Season of mists and mellow fruitfulness…*

Zwierz na miejscu, książki w szeregach (wertykalnych co prawda), kolekcjonerka w gotowości i tak ruchomy dobytek zostaje uwieczniony w formacie cyfrowym. Komunikat dla wrażliwców: podczas sesji zdjęciowej żaden kot ani książka nie zostały zniszczone, uszkodzone ani podporządkowane woli fotografa. Niestety.

Wrzesień się kończy, więc pora podsumować miesięczne zbiory. Nie ma ich co prawda tak wiele, ale…

Od góry:

  • 2x Sandor Marai: „Sindbad powraca do domu” i „Pierwsza miłość” – musi poczekać, ale to dlatego, że dużo sobie po nim obiecuję i chcę by lektura przypadła na odpowiedni czas;
  • W moim Mitford” Jan Karon – podobno sielsko i anielsko, jestem ciekawa z jakim skutkiem;
  • Planeta Kaukaz” W.Górecki – odkąd usłyszałam o „Toaście…”, wiedziałam, że mieć muszę; wszystkie;
  • Instynkt gry” Juli Zeh – kolejna z serii do kolekcji ;)
  • Malowany welon” W.S. Maugham – film już widziałam, ale dawno temu, a autor interesuje mnie ze względu na nagrodę swojego imienia i angielskość;
  • Dom duchów” I.Allende – kolejna lektura pofilmowa, poszukiwana od lat;
  • Własny pokój. Trzy gwinee” V.Woolf – a to niespodzianka! :)
  • Człowiek, który chciał być księciem” S.Blumenfeld – promocja ŚK; biografia reżysera międzywojnia Michała Waszyńskiego, którego własne losy brzmią jak gotowy scenariusz filmowy, czytał ktoś może?
  • Żydówka z Toledo” L.Feuchtwanger – niezbyt chwalona, a jednak znana;
  • Jezioro Bodeńskie” Dygat – nie czytałam, a coraz częściej słyszę ten tytuł;

To zdjęcie jest już zupełnie czytelne, więc tak wybiórczo i tendencyjnie sobie pozwolę oprowadzić tutaj wycieczkę:

  • Piasek w butach” E.Hilderbrand – tak przy okazji się przyplątało, ale może to jakiś pozytywny dar od losu ?
  • 3x Jane Austen – tym samym potrójna porcja przysmaku angielskiego przede mną;
  • Kochanek lady Chatterley” Lawrence – lektura obowiązkowa, jeśli chcę pojąć świat książek Byatt (a chcę!);
  • Szczęśliwe lata udręki” F.Jaeggy – co się odwlecze… i tak zdobędę! ;)
  • Sienkiewicz. Żywot pisarza” Szczublewski – we wszystkich wspomnieniach z epoki jawi się ten pisarz jako bardzo ciekawy człowiek, jestem zaintrygowana jak wypadnie konfrontacja moich wyobrażeń o nim z faktami;

Tak się przedstawiają owoce tej jesieni. Powinnam z takimi zapasami dotrwać do lata… A przynajmniej do następnej wypłaty.

* Z wiersza „To Autumn” John Keats, 1820

Advertisements

24 thoughts on “Season of mists and mellow fruitfulness…*

  1. Świetne stosy i cudny kot (przesyłam drapanie za uszkiem). Bardzo ciekawe pozycje wybrałaś. Czekam na recenzje. :)

  2. .::Nutta::.
    Może lepiej ‚tego’ nie nazywać w myśl zasady: to co nie nazwane – nie istnieje? ;))

    .::Prowincjonalna Nauczycielko::.
    Zapowiedź już widziałam, ale o konkursie pierwsze słyszę. Trochę to wymaga pracy (a tej nie lubimy), ale z drugiej strony ciekawe jak te smaki z dawnych lat się prezentują, prawda? Choćby dla siebie można skorzystać z przepisów już dostępnych. Dziękuję za informację.

    .::Dabarai::.
    O serii Karon usłyszałam w ostatnie wakacje dopiero i gdzie nie zajrzałam, tam zachwyty. Na chandrę jesienną może się przydać taki ciepły opatrunek z literatury :)

    .::Ysabell::.
    Kot dziękuje ;)
    Kupuje się błyskawicznie, ale czyta i pisze powoli. Ten materiał posłuży mi jeszcze latami pewnie :)

  3. Ha, mowilam że nikt nie wytrzyma nawet miesiaca bez nowej ksiazki ;) A skad pomysl że nie da sie zrozumiec Byatt bez Kochanka Lady C.?

  4. .::Zosik::.
    Tak, kosmos wysłuchał w końcu mego wołania ;) Teraz tylko przeczytać zostaje.

    .::Buksy::.
    To się nie liczy, bo wszystkie książki tu widoczne kupiłam jeszcze przed poznaniem idei Hill! :P A ta mi się naprawdę spodobała i jestem w fazie psychicznego nastawiania się na jej urzeczywistnienie. Z małym dopiskiem, że maksymalnie trzy książki na miesiąc (te największe okazje i białe kruki, żeby koło nosa nie przeszły) mogłabym sobie sprawić. Dla podtrzymania na duchu. To bardzo mało, ale może by wystarczyło? :)

    Co do Byatt: nie twierdzę, że innym się nie uda pojąć jej książek bez znajomości „Kochanka” właśnie. Myślałam raczej o sobie i „Pannie w ogrodzie”, która odsłoniła liczne (poważne) braki w moim oczytaniu. Lawrence to tylko mały wycinek literatury, którą sobie odnotowałam po jej książce. Tyle mogę. Szekspira na pamięć nie przyswoję ;)

  5. Czy Twój kot zawsze tak pozuje do zdjęć stosikowych, czy go czymś tam zwabiasz? ;) Naprawdę, zastanawiam się nad tym! O, a taką książką Bartoszewskiego bym nie pogardziła.

  6. .::Tucha::.
    :) Stosy, własne czy cudze, zawsze są przyjemnym widokiem. Amen.

    .::Clevera::.
    „Malwy na lewadach” zawierają w sumie tylko krótki szkic o Sienkiewiczu (właśnie sobie przeglądam, ze względu na rozdział poświęcony Conradowi). Całe tomy, tylko i wyłącznie o autorze „Krzyżaków”, Wachowicz zatytułowała „Marie jego życia” i „Dom Sienkiewicza”. Również polecam, bo pani Barbara nie ma sobie równych w przybliżaniu polskich zasłużonych dla literatury :)

    .::Kornwalia::.
    Przyznam się w takim razie, że Tosia nie pozuje, tylko z ciekawości sprawdza co też ja robię (szuram krzesłem albo stolikiem przystawianym pod okno), a potem korzysta z używanego przeze mnie mebla jako wieży widokowej ;) A reszta to już kadrowanie, by nie tylko jej kuperek był widoczny obok książek. Tajemnica wyjawiona! :P

  7. Wow! Niezły stos sobie stworzyłaś! Ja na pewno polecam „Malowany welon”! Film mnie nie zachwycił, ale na szczęście książka okazała się lepsza, jak to przeważnie bywa:D
    No i oczywiście Jane Austin!!! Z tej trójki którą tutaj masz, bezapelacyjnie moim zdaniem „Perswazje” najlepsze! Jesteś już drugą osobą, której to dzisiaj piszę, ale właśnie „Perswazje” i „Duma i uprzedzenie” są w moim mniemaniu daleko na przodzie przed innymi książkami Austin:D

    • „Malowany welon” może mnie nie porwał, ale nadal pamiętam po latach całe sceny, i aktorskie kreacje Nortona i Watts, więc coś w tym filmie jest. A książki faktycznie zawsze okazują się lepsze od swoich ekranizacji. Czyli obiecująco się zapowiada :)

  8. I znowu zazdroszczę……. ;-) Już od dłuższego czasu miałam zamiar kupić „Malowany welon”, więc dzięki za inspirację- skoro już dwie osoby wyrażają się o nim pozytywnie. A o filmie nawet nie wiedziałam, ale poczeka, aż przeczytam;-)

    • .::Marto::.
      „Malowany welon” to literatura z innej epoki, czasów kolonizacji, zderzenia kultur i sztywnych konwenansów obyczajowych. Takie to romantyczne z dzisiejszej perspektywy się wydaje :) Mam nadzieję, że spodoba się nam obu, choć Ty jesteś jeszcze nie skażona obrazami filmowymi, więc zapewne zupełnie inaczej spojrzymy na te same rzeczy.

  9. Okropnie Ci zazdroszczę, że tyle książek które uwielbiam dopiero przed Tobą! Zwłaszcza Austen, Marai i Woolf. Nawiasem mówiąc, „Własny pokój” Woolf – przynajmniej jakiś fragment – czytam zawsze wtedy, gdy muszę się skupić i jasno i logicznie myśleć, bo taki właśnie jest ten esej: logiczny i przejrzysty, myślę że nawet ktoś bardzo mało rozgarnięty zrozumiałby go świetnie, pomimo że tekst jest o rzeczach dość skomplikowanych. Ciekawe czy też odniesiesz takie wrażenie. Aha, a w sprawie cytatu z wiersza – mamy chyba bardzo podobny gust, bo też go bardzo lubię – czy nie masz wrażenia, że jego ostatnia zwrotka idealnie oddaje nastrój wieczoru? Jakby sam wiersz cichł i ciemniał.
    Głaski dla Kici!

  10. .::Iza::.
    To ja zazdroszczę, że już inne czytałaś, bo ja na razie kupuję jego książki na ślepo można powiedzieć ;) Muszę w końcu zacząć coś czytać z dorobku Marai, zanim oczekiwania urosną do niemożliwych rozmiarów.

    .::Panno Emilko::.
    Witam serdecznie :)
    Woolf dopiero odkrywam po trochu, ale z tego co wiem, eseje to jedne z jej najbardziej cenionych tekstów, więc mam nadzieję, że i ja coś z nich wyniosę. A może nawet zrozumiem ;)
    Keatsa poznaję tak naprawdę dopiero od niedawna (zaczęło się od filmu Campion, który wywołał we mnie burzę uczuć i myśli tak nawiasem mówiąc), więc i w tym temacie nie czuję się jeszcze pewna. Ale oda jest piękna. I choć mój angielski pozostawia wiele do życzenia, to w oryginale te wersy brzmią o niebo lepiej niż jakiekolwiek tłumaczenie. Warto dla niego odświeżyć i podszlifować język.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s