A.S. Byatt PANNA W OGRODZIE

Rozsmakowałam się w prozie A.S. Byatt. Choć autorka nie zadbała o moje dobre samopoczucie, co i rusz bezwzględnie wytykając kolejne braki w mym dziurawym jak durszlak czytelniczym obyciu (zwłaszcza tym klasycznym i anglojęzycznym), to jej erudycja i pewnego rodzaju charyzma stylu wywołały we mnie podziw i zachwyt. Z początku jednak nic nie wskazywało na taki rozwój tej znajomości, bliska byłam nawet odłożenia książki i zaniechania dalszej walki z jej wymagającym tekstem. A jednak warto było pozwolić się prowadzić przez gąszcz jej prozy, by odnaleźć w niej pewien porządek i bogactwo myśli. 

Fabuła „Panny w ogrodzie” („The Virgin in the Garden”) rozgrywa się współcześnie, bo w XX wieku, a dokładnie w roku 1953, gdy na tron brytyjski wstępowała Elżbieta II. Jednak zarówno tytułem jak i licznymi wątkami nawiązuje do czasów panowania niezwykłej imienniczki obecnej władczyni, czyli do XVI wieku, gdy Anglią rządziła Elżbieta I zwana przez sobie współczesnych The Virgin Queen, Glorianą czy Astreą. Astrea (pol. Astraja) to Panna właśnie (choć może słuszniej byłoby nazywać ją Dziewicą?), ostatnia z nieśmiertelnych bogiń greckich, która żyła wśród ludzi na ziemskim padole, a której powrót do naszego świata łączony był w epoce Renesansu z panowaniem królowej Elżbiety I i symbolizować miał nastanie nowego Złotego Wieku. Powieść Byatt po brzegi wypełniona jest podobnymi tropami historycznymi, symboliką znaczeń, mitycznymi aluzjami, sztuką wszelkiego sortu i literaturą: wspominaną, analizowaną, nadającą wartości treściom, używaną na wszystkie sposoby z niebywałą sprawnością i wyczuciem. Śledzenie tekstu wymaga nieustanej uwagi, częstych poszukiwań własnych, ciągłej interpretacji kolejnych epizodów i gotowości na odkrywanie wymagającego świata idei i semantyki.

Wbrew tak bajkowo brzmiącej otoczce powieściowej, historia rodziny Potterów nie ma w sobie nic z tej sielskiej angielskiej układności. Apodyktyczny choleryk w roli ojca, który nawet w domu nie przestaje być profesorem, radykałem i surowym społecznikiem, nie znoszącym sprzeciwu w żadnej postaci; jego żona, zamknięta w sobie, zgaszona, zapędzona do roli matki, postać prawie niewidoczna, choć w żadnym razie nie nazwałabym jej mdłą; trójka nietuzinkowych potomków: Marcus, Stefania i Fryderyka, wchodzący w dorosłość, dojrzewający, eksperymentujący i przede wszystkim próbujący wymknąć się z tej sztywnej ojcowskiej klatki; wypełniają oni powieść tak szczelnie swoimi osobowościami, że niewiele jest już miejsca na postaci postronne. Życie wszystkich toczy się tutaj w cieniu uczelni, w akademickim światku, który narzuca atmosferę naukowości i intelektualnych wyzwań, sprzyjającą jednostkom wybitnym i ambitnie pnącym się do góry. A jednak ta fasadowość kultu umysłowości kryje skomplikowane relacje uczuciowe i cielesne. Anglia z czasów przed rewolucją obyczajową nie ma w sobie nic z oficjalnej zachowawczości czy konserwatyzmu. Bohaterowie folgują nie tylko swoim namiętnościom, ale i zachciankom, bywa że otwarcie i nieskrępowanie.

Byatt napisała powieść o dojrzewaniu, o zetknięciu świata idei, niezgłębionego ludzkiego umysłu (np. wątek Marcusa, wybitnie uzdolnionego matematyka, „widzącego” wzory) ze światem cielesności i seksualności, o miejscu religii i sztuki we współczesnym życiu, tak racjonalnym i tak spragnionym cudów i znaczeń zarazem. Akcja rozwija się niespiesznie, pełna drobiazgowych opisów i dygresji, ale siłą tej prozy jest moc słowa. Autorka zasypuje czytelnika bogactwem tropów literackich i historycznych, ukazuje zakorzenienie dzisiejszej sztuki, estetyki i myśli w dorobku cywilizacyjnym ludzkości. Składa hołd Szekspirowi, główne akcenty swoich odniesień rozkładając pomiędzy sztukę angielską i starożytną, które właśnie w osobie elżbietańskiego dramatopisarza nabrały pełni wyrazu w jej mniemaniu. Nie sposób się z nią spierać – wiedza i wszechstronność Byatt onieśmielają. Przyjemnie jest wiedzieć, że pisarz wie, co robi.

„Panna w ogrodzie” to część pierwsza tetralogii poświęconej Fryderyce Potter i jej kuriozalnej rodzinie. Co ciekawe, jest ona ponoć oparta na wątkach autobiograficznych pisarki, których śledzenie dla polskiego czytelnika, pozbawionego jakichkolwiek opracowań traktujących o życiu Antonii Susan Byatt, jest kolejnym wyzwaniem. Choć i bez zagłębiania się w owe faktograficzne niuanse, książka niesie w sobie niezwykle obszerny zakres tematów i treści. Z chęcią sięgnęłabym po kolejne tomy tego cyklu, które niestety nie doczekały się jeszcze przekładów na język polski. Mam nadzieję, że to się wrótce zmieni.

A.S. Byatt, Panna w ogrodzie, Prószyński i S-ka, 2003

Advertisements

9 thoughts on “A.S. Byatt PANNA W OGRODZIE

  1. ale mnie zachęciła ta Twoja recenzja! zapowiada się czytelnicze wyzwanie.. trzeba kuć żelazo póki gorące – póki jeszcze mam odwagę skonfrontować własne oczytanie z tak wymagającą prozą:)

  2. .::Viv::.
    Warto się uśmiechnąć do rodziny o ten tytuł, zwłaszcza, że jest on już słabo dostępny na rynku :)

    .::Ultramaryna::.
    Może się za bardzo spieszę z taką generalizacją, ale nie sądzę, więc zachęcam sięgnąć po jakikolwiek dostępny tytuł autorstwa Byatt. To naprawdę kawał osobowości literackiej, aż dziwne, że w Polsce tylko o „Opętaniu” wciąż jest mowa ;)

  3. Jednym slowem trzeba rozjerzec sie za odpowiednia dawka wolnego czasu i zabrac sie za czytanie. na razie ksiazka drzemie grzecznie na półce. Widzę, że masz w czytaniu Waugha, jak Ci idzie?

  4. .::Buksy::.
    Jesteś już weteranką prozy Byatt, jeśli można tak powiedzieć, więc będziesz miała lepszą perspektywę spojrzenia na „Pannę…” w kontekście jej innych książek :) Dla mnie to było pewnego rodzaju objawienie literackie – jeśli kolejne jej tytuły są lepsze, to chylę czoła. W niedługim czasie mam zamiar ten zachwyt poddać próbie: „Opętanie” przede mną!

    Waugh jest uroczo angielski, tak sobie tą powieść wyobrażałam (jestem niestety po filmie, ponieważ nie byłam świadoma, że istnieje pierwowzór książkowy, i obejrzałam kinową wersję), ale dopadł mnie jakiś ogólny kryzys czytelniczy i tak mi się ta lektura wydłuża niemiłosiernie.

    • Opętanie to nie bedzie proba zachwytu, ale eksplozja ;). A jesli chodzi o Waugh’a to film w porównaniu z ksiązka marniutki. Dobrze, ze choc ładnie zrobiony.

  5. Właśnie jestem w trakcie „Cienia Słonca” Byatt; póki co żałuję, że wstęp był taki krótki- Pani Byatt ma świetne rozumienie literatury i jej interpretacji.
    Recenzja brzmi zachęcająco, mimo polskiego tytułu książki ;)

    • .::Pemberley::.
      „Cień Słońca” to bodajże pierwsza powieść pisarki, również oparta na wątkach autobiograficznych. Ciekawe czy obie historie mają jakieś wspólne mianowniki.

      Masz rację co do Byatt: to niesamowicie oczytana, wrażliwa na słowo osoba. Czytam teraz jej „Opętanie” i znów tracę oddech, ledwo nadążając za tropami literackimi, podziwiając jej zdolności poruszania się w labiryntach zawiłej symboliki utworów, ich wzajemnych powiązaniach i analizach naukowych. Pewnie dostrzegam ledwie czubek tej góry lodowej znaczeń i treści, które zdołała w tekście pomieścić. To literatura do zgłębiania, a nie tylko czytania jak dla mnie ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s