Agatha Christie KARAIBSKA TAJEMNICA

Największym dobrodziejstwem zapalonego czytelnika kryminałów nie są wcale mocne nerwy, ale krótka pamięć. To dzięki tej ‚cudownej’ właściwości własnego umysłu, można sycić się dorobkiem takiej Agathy Christie całymi latami czy nawet dekadami, bez obaw, że powtórna lektura tego samego tytułu zostanie zakłócona przez jakikolwiek przebłyski wspomnień o kluczowych dla intrygi momentach. Nie mówiąc już o ulotnej naturze dramatycznych finałów, które im szybciej zostają połknięte, tym łatwiej ulegają zapomnieniu. Tak, Agatha Christie zapewnia zapas lektur na całe życie, a im dalej posunięta jest taka osobnicza skleroza, tym cykliczne powtórki mogą nabierać tempa. Hurra.

Dawne grzechy nie dają o sobie zapomnieć*

Wydana w 1964 roku „Karaibska tajemnica” to jedna z ostatnich już książek niekwestionowanej królowej kryminału. Fabuła jest klarowna, intryga klasyczna, krąg podejrzanych zamknięty.

Panna Marple udaje się tym razem na wypoczynek na jedną z wysp Indii Zachodnich (takie smaczki przeszłości, widoczne w nazwach czy zwyczajach, to jedna z niezaprzeczalnych i najcenniejszych zalet prozy Christie – kto dziś wie, że były takie Indie?), gdzie los już szykuje dla niej zagadkę, w postaci zbrodni oczywiście, uprzyjemniającą tym samym ten nudny i bezczynny okres wywczasów. Bowiem jak wiadomo: w słonecznym raju, gdzie pogoda rozpieszcza, a za oknem tylko plaża i morze, wieje nudą! „Ach, ta cudownie nieobliczalna angielska pogoda…” westchnie sobie zafrasowana takim przykrym stanem rzeczy starsza pani. Nic też dziwnego, że z iście młodzieńczym entuzjazmem przystąpi do rozwiązywania tajemnic przeszłości współtowarzyszy swojego ‚wygnania’. A u bohaterów Christie dawnych grzechów nigdy nie brak, więc i atrakcyjność całego pobytu domorosłej pani detektyw na egzotycznej wyspie znacznie wzrośnie  z chwilą rozpoczęcia prywatnego dochodzenia.

Morderca jest wśród nas – ten niezawodny patent zawsze się sprawdza, więc i tym razem czytelnik może śmiało obstawiać swoje ‚typy’. Ostatnie słowo należy jednak i tak do panny Marple, bo nie sztuką jest wskazać winnego – istotne jest zrozumienie natury człowieka i wyjaśnienie przyczyn zła. Psychologiczne inklinacje pisarki, choć czysto intuicyjne, potrafią przekonać swoją trafnością nawet specjalistów z tej dziedziny.

Panna Marple wykazuje się wyobraźnią *

Kolejny dobry kryminał w dorobku Agathy Christie niby nie jest zaskoczeniem, ale dla mnie stanowi pewną niespodziankę. Otóż po raz pierwszy poczułam szczerą sympatię do przemądrzałej panny Marple, której postać aż skrzy się tym razem humorem i kąśliwą ironią. Jej niewinna aparycja zagubionej staruszki w połączeniu z zabawnymi, a często też uszczypliwymi komentarzami w odniesieniu do zdarzeń i ludzi, wypada w tej książce niezwykle autentycznie i ujmująco. Czyżby pisarka dojrzała w okresie pisania tej opowieści, do utożsamiania się ze swoją wszędobylską i sarkastyczną tropicielką zbrodni? Jedno jest pewne, angielskie damy to urocze towarzystwo, w którym czas zawsze mija zbyt szybko. Muszę częściej wracać w ich progi, po kolejne porcje soczystych plotek i łyk niezapomnianej atmosfery .

*Tytuły rozdziałów dwunastego i dwudziestego piątego

Agatha Christie, Karaibska tajemnica, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2004

Reklamy

13 thoughts on “Agatha Christie KARAIBSKA TAJEMNICA

  1. .::Kornwalia::.
    Przeczytałam większość jej kryminałów, ale jeszcze nie wszystkie – jak dobrze spotkać większego maniaka od siebie ;) Coraz trudniej z czasem upolować te pojedyncze brakujące tytuły, więc wracam z przyjemnością do już posiadanych, zachomikowanych na półce.
    Dziwna sprawa z tymi zakończeniami swoją drogą – podczas całej lektury to nad nimi myślimy, kombinujemy, rwiemy się do przodu, by już je poznać, a potem tak zupełnie wylatują z pamięci! Choć ma to i dobre strony, bo szkoda by było przeczytać wszystko bez perspektyw na nowe emocje…

    .::Nutta::.
    Właśnie tak :) Sięgnęłam po nią zupełnie rozbita chorobą, a czytając zapomniałam już o wszelkiej niemocy i dokuczliwych dolegliwościach. Szkoda, że to takie drobne książeczki.

  2. Towarzystwo Panny Marple zawsze przynosi ukojenie. najwiekszy jej urok to własnie bystrosc umysłu dobrze ukryta pod wizerunkiem starszej i niby nieporadnej kobietki. Ciekawa jestem czy w jakims stopniu nie jest to alter ego Christie.

  3. .::Buksy::.
    Do tej pory panna Marple nie działała na mnie kojąco, tylko drażniąco. Nie lubiłam w niej właśnie tej całej pozy bezradnej babuni. Wolałam otwarcie zarozumiałego i aroganckiego Poirot’a. Pierwszy raz spodobała mi się rola zarezerwowana dla wścibskiej Marple – może to z wiekiem się zmienia albo niektórzy późno dojrzewają? ;)

    Po przeczytaniu „Autobiografii” Christie mam wrażenie, że pisarka była jednak kobietą amazonką, ciekawą przygód, stanowczą i solidną. A Jane Marple to taka wiktoriańska stara panna, lubująca się w ploteczkach, ciesząca ogródkiem i ogólnie domatorka. Tylko to zacięcie detektywistyczno-psychologiczne stanowi wyłom w tym klasycznym wizerunku. Ale może w późniejszym wieku Christie przemawiała już ustami swojej bohaterki? Jej uwagi wygłaszane o świecie i ludziach brzmią naprawdę wiarygodnie w tej historii – a przecież Agatha młoda nie była pisząc „Karaibską tajemnicę” i pasowałyby do jej ówczesnej pozycji poglądy starszej pani :)
    Może w przyszłości sięgnę po biografię Jane Marple (Anne Hart) i coś tam nowego wypłynie. Trzeba będzie poszukać.

  4. Zdarzyło mi się kiedyś, że wypożyczyłam książkę Agathy Christie i dopiero w połowie się zorientowałam, że już ją czytałam… ;-). Ja również większą sympatią darzę Poirota, ale to dlatego, że panna Marple doprowadza mnie do rozpaczy swoim tokiem rozumowania – „bo jej się przypomina, że kiedyś jedna pani drugiej pani…” i na tej podstawie rozwiązuje zagadkę, która dotyczy czegoś zupełnie innego…

  5. .::Eireann::.
    Może to książki pani Christie wykazują magiczną właściwość ulotności, a nie nasz słaby umysł? ;)
    Rozumowanie panny Marple to taka dedukcja przez analogię czyli zdroworozsądkowa, intuicyjna psychologia. Też za tym nie przepadam, a to dlatego, iż jej doświadczenie jest niedostępne czytelnikowi dopóki się nim z nami nie podzieli, czyli nie możemy z nią rywalizować w dochodzeniu. Chociaż z Poirotem także nie ma co stawać w szranki ;)

    .::Prowincjonalna Nauczycielko::.
    Dziękuję, dziękuję! Za książkę i dobrą nowinę :)

  6. Witaj ponownie. Wstyd się przyznać, ale nigdy nie czytałam Christie……. Odkąd pamiętam, zawsze byłam przekonana, że są to ksiązki na poziomie, nie przymierzając, Courts- Mahlerowej (mimo, że tematyka nie ta sama). Naprawdę nie wiem, skąd to przekonanie……i jest mi wstyd……. ;-) W każdym razie, aby zrehabilitować się, postanawiam, że w najbliższym czasie nadrobię zaległości i w zwiąku z tym bardzo proszę o jakąś sugestię, od której z jej licznych książek mam zacząć?
    A teraz tak a propos angielskich dam-czy czytałaś Rosamunde Pilcher? Tam owych dam jest pod dostatkiem;-). Jedne jej książki są słabsze, inne duuużo lepsze (jak na przykład grubaśny „Powrót do domu”), ale w każdej znależć można ten niepowtarzalny i niezapomniany cudowny klimat prowincjonalnej Anglii (a w zasadzie najczęściej Kornawlii). Ach jak ja kocham te klimaty. Ten świat Rosamundy, gdzie niezastąpionym remedium na wszelakie problemy jest filiżanka pysznej herbatki…. Przypuszczam, że na pewno spotkałaś się z ksiązkami Pilcher, ale jeśli jednak nie, to gorąco polecam. Są niezastąpionym towarzystwem w takie brzydkie wieczory, a także świetnym przerywnikiem w „cięższej” lekturze. Właśnie dzisiaj planuję zacząć czytanie jednej z jej ksążek po świetnej, ale zdecydownie innej lekturze „Koncertu złudzeń” Patry Francis (POLECAM!!!!!!!!!!). Już nie przynudzam;-).Pozdrawiam serdecznie i czekam na podpowiedź w sprawie Agathy Christie.

    • .::Marto::.
      Gdzie tam od razu wstyd! Nie da się przeczytać wszystkiego na starcie, a kryminały to w końcu tylko literatura rozrywkowa ;) Jednak polecam spróbować książek Christie, ja z nimi dorastałam i to od nich wzięła się moja fascynacja Anglią, zwłaszcza tą dawniejszą. Na początek polecam pierwszą napisaną przez panią Agathę zagadkę czyli „Tajemniczą historię w Styles” – klasyczna w formie i co ważne, to zarazem pierwsze spotkanie z Herculesem Poirot! Ale nie jest konieczne, by czytać jej książki w jakiejś określonej kolejności, fabuła nigdzie tego nie wymaga tak naprawdę. Stąd moja druga sugestia to „Zabójstwo Rogera Ackroyda” – najlepszy kryminał jaki znam i mam do tej książki wielki sentyment.
      Ogólnie na początek polecam jej historie z Poirot’em bądź panną Marple (na wikipedii łatwo je wydzielić z reszty idąc tropem dwójki bohaterów), ponieważ w jej dorobku znajdują się także bardziej sensacyjne i szpiegowskie książki, a te już nie są takie zajmujące. Mam nadzieję, że polubisz te klasyczne już zagadki :)
      Rosamunde Pilcher czytałam jeden tytuł – „Przesilenie zimowe”. Niezbyt mi się podobało, ale może to jedna z tych słabszych jej książek? Brakowało mi jakiegoś pazura, angielskiego sarkazmu ;)

      • Oj tak, zdecydowanie tak! Mam na myśli twoją opinię dotyczącą „Przesilenia zimowego”. Jest to względnie nowa (wydana bodajże w 2001 r.) książka i zdecydowanie jedna z najsłabszych. Ja też parę lat temu zaczęłam znajomość z Pilcher od tej książki i nie doczytałam jej do końca, dopiero później, po lekturze innych jej książek dałam jej drugą szansę. Na szczęście późnie wpadły mi w ręce inne: „Poszukiwacze muszelek”, ” Wrzesień”, czy wspomniany wcześniej „Powrót do domu”. Może typowego angielskiego sarkazmu za dużo tam nie znajdziesz, ale za to sielskiego klimatu angielskiej, szkockiej i kornwalijskiej prowincji jest pod dostatkiem. Nie wiem, może przemawia przeze mnie jakiś specyficzny sentyment do tej autorki, ale dla mnie te książki są naprawdę cudowną odmianą, dają gwarancję wyciszenia i zawsze po ich lekturze postanawiam sobie: POJADĘ TAM! zOBACZĘ TO WSZYSTKO NA WŁASNE OCZY!POODDYCHAM TĄ ATMOSFERĄ! :-)
        Tak się znowu rozpisałam, uff, a miałam tylko podziękować za sugestie dotyczące Christie. A zatem dziękuję i pozdrawiam :-).

  7. .::Marto::.
    Pisz, pisz do woli – ze mnie jest gaduła wielka, także wszelkie rozmowy, również te blogowe, sprawiają mi dużo przyjemności :)
    Po lekturze „Przesilenia zimowego” postawiłam już na Pilcher krzyżyk, brzydko mówiąc, ale skoro źle trafiłam to dam jej jeszcze szansę. Jeśli gdzieś mi w ręce wpadnie.
    Kornwalia i Szkocja są niezwykle malownicze, przynajmniej w moich wyobrażeniach – również z chęcią bym się tam wybrała. Może kiedyś się uda i podróż tropami literackimi po Anglii nabierze realnych wymiarów :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s