zniechęca wystarczająco silnie.
    A może jest dostępna u nas jakaś jej biografia, o której słyszałaś/którą czytałaś? Bo ja wiem tylko tyle, ile sama ujawniła w swojej autobiografii, a to bardziej jej własna kreacja niż obraz życia.

  8. .::Elina::.
    Sherlock jest tylko jeden, odpowiem parafrazując pewne popularne hasło ;)
    Warto jednak pozwolić Jennings na opowiadanie nam o Nowym Świecie i tamtejszych mieszkańcach, oficjalnie stanowiących obywateli starej Anglii, którzy w istocie budują już nowy naród.

    .::Mary::.
    Czytałam już zapowiedź u Ciebie, i nie powiem, cieszy mnie tak szybkie wydanie (i to w tej samej urzekającej estetyce!). Jestem bardzo ciekawa postaci samego Murdocha, bo sądzę, że z czasem musiał nabrać wyrazistszych cech. Początkowo wszyscy detektywi byli tylko pewnymi szkicami i próbami samych siebie. Może w jego charakterystyce ma pomóc nowa (piękna oczywiście) koroner, przy której nabierze charyzmy ;)

  9. Ja też przesadnie staram się autorów „Setki” nie atakować, bo zrobili kawał dobrej roboty. Ostatnio na deser po niej kupiłam mężowi z antykwariatu „Etnologa w mieście grzechu” Czubaja (i oczywiście mu ukradnę). Jak już czytać o kryminałach, to konsekwentnie. :)

    O biografii Christie wiem tyle, ze jedna w Polsce była wydana i niestety niewiele więcej. Marzę o tym, żeby przetłumaczyli jeszcze coś. O „Zapiskach” i „Autobiografii” ostatnio pisałam, więc już się nie będę powtarzać, a pytałam po to, żeby wiedzieć czy Ci opowiadać coś więcej czy sama doczytasz. :)

  10. Maioofko- „Krwawej setki ” nie czytałam, świadomie, nawet miałam ją w ręku w bibliotece, ale uznalam, że nie ma ona sensu przy moim chaotycznym systemie czytania. Zanim jakakolwiek polecana przez autorów książka trafilaby w moje ręce już bym ok 100 razy zapomniała, że w ogóle ja polecamy.
    Ale być może dam „Krwawej…” szansę. Może byłoby to jakieś źródło inspiracji:).

  11. .::Ysabell::.
    „Etnologa w Mieście Grzechu” również mam w swoich planach. Tam także ponoć zdarzają się pewne spojlery i tego się obawiam. Ale nie da rady przeczytać wszystkiego przed sięgnięciem po książkę Czubaja, prawda?

    Muszę w takim razie poszukać tej biografii Christie. Bo jej „Autobiografia” to zdecydowanie za mało. Zbyt wybiórczo.

    .::Iza::.
    Właśnie tak ją traktuję: jako źródło inspiracji. Ale też autorzy dorzucają garść informacji o samym gatunku kryminalnym, jego metamorfozach i specyfice. Czyta się dobrze, a można też pominąć rozdziały o książkach, które są w planach i nie chcemy popsuć sobie zabawy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s