Ernest Hemingway POŻEGNANIE Z BRONIĄ


Ernest Hemingway: piewca męskiej siły i urody świata oraz zgorzkniały cynik w jednym. W takim wydaniu wkroczył na arenę literacką i odnoszę wrażenie, że z wiekiem nic się już nie zmienił. Opisywał kolejne lądy i konflikty zbrojne, uwieczniał na kartach powieści napotkanych ludzi i miejsca, życiu stawiał wyzwania, walczył z nim, z innymi i z sobą samym, umiejętnie ubarwiał swą biografię, podsycał domysły i kreował własną legendę. Pozostała po nim wyjątkowa literatura i, stanowiący jej źródło, barwny życiorys.

Świat łamie każdego i potem niektórzy są jeszcze mocniejsi w miejscach złamania. Ale takich, co nie chcą się złamać, świat zabija. Zabija w równej mierze najlepszych, najdelikatniejszych i najdzielniejszych. Jeżeli nie jesteś żadnym z nich, możesz być pewien, że zabije cię także, ale bez szczególnego pośpiechu.”*

„Pożegnanie z bronią” ukazało się w 1929 roku, a więc ponad 10 lat zajęło pisarzowi uporanie się z tematem pierwszej wojny światowej. Co prawda uczestniczył w niej zaledwie przez kilka ostatnich miesięcy, i to nie jako żołnierz ale wolontariusz Czerwonego Krzyża, to jednak właśnie jego wspomnienia z frontu austriacko-włoskiego przekute w literacką fikcję zdobyły uznanie krytyki. Niepowtarzalny, reporterski styl autora – bez udziwnień i ozdobników, surowy, konkretny i beznamiętny – jak zawsze przydaje jego tekstom autentyczności. Głos Hemingwaya odczytać można jako sprzeciw wobec bezsensownego okrucieństwa wojny, dowództwa stawiającego realizację celów taktycznych ponad życie tysięcy ludzi, chaosu towarzyszącemu działaniom armii, który pozbawia jednostki człowieczeństwa. A przy tym pisarz, jak mało który twórca, potrafi wychwalać uroki życia, urodę świata i smak poznawania „nowego”.

U Hemingway’a nie może też zabraknąć wielkiej miłości. Zachwyca i zaskakuje mnie za każdym razem jego romantyczna natura, zdawałoby się, że tak daleka szorstkiemu i powściągliwemu samcowi alfa, za jakiego może on uchodzić na podstawie swoich tekstów. A jednak romanse jego bohaterów to niezwykle czułe i piękne historie. Bardzo tragiczne, muszę dodać, tak jak przystało na rozgoryczonego życiem globtrotera. Szczęśliwa małżonka nie wpisuje się bowiem w formułę niezależnego i nonszalanckiego zdobywcy świata. Awanturnicze przygody wymagają pewnych poświęceń, a jak wiadomo kobiety najlepiej prezentują się na ołtarzach ofiarnych (sic!).

Pożegnanie z bronią” to klasyka literatury wojennej, a ściśle mówiąc jej nurtu pacyfistycznego, odzierająca krwawą rzeź ludzi z wszelkich ideowych i romantycznych złudzeń. Książka ta to, jak mi się zdaje, najgłośniejsze dzieło pisarza, a jednak z wszystkich dotychczas przeczytanych powieści Hemingway’a, ta najmniej przypadła mi do gustu. Może to kwestia tematyki, ponieważ nie lubię czytać o działaniach wojennych, gubię się wtedy i tracę zainteresowanie tekstem. Przeczytać warto, tak jak warto sięgnąć po każdy kawałek prozy, który wyszedł spod pióra tego wybitnego twórcy, jednak w przyszłości wracać będę do jego późniejszych tekstów. W moim odczuciu „Pożegnanie z bronią” to dopiero zapowiedź świetności autora.

* Ernest Hemingway, Pożegnanie z bronią, PIW, 1975;  (okładka w notce z wydania Muzy, 1999)

Reklamy

6 thoughts on “Ernest Hemingway POŻEGNANIE Z BRONIĄ

  1. .::Nutta::.
    Tak, zakończenie wątku romansowego Hemingway napisał bardzo smutne. Miało ono tym razem wymiar bardziej symboliczny niż autobiograficzny jak sądzę, ponieważ pierwowzór postaci Catherine wyszedł z rzeczywistej znajomości z pisarzem bez szwanku – tak podają źródła ;)

  2. .::Iza::.
    Tak mój wywód zabrzmiał? :)
    Jestem wierną wielbicielką prozy Hemingwaya, więc co bym nie napisała o nim i jego książkach, intencje mam czyste. Zawsze polecam, ponieważ jego teksty to literacki Parnas. Koniec i kropka ;)

  3. Trochę interesuję się Hemingwayem oraz jego prozą i wniosek jaki mi się nasuwa to to , że on żył wojną. Bez wojny nie czuł się pełnoprawnym człowiekiem, w wojnie widział sens . Przyznawał nawet , że zabijanie sprawia mu przyjemność. jego postawa raczej pacyfistyczna nie była…To raczej jego jedyne dzieło, które zawiera w sobie jakiekolwiek ciepło.

    • Megi,
      W moim odczuciu nie chodziło o przyjemność płynącą z wojny. Hemingway należał do tak zwanego straconego pokolenia, które zetknęło się z bezsensowną rzezią nowoczesnej machiny wojennej. Krwawe walki o kawałek wzgórza, ofiarne odwroty, znów podejścia, a losy konfliktu i tak decydowały się w gabinetach politycznych. Takie doświadczenie młodości pozostawiło piętno. Czuł się niezwyciężony, miał potrzebę adrenaliny, igrania z losem, wykazywania się, wystawiania na próbę swojej odwagi. To nie to samo, co popieranie wojny. To raczej swego rodzaju dążenie do autodestrukcji, właśnie pod wpływem bezsensu pewnych mechanizmów świata.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s