M. M. Kałużyńska YMAR

Makabryczna zbrodnia przywodząca na myśl magnetyzujący scenariusz filmu „Siedem” na starcie. Demoniczna księga rodem z „Dziewięciu wrót” Polańskiego, obiecująca objawiać mroczne sekrety wytrwałym. A w końcu chaos świata na miarę „Archiwum X”, gdzie niemożliwe staje się faktem. Przepis na arcydzieło oparte na sprawdzonych recepturach mistrzów powinien zadziałać mocą silnego, esencjonalnego ekstraktu grozy. Czemu zatem nie poczułam skutków tej zmyślnej mikstury, choćby w postaci lekkiego buzowania adrenaliny czy delikatnej paranoi w obliczu nocnej pory?

„Ymar” to horror wciśnięty w gorset kryminalnej konwencji. Fabuła całości zasadza się na odkrywaniu prawdy w tak klasycznym wydaniu, jakim jest dochodzenie policyjne. Drążymy zatem tunele w labiryncie zagadkowych zdarzeń wraz z niezmordowanym inspektorem Wojciechowskim, jego oddanym asystentem-do-wszystkiego Michałem oraz piękną, cyniczną panią doktor Agatą Chomrzan, znawczynią w stylu rasowej specjalistki z laboratorium CSI. Taki dream-team zdoła poradzić sobie ze wszystkim jak można się słusznie domyślać, więc aby jednak mogli trochę się wysilić i nagłowić, z tym wiarygodnym grymasem zmęczenia na twarzach, przedmiot ich śledztwa wykracza poza ludzkie pojmowanie.

Cała trójka głównych bohaterów bardzo dziarsko kipi złośliwym humorem, niestrudzenie obrzuca otoczenie ciętymi uwagami w akcie bezwarunkowej elokwencji i cierpi na syndrom ostrego pracoholizmu w połączeniu z brakiem jakiegokolwiek życia prywatnego, co w efekcie czyni ich zgranym i pełnym zrozumienia dla swoich worków pod oczami zespołem. Sądzę, że autorka napracowała się nad zbudowaniem tych postaci, ponieważ wszystkie wątki fabularne rozrywają się zaledwie w tle ich wybujałych osobowości: hektolitry krwi, drastyczne wizje senne, głosy z ciemności i tym podobne detale, stanowią tylko dość niegroźną inscenizację dla zapracowanego tria bystrych tropicieli prawdy. Czy to aby właściwe rozłożenie akcentów w przypadku powieści mającej wywołać zimny dreszcz przerażenia?

Sięgając po „Ymar” obawiałam się swojej reakcji na mroczne treści tej powieści: ja, istota podatna na wszelkie sugestie, zamykająca oczy na filmach grozy, by móc w nocy zasnąć czy w ogóle zgasić światło po zmroku, powinnam działać jak papierek lakmusowy na wszelkie przejawy makabry. A jednak książkę Magdaleny Kałużyńskiej przeczytałam spokojnie, bezstresowo, a nawet z odczuwalnym miejscami znużeniem. I choć chwilami odzywała się we mnie podsycana kryminałami potrzeba rozwiązania śledztwa, znalezienia winnych, wymierzenia sprawiedliwości, parcia do przodu, podejrzenia przyszłych zdarzeń, to tym razem moment wyjaśnień nie przyniósł oczekiwanej satysfakcji. Trudno się spodziewać, by polska policja, z jej „sukcesami i możliwościami”, mogła coś zaradzić w sprawie sił nadludzkich, prawda? U mnie złudzeń nie było w tym względzie w każdym razie.

„Ymar” Magdaleny Kałużyńskiej to książka łatwa w odbiorze i dość sprawnie napisana, jednak w ogóle nie stwarzająca niezbędnego, minimalnego choćby napięcia. Trudno się bać czegoś, w co w ogóle się nie uwierzyło. Nie opuszczało mnie wrażenie, że autorka słowami swoich bohaterów nie tylko nawiązuje do pewnych obrazów filmowych, ale sama tworzy taki lekkostrawny scenariusz z malowniczymi scenami zabarwionych gęsto posoką trupów, migawkami zadymionych wizji i bohaterami chwalebnie krzątającymi się na niekończącej się służbie śledczej. Tak to się robi w filmach. Nie tak działa to niestety w książkach.

Magdalena Maria Kałużyńska, Ymar, FOX Publishing, 2010

Advertisements

8 thoughts on “M. M. Kałużyńska YMAR

  1. rozumiem, że książka mało straszna jak na horror. a możesz polecić jakiś straszny horror?? to zupełnie nie moje klimaty (horrory), ale mąż lubi i szukam pomysłu na książkowy prezent pod choinkę:)

    • .::Viv::.
      Specjalistką w tym gatunku nie jestem (raczej oglądam niż czytam horrory), więc polecam zajrzeć na stronę, gdzie opinie wydają osoby bardziej obznajomione z tym gatunkiem, np. horror.com.pl/books :) Chyba, że inni czytelnicy bloga pomogą?

      Polecić z czystym sumieniem mogę tylko „Domofon” Miłoszewskiego – świetnie napisany i naprawdę podnoszący ciśnienie kawałek prozy.

  2. Namnożyło się ostatnio polskich powieści grozy, albo po prostu ja zaczęłam je zauważać :)

    Za mną jest właśnie „Domofon”, który ciśnienie podniósł mi momentami krytycznie, ale też rozwiązanie zagadki nieco mnie rozczarowało.

    Wydaje mi się, że dobrze się dzieje, iż polscy pisarze próbują. A nawet im to wychodzi – bez amerykańskiego kiczu i przesycenia makabrą. Podoba mi się to.

    Ale po „Ymar” niekoniecznie sięgnę. No chyba, że sam trafi w me ręce.

    Pozdrawiam :)

  3. Witam, ja też przeczytałem książeczkę i mam inne zdanie. Wg mnie to błyskotliwy thriller z elementami horroru. Ogólnie bardzo fajnie się ją czyta, bohaterowie to niezłe agregaty i te ich dialogi! Książeczkę mogę spokojnie polecić na jesienno-zimowy wieczór.

  4. .::Claudette::.
    „Domofon” również czytałam z przyjemnością. Ale tam było i napięcie i porządnie skonstruowani bohaterowie. „Ymar” zupełnie blado wypadł pod każdym względem.

    .::Grzesiek::.
    Witaj :)
    Tak to już jest z książkami, że każdy odbiera je po swojemu. Dla mnie na ten przykład dialogi były zbyt grubymi nićmi szyte – niby inteligentni bohaterowie, a cała wymiana zdań tak łopatologiczna? Nie uwierzyłam autorce: ani w wykreowane postaci, ani w elementy fantastyczne nadające bieg wydarzeniom, a bez odrobiny zaufania nie ma napięcia, nie ma się czego bać. Dodam tylko, że naprawdę łatwo mnie nastraszyć, więc nie spodziewałam się cudów ;)

    Pozdrawiam

  5. Witam,
    Przynajmniej szczera i rzeczowa opinia o mojej książeczce. Dziękuję maiooffka za wytłuszczenie zgrzytów. W drugiej książeczce, która też będzie horrorem, postaram się tego rodzaju klabzdronów nie upuszczać. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za czas poświęcony lekturze oraz za zgrabną recenzję Czytelniczki. Magdalena Kałużyńska. 2010.11.11.

    • .::Pani Magdaleno::.
      Dziękuję za odwiedziny i tak miły odzew :)
      „Ymar” zbiera całkiem sporo dobrych opinii w internecie, więc mój głos nie jest zbyt reprezentatywny dla ogółu czytelników jak sądzę. Może to po prostu książka nie dla mnie i stąd takie a nie inne wrażenia z lektury? Choć chciałabym się bać Pani następnego horroru ;)

      Pozdrawiam serdecznie

      • Dla mnie każda opinia o tekście jest ważna. A te recenzje, które zawierają surowe, krytyczne spojrzenie na tekst, dają mi w rezultacie więcej do myślenia, głównie a propos warsztatu literackiego. Więcej powiem, recenzje krytyczne są dla mnie wyznacznikiem mobilizującym. A czy Ymar jest dla maiooffki, czy nie, cóż… Co się komu podoba. Zacytuję starożytnych Rzymian: de gustibus non est disputandum. I ju :). Serdeczności.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s