Marek Krajewski GŁOWA MINOTAURA, ERYNIE

Na wstępie informacja z gatunku tych ważnych: „Erynie”, choć wydane pod nowym szyldem, w tak odmiennej od dotychczasowej szacie graficznej, stanowią nierozłączną i spójną całość z tomem „Głowa Minotaura” autorstwa Marka Krajewskiego. Czytanie obu tych książek w prawidłowej kolejności jest istotne dla zrozumienia wielu wątków, dlatego przestrzegam wszystkich dyletantów, takich jak ja, przed rozpoczynaniem lektury w kolejności odwrotnej. You’re welcome.

Marek Krajewski zawędrował tym razem na Kresy, a dokładnie do Lwowa. By czytelnik łagodnie zniósł pożegnanie z Breslau, tom pierwszy przygód komisarza Edwarda Popielskiego, „Głowa Minotaura”, to śledztwo sił połączonych wspólnego frontu polsko-niemieckiego. Eberhard Mock nie stanowi już postaci centralnej zdarzeń, ponieważ jego rolą tym razem jest udzielenie swoistego literackiego błogosławieństwa nowemu bohaterowi. A wszystko to w toku śledztwa, które wyjaśnić ma niezwykle brutalne morderstwa, z elementami konsumpcji ciała, popełniane na młodych kobietach. Autor odtworzył tym razem aż trzy plenery zdarzeń odległych czasów: tradycyjnie jest niemiecki Wrocław na początkowym etapie, centralne miejsce fabuły obejmuje polski Lwów, a dodatkowo pojawia się także śląski gród Katowicami zwany. To trochę tak, jakby Mock wybrał się na ‚dziki wschód’ na wczasy.

Obie wspomniane już części cyklu lwowskiego łączy nie tylko postać prowadzącego detektywa, czyli Edwarda Popielskiego, czy malownicza sceneria, jaką stanowić musi piękny, przedwojenny Lwów. Zarówno „Głowa Minotaura” jak i „Erynie” rozpoczynają się identycznym rozdziałem – w majowy poranek 1939 roku zawiązuje się akcja, której rozwinięcie zajmie autorowi dwie książki. Przynajmniej dwie, o kolejnych jeszcze nic nie wiem.

„Głowa Minotaura” to swoisty prolog, gdzie opisane zdarzenia przybierają formę retrospekcji. Krajewski dopiero powołuje tutaj do życia postać Popielskiego, lwowskiego komisarza policji, którego dziwny tryb życia, ‚zamaskowana’ powierzchowność i zadufany sposób bycia składają się na osobnika dość groteskowego. Słowiański macho jest erudytą zaczytującym się łacińskimi tekstami (w oryginale, a jakże!), jednak jego standardowa metoda śledcza polega na upodlaniu wszelkich istot, które przytrafią się na jego drodze. Warto nadmienić, iż te agresywne metody nijak się mają do skali zagrożenia, czego najlepszym przykładem jest nieeleganckie potraktowanie nauczyciela swojej córeczki. Edward Popielski przy bliższym poznaniu okazuje się dość ograniczonym brutalem, który zamiast szarych komórek woli używać pięści, pozwala się łatwo wodzić za nos swoim wrogom, ale wszystko to wynagradza nam przecież z nawiązką jego znajomość łaciny (i wrodzona wprost zdolność błyskawicznego wynajdywania przydomków zabójcom – czymże byłby zbrodniarz bez mitycznej ksywki!)! Z pieśnią na ustach i frazesami o etyce w kieszeni nawet chaotyczne działania nabierają nonszalanckiej elegancji, w mniemaniu autora jak sądzę.

Książka „Erynie”, jako kontynuacja napoczętego w części pierwszej wątku niezwykle okrutnego morderstwa na małym dziecku, stanowi już solowy popis umiejętności śledczych Edwarda Popielskiego. Wyciąganie wniosków z własnych błędów nie jest jego mocną stroną (uczenie się tekstów klasycznych na pamięć nie wpływa widać znacząco na polepszenie sprawności umysłowej), więc irytujące zachowania zostają powielone i nasilone. Niestety sama fabuła również nie grzeszy zbytnią logiką (motyw zbrodni a wiktymologia, z punktu widzenia psychologii, to chyba kpina?), a jej poprowadzenie jest dość przewidywalne. Zasada jest prosta: jeśli komisarz coś sprawdza – to jest to fałszywy trop, jeśli komisarz idzie na żywioł – mamy akcję. You’re welcome.

Alkohol, dziwki, zboczeńcy, degeneraci, spelunki, przemoc, burdelmamy, paserzy, krew i brud – dużo tego w książkach Krajewskiego. Są to pewnego rodzaju rekwizyty, mające kreować wiarygodną atmosferę półświatka przestępczego międzywojnia. Trudno tu mówić o gorszeniu czytelnika w dobie dzisiejszego kina akcji czy grozy chociażby, a jednak ich zastosowanie nie zawsze ma rację bytu. Odnoszę wrażenie, że Krajewski jest w tym względzie zbyt teatralny, nie może się zdecydować, czy chce nam ‚sprzedać’ swoich detektywów jako eleganckich inteligentów bliższych czasom przedwojennych dżentelmenów czy też bezkompromisowych twardzieli podążających za zwierzęcym instynktem drapieżnika. Jedyne, co wydaje się pewne, to dominacja męskiego pierwiastka w świecie Krajewskiego. Kobiety to tylko statyści: stereotypowe żony, córki, ladacznice, stare jędze, obiekty seksualne. Więcej ról nie przewidziano, kropka.

Kryminalne zagadki kolejny raz stanowią dobry pretekst dla autora do drobiazgowego odtwarzania realiów życia w odległej już epoce międzywojnia – to chyba najmocniejsza strona tej prozy. Myślę, że dla przywołania czasów dwudziestolecia międzywojennego warto sięgnąć po książki Marka Krajewskiego. W gruncie rzeczy jest to dobry pisarz, ograniczany przez przyjęte przez siebie schematy i manieryczne podkreślanie swego klasycznego wykształcenia.

Marek Krajewski, Głowa Minotaura, Wyd. W.A.B. 2009

Marek Krajewski, Erynie, SIW Znak, 2010

Reklamy

15 thoughts on “Marek Krajewski GŁOWA MINOTAURA, ERYNIE

  1. Większośc z tego, co napisałaś o cechach charakterystycznych tfffórczości Krajewskiego dałoby się spokojnie odnieśc do cyklu Breslau (mroczne rekwizyty, dominacja pierwiastka męskiego, dobrze odtworzone realia, tyle, że Mock może nie był aż tak nieudaczny jak Popielski).
    Jedyne , co mnie paradoksalnei zachęca do tej książki, to nadzieja, że może Lwów (który absolutnie uwielbiam) doczekał się takiego doskonałego opracowanie jak Wrocław.

  2. .::Isabelle::. .::Pablo::.
    Obie części są dość mocno powiązane fabularnie, choć z pozoru dotyczą różnych zbrodni. Warto więc zachować właściwą chronologię zdarzeń w tym wypadku – sama chciałam sięgnąć tylko po „Erynie”, na szczęście coś mnie tknęło po kilku stronach i dokładniej przyjrzałam się sprawie :)

    .::Kaś::.
    Nie uważam, żeby jego książki stanowiły jakieś wybitne osiągniecie w swoim gatunku, ale poznać warto. Zwłaszcza tło obyczajowe: drobiazgowo i ciekawie odtworzone przez autora czasy, warunki życia, codzienność międzywojnia zasługują na uwagę. Jednak seria w Breslau wydała mi się bardziej wiarygodna i ją polecam goręcej :)

    .::Iza::.
    Mock był bardziej autentyczny w swojej roli i otoczeniu. Nie udawał wielkiego yntelektualysty, nie obnosił się ze swoim miłosierdziem, robił co musiał i już. Edward Popielski drażnił mnie hipokryzją i autokreacją, która nie miała pokrycia w zachowaniu. Choć przyznaję, że cała fabuła ‚Erynii’ wydała mi się mocno naciągana („Głowa Minotaura” wypadła tutaj znacznie lepiej!), więc do wywołania niesmaku potrzebowałam już niewiele, iskry zapalnej tylko ;)
    Sama się skusiłam Lwowem, więc w pełni rozumiem ciekawość. Krajewski przypomniał nawet miejscową gwarę, jednak panorama miasta i zdarzeń jest dość ograniczona i wybiórcza. Nie czuć tam atmosfery stolicy akademickiej i artystycznej Rzeczpospolitej, tak powszechnie wyłaniającego się z innych dokumentów epoki. A przecież Lwów wówczas niczym nie ustępował krakowskiej aglomeracji, prawda?

  3. Podobało mi się „Festung Breslau”, chociaż to pewnie za mało by powiedzieć, iż lubię Krajewskiego.

    Za „Głowę Minotaura” zabieram się od jakiegoś czasu, bo wykorzystany tam motyw jest tematem mojej pracy magisterskiej i zamierzam czerpać inspiracje. Zastanawiałam się nawet, czy nie zacząć od „Erynii”, ale koleżanka, która jest już po lekturze określiła, iż tam interesujące mnie sceny nie występują. Nic natomiast nie wspomniała, bym czytała w odpowiedniej kolejności.
    Dlatego dziękuję za podpowiedź.

    Pozdrawiam :)

  4. .::Claudette::.
    Trochę mnie nawet dziwi brak szerszej informacji o powiązaniach obu tych książek Krajewskiego. Akcja pierwszej tłumaczy, dlaczego bohater zachowuje się tak a nie inaczej w drugiej (i skąd się wzięły pewne postaci również). Ostrzegam zatem wszystkich przed popsuciem sobie lektury, ponieważ mnie nikt nie ostrzegł – na szczęście intuicja czytelnicza zadziałała wzorowo ;)

    Zaintrygowałaś mnie – czego dotyczy temat Twojej pracy magisterskiej – jeśli mogę zapytać? :)

  5. Właśnie, wystarczyłaby zwykła numeracja serii i już by człowiek się odnalazł. Niestety tak, jak w przypadku serii o Breslau i tutaj brak chronologicznych odniesień.

    Mój temat dopieszczanej właśnie pracy magisterskiej to „Badania śladów ugryzień”. Promotor bardzo entuzjastycznie podszedł do podrozdziału, który chcę dopisać i zatytułować „Motyw śladu ugryzienia w literaturze i sztuce” :)

    • Claudette, od Twojej odpowiedzi minęło już co prawda dwa lata, ale może będziesz jeszcze pamiętać ;) ja teraz piszę pracę o literaturze, czy dotarłaś do jakieś literatury, gdzie występuje „motyw ugryzienia” Pozdrawiam i mam nadzieję na odpowiedź ;)

  6. Lubię te kryminały retro. Mimo że Popielski jest wycieniowaną kalką Mocka, to i tak będę czytała, gdy ukaże się kolejna część. Lwów 1939 – to byłaby gratka.

  7. .::Claudette::.
    W pewnym sensie zaszedł tutaj konflikt interesów – zmiana wydawnictwa. Teraz podanie informacji o pierwszym tomie cyklu to już reklama konkurencji (?). Zakładam, że chodzi o pieniądze, jak zawsze ;)

    Praca z kryminalistyki, prawda? Dziedzina bliska literaturze i filmom z gatunku kryminalnych/sensacyjnych faktycznie. Znalazłaś więcej literackich tropów? Ciekawy temat w tym kontekście :)

    .::Nutta::.
    Wydaje mi się, że sukces książek Krajewskiego opiera się właśnie na klimacie retro. Bo trzeba przyznać, że autor odrobił pracę domową i podaje mnóstwo drobiazgów pozwalających lepiej wyczuć epokę. Jednak kryminał to pewna konwencja wymagająca od pisarza żelaznej logiki i znajomości psychiki ludzkiej. Tutaj już słabiej wypadają powieści lwowskie pisarza.
    Każdy czyta, co lubi – ja się zapierać nie będę, jeśli okazja się trafi (jednak to kryminał retro, cóż że średni), ale wiem, że nie kupię tej serii :)

  8. Pierwsze słyszę, że „Erynie” to ciąg dalszy jakiejś historii. Dobrze, że mnie oświeciłaś ;) Tak właśnie się zastanawiałam, czy brać się za tę książkę. Z jednej strony tyle dobrych recenzji, a z drugiej słyszałam ( o czym Ty też piszesz), że Krajewski opisuje kobiety bardzo powierzchownie i przedmiotowo, a tak zwane ‚męskie’ książki mnie nie kręcą ;)

    • .::Arsenka::.
      Jeżeli nie czytałaś jeszcze żadnej książki Krajewskiego, to spróbuj. Osobiście bardziej polecam serię z Mockiem, zwłaszcza że pierwsza część cyklu lwowskiego („Głowa Minotaura”) to zarazem ostatni, szósty tom cyklu wrocławskiego (na obecny moment przynajmniej).
      To nie jest zła proza, ale ma wiele słabych punktów – przedmiotowe potraktowanie kobiet nie jest może największym grzechem autora w tym wszystkim, ale dopełnia obrazu ;)

  9. Maioofka, owszem piszę w Katedrze Kryminalistyki, jednak praca de facto jest z pogranicza kryminalistyki i medycyny sądowej. Rzadko niestety w kryminałach, czy sensacji napotykam na nawiązania do kryminalistyki, jedynym serialem, który odpowiadał tej treści był CSI: Las Vegas, ale tylko w oryginale, bo już polski lektor mylił różnorakie pojęcia, przekręcał nazwy, a techników kryminalistyki nazywał „kryminologami”. Znalazłam nieco literackich i filmowych tropów dotyczących mej pracy, jednak zwykle występują w scenach obrony, bądź ataku. Jednak wciąż jestem na etapie poszukiwań :)

  10. .::Claudette::.
    Ty tu jesteś specjalistą ;) Oglądam seriale typu CSI co prawda, ale samo paplanie ‚naukowych’ objaśnień z przejętymi minami zawsze mnie bawi w tych projektach.

    Trzymam kciuki za ciekawy efekt pracy, zwłaszcza fragment literacki rzecz jasna :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s