Evelyn Waugh ZNOWU W BRIDESHEAD

Madresfield Court

W roku 1944 kapitan Evelyn Waugh, uznany już wówczas pisarz brytyjski, otrzymuje kilkumiesięczny urlop zdrowotny, opuszcza armię i rozpoczyna metodyczną pracę nad powieścią, której zarys nosił w sobie już od pewnego czasu, może nawet od lat. Nie przekuwa on bowiem w wersję literacką swoich świeżych doświadczeń czasu wojny, ale próbuje ocalić od zapomnienia świat, który był ‚przedtem’, a który wydawał mu się stracony bezpowrotnie w obliczu wojennej zawieruchy. W okresie permanentnego niedostatku dóbr pierwszej potrzeby, niepewności jaką budziła przyszłość, wzmożonej dyscypliny społecznej w służbie krajowi, Waugh z sentymentem wspomina czas swej nie tak odległej jeszcze młodości, która zdaje mu się już inną epoką, opływającą w luksusy, pełną zbytku, blichtru i ekstrawagancji. Lata dwudzieste, lata trzydzieste…

Et in Arcadia Ego

Brideshead revisited” („Powrót do Brodeshead”/ „Znowu w Brideshead”) wbrew pozorom nie jest autobiografią pisarza, choć autentyczne wątki, miejsca i ludzie wypełniają przestrzeń powieści tak szczelnie, iż Waugh zdecydował się na poprzedzenie tomu enigmatycznym stwierdzeniem: „Ja to nie ja, wy nie jesteście nim ani nią, oni nie są nimi”. Nie zdało się to na wiele, gdyż współcześni pisarzowi czytelnicy angielscy byli zbyt świadomi poczynań autora i elit krajowych, bez problemu rozpoznali pierwowzór posiadłości Brideshead oraz zamieszkałej tam rodziny. Arystokratyczny ród Lygon’ów znany był opinii publicznej nie tylko za sprawą swej wysokiej pozycji społecznej – ówczesna głowa rodziny, Lord Beauchamp, stał się ofiarą skandalu obyczajowego, w związku z czym został zmuszony do rezygnacji z pełnienia wszelkich urzędów, a w końcu do opuszczenia kraju. W tym szczególnym momencie, latem 1931 roku, na scenę posiadłości Madresfield, stanowiącej pierwowzór powieściowego Brideshead, wkroczył Evelyn Waugh, snobistyczny, poszukujący towarzystwa arystokracji, zachwycony wystawnym życiem elit artysta. Tak przynajmniej postrzegali pisarza współcześni mu. Rodzina Lygon’ów przyjęła go do swego świata bez oporu. Szczególnie bliskie więzi łączyły go z Hugh (znanym mu już z wcześniejszego okresu studiów w Oksfordzie) oraz siostrami Maimie i Coote, co widoczne stało się przy pisaniu książki. Odcisnęli oni na nim swe piętno, a on ich unieśmiertelnił w swej prozie. Portret rodzinny wyłaniający się z kart powieści wywołał sensację, ta zaś szybko przełożyła się na niebywały sukces książki. Warto dodać, iż  czytana dziś już bez klucza biograficznego książka Waugh’a radzi sobie znakomicie – nadal wzbudza emocje i podziw kolejnych pokoleń.

Brideshead opuszczone

Sycąc się opisami dostatku i rozrzutności, roztaczając przed samym sobą splendor międzywojennej Anglii, w dniach surowych, podyktowanych wojną wyrzeczeń, Evelyn Waugh nie zamierzał stworzyć pastelowego obrazka prezentującego scenki obyczajowe czasów minionych. Pierwotny tytuł powieści wiele zdradza z planów pisarza: „The Household of the Faith. The Story of a Family”. Trzonem całej historii jest bowiem religia. Nie ekscesy pijackie i homoseksualne eksperymenty nobliwych studentów Oxfordu, nie upadek starych rodów angielskich, nie popadanie w ruinę ich pięknych posiadłości, stanowiących symbol narodowej dumy Anglików. Nie. Evelyn Waugh, od 1930 gorliwy katolik konwertyta, z pełnym zaangażowaniem neofity i apostoła prawdy jedynej, wykreował niezwykły świat Brideshead w ściśle określonym celu: chciał opowiedzieć o łasce uświęcającej, o mocy jej działania na przykładzie ekscentrycznej rodziny Flyte’ów; o roli grzechu i wychowania w wierze, o sile skruchy i przebaczenia. O ile sama idea i przekonania autora nie stanowią dla mnie kwestii problematycznej, to sposób w jaki Waugh moralizuje i poucza w swojej powieści jest niezmiernie męczący; a im dalej, tym smrodek dydaktyczny staje się coraz bardziej nieznośny.

Szarpnięcie nitki

O tej książce można by napisać wiele. Nietuzinkowe, wyraziste postaci z lady Marchmain czy Sebastianem Flyte’m na czele, zręcznie uchwycona atmosfera epoki z całym jej szaleństwem, dekadencją i zepsuciem, dynamiczne relacje międzyludzkie nadające ton i budujące napięcia, cały wachlarz zagadnień od tych indywidualnych po społeczne – Waugh stworzył niezwykłą panoramę życia ówczesnej Anglii, ale i uniwersalną opowieść o człowieku. Napisał w sposób zajmujący o ludziach i miejscach, które reprezentowały w jego mniemaniu pewien porządek świata. „Znowu w Brideshead” stanowi dla mnie jednak cudaczną hybrydę: to wielkiej urody powieść z pokracznym potworkiem w postaci nachalnego przesłania w finale. Wolę więc ślizgać się po powierzchni tego tekstu, doszukując się biograficznych odniesień i rzeczywistych zdarzeń, niż zagłębiać się w moralizatorską pogadankę, tak niezgrabnie przyłataną do fabuły. Ale mimo wszystko – warto przeczytać powieść Waugh’a, warto ujrzeć epokę międzywojnia oczami tego wybitnego pisarza.

Evelyn Waugh, Znowu w Brideshead, Prószyński i S-ka

(Paul Byrne, Mad World: Evelyn Waugh and the Secrets of Brideshead, HarperPress, 2010)

Advertisements

20 thoughts on “Evelyn Waugh ZNOWU W BRIDESHEAD

  1. Lata 20, 30 … piękne, pełne elegancji lata. Później wiek XX zaczął biec ku przyszłości z prędkością światła.
    Lubię czytać o tych czasach :)

  2. .::Paula::.
    Dziękuję – trudno pisać o tej książce, ponieważ porusza wiele strun naraz. Wciąż myślę o rzeczach, które pominęłam, a które również dodają powieści uroku, jak choćby błyskotliwe i niezwykle zabawne dialogi pomiędzy narratorem (Charles Ryder) a jego ojcem. Naprawdę warto sięgnąć po tę powieść, to klasyka w najlepszym wydaniu, mimo misyjnej wymowy :)

    .::Arsenka::.
    Międzywojnie to również moja ulubiona epoka historyczna, co tylko dodało książce wartości ;)

  3. A widziałaś ekranizację z Emmą Thompson? Bardzo ciekawa, aż zapragnęłam przeczytać książkę;))) Do czego jeszcze niestety nie doszło;(
    Wydaje mi się, że lata temu w tv wyświetlano serial „Powrót do Brideshead”, który cieszył się ogromną popularnością.

    • Chętnie przeczytam, ciekawa jestem, jaki będzie mój odbiór warstwy misyjnej:). Myślę, że strasznei trudno jest w takim przypadku nie popaść w dydaktyzm.

  4. .::Ultramaryna::.
    Warto. A że lubisz klasykę, to sądzę, że Ci przypadnie do gustu i ten tytuł :)

    .::Czytanki Anki::.
    Również o książce usłyszałam w związku z najnowszą ekranizacją :) Film widziałam, ale serialu jeszcze nie. A wszędzie spotykam się z opinią, że to serial zasługuje na uwagę. Ale czy cokolwiek ma szansę wygrać z produkcją BBC? ;)

    .::Iza::.
    Nie popaść w dydaktyzm jest wyzwaniem, ale też po tym poznaje się dzieło wybitne jak sądzę. Gdyby nie zbyt nachalne ‚kazania’ Waugh’a, jego książce mogłabym dać notę najwyższą. Szkoda, że nie zdołał utrzymać pewnego dystansu do religijnego przesłania książki, czyniąc ją przez to bardziej uniwersalną.

  5. Gratuluję znakomitej recenzji :-). Zaintrygowałaś mnie. Widziałam ekranizację z Emmą Thompson, zakończenie mnie lekko zdenerwowało, i dlatego książki w planach nie miałam. Teraz myślę, że może warto byłoby jednak skonfrontować film z literackim pierwowzorem. A u mnie niestety to częste – najpierw wyprawa do kina, a po książkę już nie sięgam… prędzej wybiorę coś, co nie zostało zekranizowane.

    • .::Eireann::.
      Wygląda na to, że film (mimo tak krytycznego przyjęcia) odniósł pozytywny skutek przybliżając polskiemu czytelnikowi kolejny tytuł z angielskiej klasyki ;) Książkowe zakończenie również pozostawia niesmak, jednak nie zdołało przyćmić całej powieści. Nie wiem jak w Anglii odnoszą się do wymowy dydaktycznej tej historii (może oni faktycznie mają dylematy religijne związane z anglikanizmem i potrzebują prozy tak jednoznacznie nawracającej?), ale ten tytuł jest tam wciąż żywy i ceniony. Ja też będę polecać, mimo małego ‚ale’ :)

  6. Ten wstęp do twojej recenzji tak mnie zainteresował, że machinalnie pomyślałam : „to książka dla mnie!” , później jednak stwierdziłam, że chyba jednak nie , aczkolwiek nigdy nie mów nigdy :) .

  7. .::Elina::.
    Popieram – nie mów ‚nigdy’ ;) „Brideshead revisited” to naprawdę kawałek dobrej prozy angielskiej. Religijne przesłanie autora można grzecznie zignorować i już.

  8. Prawda ze pióro ma Evelyn przyjemnie zaostrzone? Tylko te smrodki dydaktyczne, faktycznie przesadzil! Ale tak to z neofitami bywa, heh. Choc ten nawracajacy sie narzeczony byl cudny! I fajnie ze dalas mały rys historyczny, wreszcie wiem jakie bylo zrodło tej opowiesci. A film widziałaś?

    • .::Buksy::.
      Jako pisarzowi nie sposób Waugh’owi czegokolwiek zarzucać, to fakt. Poluję już na jego kolejną powieść (choć wcześniejszą chronologicznie) czyli „Zmierzch i upadek”.
      Prócz nawracania Rexa bawiłam się również znakomicie w trakcie dialogów Charles-ojciec ;) Autor musiał mieć jednak świetne poczucie humoru, które niestety omijało sprawy wiary.

      Po filmie dopiero odkryłam istnienie książki. Wszelkie uproszczenia w obrazie były pewnie konieczne, więc obiecuję sobie wiele po serialu BBC, który nie miał takich ograniczeń czasowych jak kinowa wersja. Zobaczymy.

      • A zmierzch i upadek to jest dopiera jazda! Pisałam kiedys o tym u siebie na blogu, bo ksiazke czytalam jakis rok temu. Dla zachety dodam, że w tym tytule nie ma ani krzty religii.
        Dialogi syn-ojciec w Powrocie sa faktycznie cudne ;)

        • .::Buksy::.
          „Zmierzch i upadek” pisał Waugh w latach dwudziestych, więc będąc zanurzonym w tej ciekawej epoce po uszy ;) Po Twojej rekomendacji rzucę się na ten tytuł z jeszcze większym apetytem.

  9. Cóż, ekrtanizacja bbc była 1000% lepsza. Aczkolwiek kilka kreacji nowej ekranizacji zasługuje na uwagę.

    Co do ksiązki, radzę czytać między wierszami. Nie jest tak tragicznie z autorem jak to sugeruje recenzja. Książka jest przepiękna. I jakkolwiek by się jej nie czytało, glówny wątek to utracona bezpowrotnei szansa na miłość między Charsem i Sebastianem. Julia jest tylko odbiciem pierwszego zauroczenia bohatera.
    Co do religii, cóż tak ot jest na świecie, że wierzący są bardziej szcześliwi od tych niezdecydowanych ( jak Charles) bo zawsze mają ( wierzący ) swego boga, oparcie w kryzysie.

  10. .::Matylda Werth Chesterlied::.
    Nigdzie w moim tekście nie sugerowałam raczej, że z autorem „jest tragicznie” – może za dużo czytania między wierszami? ;) Powieść zaliczyłam swego czasu do jednych z najlepszych jakie czytałam, nie wielbiąc jej jednak bezkrytycznie. Za głos w dyskusji jednak dziękuję, ponieważ sądzę, że ten kawałek prozy nadaje się do polemik jak mało który.

    Czy fascynacja Charles’a Sebastianem była miłością? Nie wiem i nie jestem do końca przekonana o słuszności tej interpretacji. Taka etykietka raczej ogranicza w moim odczuciu ogrom emocji i zawiłość łączącej ich więzi. Wydaje mi się, że popularność tej powieści i jej siła polega również na niejednoznaczności i wielości możliwych odczytań.

    Polemizowałabym również z Twoim ostatnim stwierdzeniem: czy Sebastian albo Julia byli szczęśliwi? Nawet lady Marchmain nie sprawiała takiego wrażenia. Wiele problemów tej rodziny zdawało się wynikać z wiary właśnie. Dlatego też cudownie uzdrawiająca moc katolicyzmu w finale zdaje się przemawiać do mnie najsłabiej. Powieści nie szkodzą same przekonania autora (nie z nimi mam problem), ale sposób w jaki zostały wyłożone. Zbyt nachalnie i dydaktycznie. Co nie zmienia jednak faktu, że Waugh wykreował kilka niezapomnianych postaci, malowniczych miejsc i niezwykłą atmosferę przemijającego świata.

    Pozdrawiam

  11. Dobrym suplementem albo i wstępem do lektury Waugha byłaby świetnie ukazująca duchowy kontekst epoki książka Josepha Pearce’a „Pisarze nawróceni”. opisująca wielką falę konwersji na katolicyzm wyspiarskich elit. Uważam, że oskarżenia o nachalny dydaktyzm „Znowu w B.” są jednak uproszczeniem i echem zbędnego (przy lekturze) psychologizowania – plagi naszych czasów.

  12. Matylda Werth Chesterlied – to bardzo miłe znaleźć kogoś, kto czyta tę książkę w podobny sposób. Takie odczytanie jest mi zdecydowanie najbliższe i mam wrażenie, że Waugh zrobił naprawdę co mógł, żeby osłabiać wątek homoseksualnego zauroczenia, które de facto było miłością, a i tak nie wyszło.

    Na marginesie – świetna recenzja z całym obyczajowo-biograficznym naddatkiem w tle :) Bardzo żałuję, że polskie wydawnictwa zazwyczaj traktują przekłady prozy angielskiej, jak teksty wyrwane z kontekstu. Wystarczyłoby krótkie posłowie i nie byłoby problemu z osadzeniem wątków autobiograficznych.

  13. Tak bardzo się z Tobą nie zgadzam, że nie mogę o tym nie napisać – „Znowu w Brideshead” nie jest wcale powieścią jednoznaczną. Gdzieś czytałem, że katolickie znajome Waugha miały mu mocno za złe, że będąc katolikiem pisze tak skandaliczne dzieła, on odpowiadał bodaj, że gdyby katolikiem nie był pisałby jeszcze gorsze (ale może właśnie psuję doskonałą dykteryjkę, bo nie pomnę). Czytając „Brideshead” można oczywiście potępiać „bezbożnego” Karola Rydera, ale równie dobrze (zgodnie z interpretacją twórców filmu) można cały tragizm tej opowieści zrzucić na karb restrykcyjnego katolickiego chowu. Bo to jest naprawdę solidna powieść polifoniczna i nic nie jest w niej proste ani nieskomplikowane.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s